Strony

niedziela, 22 grudnia 2013

Życzenia świąteczne...


"Białe opłatki, białe stoły,
świeżych choinek las...
Doprawdy mogą dziś anioły
zagościć pośród nas"
/B. Ostrowska/

Życzę każdemu z Was, aby ten szczególny czas Bożego Narodzenia  był czasem radości, przebaczenia, jedności, pokoju i miłości... czasem spotkania nie tylko przy stole...
Pięknych Świąt... cokolwiek to dla Was znaczy :)

Margarytka


piątek, 20 grudnia 2013

Dewolaj (de volaille)

Bardzo rzadko przygotowuję kurczaka w takiej formie, częściej jest pieczony czy duszony. Ale dawno obiecałam Basi, że podam przepis na dewolaje i czynię zadość tej obietnicy.
Różne są szkoły przygotowywania tego dania, ja robię je w najbardziej klasycznej i podstawowej wersji – z masłem i natką pietruszki. Jeśli nadziejemy je czymś innym (serem, pieczarkami) to otrzymamy równie pyszne dania, ale będą to roladki, a nie dewolaje.
Dewolaj powinien mieć podobno kształt wrzeciona, choć spotkałam się też z teorią, że raczej stożka - z jednej strony powinien być szerszy, z drugiej węższy, a kawałek mięsa użyty do zwinięcia dewolaja, powinien mieć kawałek kostki.  Prawdę powiedziawszy nie doszukałam się nigdzie jak faktycznie być powinno – u mnie zawsze jest to kształt wrzeciona. 
I choć nazwa może sugerować, że danie pochodzi z Francji, to jednak jest to danie kuchni wschodniej, gdzie nazywa się go kotletem po kijowsku. 
 


Składniki na 4 porcje:

4 średnie filety z kurczaka (mniej więcej po 130 – 150 g)
2 jajka
bułka tarta
2 łyżki mąki pszennej (u mnie wrocławska)
sól, pieprz
opcjonalnie chili – ja dodaję, bo my lubimy ostrzejszą wersję
4 paseczki masła o boku około 0,5 cm
natka pietruszki albo koperek – u mnie natka, ilość wg uznania

masło klarowane olej do głębokiego smażenia


Filety z kurczaka umyć, osuszyć i delikatnie rozbić (najlepiej między dwoma kawałkami folii spożywczej) na dosyć cienki płat. Oprószyć solą, pieprzem i ewentualnie odrobiną chili. Na każdym płacie mięsa rozłożyć pietruszkę i ułożyć paseczek masła. Boki złożyć do środka i zwinąć roladkę. Uformować dłońmi w kształt wrzeciona, ale nie zostawiać szpiczastych końców, bo podczas smażenia szybko się spalą. Przygotowane roladki włożyć na godzinę do lodówki – mięso się schłodzi i nie będzie problemu z panierowaniem w uformowanym kształcie.
Jajka roztrzepać w miseczce, dodać szczyptę soli i szczyptę pieprzu (panierka nie będzie jałowa), mąkę wysypać na jeden, a bułkę na drugi talerzyk. Uformowane dewolaje obtaczać najpierw w mące, następnie w jajku, a potem w bułce tartej.
W rondelku rozgrzać tłuszcz do głębokiego smażenia (używam małego rondelka, aby nie zużywać ogromnych ilości masła czy oleju). Włożyć dewolaje (jeśli mały rondelek to po 2 sztuki naraz), zmniejszyć ogień i smażyć na bardzo wolnym ogniu przez 10 – 12 minut, w trakcie smażenia obrócić. Po usmażeniu odsączyć na papierowym ręczniku. Dewolaje trzeba smażyć wolno, aby mięso w środku nie było surowe. Można to zrobić na patelni, ale głęboki olej sprawia, że są usmażone równomiernie i bardzo dobrze można je odsączyć z tłuszczu. Wbrew pozorom piją go mniej niż smażone na patelni.
Podawać z ulubionymi dodatkami. Wg mnie marchewka pasuje do niego idealnie, ale równie dobra będzie sałatka z rzodkiewką i szczypiorkiem. 



poniedziałek, 16 grudnia 2013

Próbuję, smakuję, testuję: Test garnka i patelni do naleśników Neoflam

Jakiś czas temu, dzięki uprzejmości firmy Neoflam, dwoje z Was miało okazję wygrać na moim profilu na FB garnek z powłoką ceramiczną i patelnię do naleśników, a ja dokładnie taki sam zestaw mam okazję przetestować. Garnek trafił do Joli, a patelnia do Pauliny – mam nadzieję, że dziewczyny podzielą się swoimi wrażeniami z użytkowania naczyń.
Ten, kto czyta mojego bloga wie, że bardzo lubię gotować w garnkach ceramicznych. Odkąd trzy lata temu pierwsza ceramiczna patelnia pojawiła się w mojej kuchni wiedziałam, że to będzie przyjaźń na długie lata. Uwielbiam te garnki i patelnie. Ceramika przekonała mnie do siebie w 100%, więc gdy zostałam poproszona o przetestowanie garnka i patelni ceramicznej Neoflam długo się nie zastanawiałam. W chwili, gdy garnek i patelnia pojawiły się w moim domu to pomyślałam „o jakie ładne” . Rzeczywiście, ten zielony kolor idealnie się wpasował w moją zieloną kuchnię.
Na pierwszy ogień poszła patelnia do naleśników. Trzy razy cięższa od mojej starej teflonowej, której już się przyda emerytura, bo służyła mi wiele lat.
Patelnia ma ciekawy kształt, dosyć niskie brzegi i w pierwszej chwili pomyślałam, że jak nic, wyleję z niej ciasto podczas rozprowadzania go po powierzchni. No cóż, nic takiego się nie stało, nawet specjalnie nie musiałam uważać. Ciasto rozprowadza się rewelacyjnie.


W porównaniu do patelni teflonowej ta ceramiczna nagrzewa się nieco dłużej, ale też dłużej trzyma ciepło. Wystarczy raz posmarować ją niewielką ilością tłuszczu (u mnie klarowane masło) i 12 naleśników pięknie się usmaży (może i więcej, ale nie próbowałam).
Naleśniki smażą się równomierni i dosyć szybko. Poza tym, dzięki niskim brzegom, bardzo łatwo przewraca się je na drugą stronę i jeszcze łatwiej zsuwa z patelni na talerz. 


Patelnia jest wykonana z odlewanego ciśnieniowo aluminium, od wewnątrz i na zewnątrz pokryta jest powłoką ceramiczną, składającą się głównie z dwutlenku krzemu,  z niewielkim dodatkiem innych minerałów m.in. żelaza, srebra. Nie zawiera żadnych szkodliwych substancji i nie wydziela toksycznych oparów podczas gotowania. Należy jednak posmarować ją niewielką ilością tłuszczu, aby jak najdłużej zachować właściwości nieprzywierające powłoki ceramicznej (to moje doświadczenia po kilku latach używania patelni i garnków ceramicznych).
Patelnia jest przystosowana do używania na wszystkich rodzajach kuchenek, łącznie z indukcyjną. Kosztuje w tej chwili 114 zł. Nie jest to może mało, ale jeśli wytrzyma tyle ile moja poprzednia, zwykła teflonowa (też nie była tania, bo kilka lat temu zapłaciłam za nią jakieś 50 zł), to zdecydowanie warto zainwestować tę kwotę. Jeśli posiada się zwykłą kuchenkę gazową albo elektryczną (nie indukcyjną) to można też wybrać czerwoną patelnię do naleśników, która kosztuje 79 zł. Nie smażę naleśników codziennie, ale już nie wróciłabym do smażenia ich na zwykłej patelni z wysokimi brzegami. Od wielu lat patelnia do naleśników jest na wyposażeniu mojej małej kuchni i używam jej tylko do naleśników i placuszków. I naprawdę polecam. Na patelni przygotowałam naleśniki z pieczarkami (jeszcze przepisu na blogu nie ma) i naleśniki hawajskie



Garnek Eala, niski, o średnicy 24 cm, ze szklaną pokrywką sprawdził się równie dobrze jak patelnia do naleśników. Jest wykonany z tego samego materiału, co patelnia i doskonale sobie radzi z gotowaniem, ale i ze smażeniem. Może stanowić taką wyższą patelnię. W garnku przygotowałam kilka dań, które już są na blogu, bo chciałam się przekonać jak sobie poradzi z klasyką, a i sama do klasyki zatęskniłam.
Ugotowałam w garnku zupę cebulową, przygotowałam łazanki z kiszoną kapustą i sos grecki do ryby, usmażyłam również eskalopki z cebulą. Pokusiłam się także o przygotowanie zapiekanki, bo garnek spokojnie można wstawiać do piekarnika. Jego rączki wykonane są z tego samego materiału, co cały garnek, więc nie ma obawy, że coś się stopi. Ale w związku z tym trzeba uważać, aby się nie oparzyć – mnie się kilka razy zdarzyło, bo przyzwyczajona do garnków z rączkami, które się nie nagrzewają, chwyciłam kilka razy. Garnek posiada jednak nakładki silikonowe na rączki i wystarczy je nasunąć (wchodzą lekko i dobrze się trzymają) i już można bez problemu garnek przenieść czy przytrzymać. Trzeba się tylko do tego przyzwyczaić.
W sumie nie zaskoczyło mnie w tym garnku nic – sprawdził się znakomicie, jak dobrej jakości ceramika – nic się nie przypala, nic nie przywiera, a np. cebula czy mięso smaży się bardzo równomiernie. A jednak nie, zaskoczyła mnie pokrywka, która w uchwycie ma niewielki otwór, przez który wydostaje się nadmiar pary i pokrywka szczelnie przylega i nie podskakuje w trakcie gotowania – nie trzeba jej uchylać. 

Łazanki z kiszoną kapustą i kiełbasą
(aby przejść do przepisu wystarczy kliknąć w zdjęcie)

 
 Sos do ryby po grecku w lekkiej wersji

http://margarytka.blogspot.com/2013/12/ryba-po-grecku-w-lekkiej-wersji.html



Eskalopki z cebulą

http://margarytka.blogspot.com/2011/08/eskalopki-z-cebulka.html



Zapiekanka ziemniaczana z polędwiczką wieprzową



Zupa cebulowa

http://margarytka.blogspot.com/2012/03/zupa-cebulowa-z-grzanka-serowa.html


Garnek, podobnie jak opisana przeze mnie patelnia jest przystosowany do używania na różnych kuchenkach, również na indukcyjnej.
I patelnia i garnek myją się bardzo lekko, łatwo i przyjemnie. I choć można wstawiać je do zmywarki, to myślę, że szkoda miejsca i samych naczyń.
Przy garnkach i patelniach ceramicznych należy pamiętać o ważnej rzeczy – nie należy rozgrzewać ich na sucho, bo można zniszczyć powłokę nieprzywierającą. Wystarczy dosłownie pół łyżeczki oleju, który należy rozsmarować, aby właściwości powłoki zachować przez długi czas.
Oczywiście w przypadku zupy wystarczy woda, nie trzeba wcześniej smarować garnka tłuszczem. 

Wrócę do tego wpisu za kilka miesięcy i powiem jak naczynia sprawują się po dłuższym użytkowaniu.  

Dopisane 12.03.2015 r.
Garnek i patelnia cały czas są w bardzo dobrym stanie i świetnie się sprawdzają. Powłoka nie uległa uszkodzeniu, zachowuje swoje właściwości nieprzywierające.

niedziela, 15 grudnia 2013

Ciasteczka mocno waniliowe

Naszło mnie wczoraj na ciasteczka i to zdecydowanie bardziej na pieczenie niż jedzenie. Nie miałam specjalnie czasu ani ochoty na przeglądanie książek i szukanie przepisu, więc zrobiłam klasyczne kruche ciasto i upiekłam ciasteczka. Są maślane, mocno waniliowe, choć niezbyt słodkie – więc jeśli ktoś lubi czuć słodycz, to może dać więcej cukru albo posypać ciastka grubym cukrem czy słodką posypką. Ciasto podzieliłam na dwie części, z jednej zrobiłam okrągłe ciasteczka odciskane pieczątką, a z drugiej niesymetryczne ciasteczka z wzorkiem, który powstał z pomocą tłuczka do mięsa. Tak więc jeśli nie dysponujemy foremkami, można zrobić wzorki domowymi sprzętami. Nie jest to mój pomysł, widziałam go już wcześniej w kilku miejscach, ale postanowiłam wykorzystać i puścić dalej w świat. Nie wiem kto pierwszy na coś podobnego wpadł, bo choć próbowałam, to nie udało mi się dotrzeć do źródła.
Mocno waniliowy smak uzyskałam przez dodanie do ciastek domowego cukru waniliowego, pasty waniliowej i ekstraktu waniliowego, ale można użyć aromatu/olejku waniliowego – choć wtedy smak będzie nieco inny. Ciasteczka nie rosną wiele, bowiem nie zawierają żadnych spulchniaczy, są bardzo kruche i delikatne. 


Składniki na około 40 - 50 ciastek (u mnie 16 dużych okrągłych i 25 małych niesymetrycznych):

360 g (2 szklanki) maki pszennej tortowej
200 g zimnego masła
2 żółtka
3 płaskie łyżki cukru pudru (u mnie domowy cukier waniliowy zmielony na puder)
1 łyżeczka pasty waniliowej
szczypta soli
2 łyżki bardzo zimnej wody
opcjonalnie: wanilia z karmelem (u mnie z młynka Kotanyi)


Mąkę przesiać do miski robota albo na stolnicę, wymieszać z solą. Dodać pokrojone w kostkę masło i posiekać albo wyrobić w robocie do połączenia się masła z mąką. Dodać żółtka, cukier, pastę waniliową i ekstrakt. Wyrobić ciasto (na początku może wydawać się dosyć sypkie), pod koniec dodać 2 łyżki zimnej wody. Ciasto uformować w kulę albo od razu w rulon (w zależności od tego czy chcemy ciasto wałkować czy kroić w plastry), zawinąć szczelnie w folię spożywczą i włożyć do lodówki na 15-20  minut - nie powinno leżeć za długo, bo za mocno stwardnieje.
Ciasto wałkować na stolnicy oprószonej mąką na grubość 5 mm, wykrawać foremkami albo kroić na pasterki i na każdym ciastku odcisnąć delikatnie wzór np. z tłuczka do mięsa czy widelca.
Ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, można posypać karmelem z wanilią (ja posypałam tylko te małe) i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni (góra – dół) albo 165 stopni (termoobieg) i piec do zrumienienia – około 15 minut.
Ostudzić i przełożyć do puszki albo szklanego słoja z pokrywką. Ciastka są maślane, więc nie powinny leżeć dłużej niż miesiąc. 


sobota, 14 grudnia 2013

Zapiekanka ziemniaczana z polędwiczką wieprzową, cebulą i papryką

Danie, które dziś proponuję jest szybkie do przygotowania, pod warunkiem, że zostały nam ziemniaki z dnia poprzedniego albo ugotujemy je wcześniej. Ja przygotowałam tę zapiekankę podczas remontowego dnia i choć nie wygląda może zbyt ładnie (jak to zapiekanka) to smakowała świetnie. No i ma tę zaletę, że dosłownie wszystko przygotowuje się w jednym garnku (koniecznie w takim, który można wstawić do piekarnika), więc nie ma wiele zmywania.


Składniki na 4 porcje (ja zrobiłam z połowy składników):

1 duża polędwiczka wieprzowa – około 500 g
16 malutkich ugotowanych ziemniaków (jeśli mamy większe to odpowiednio mniej)
2 średnie cebule
2 kolorowe papryki (ja użyłam mrożonej, obranej ze skórki, którą zamroziłam w sierpniu)
2 duże jajka
150 ml śmietany do zup i sosów (może być kremówka, ja dałam 18 % słodką śmietankę)
120 g tartego żółtego sera (u mnie gouda wymieszana z mozzarellą z bloku)
sól, pieprz,
ulubione zioła (u mnie zioła włoskie z młynka Kotanyi)
gałka muszkatołowa
1 łyżeczka klarowanego masła albo oleju


Polędwiczkę opłukać, dobrze oczyścić z błonek, pokroić w grubą kostkę albo paski. Cebulę obrać i pokroić w grubą kostkę. Paprykę oczyścić z gniazd nasiennych (można również obrać ze skórki) i pokroić na nieduże kawałki. Ugotowane ziemniaki pokroić na połówki, a jeśli ziemniaki są duże to w grube plastry.
W garnku, który można wstawić do piekarnika rozpuścić 1 łyżeczkę tłuszczu, wrzucić pokrojoną polędwiczkę i podsmażyć do zrumienienia (nie solić wcześniej), wrzucić cebulę i paprykę. Wsypać ½ łyżeczki soli i ¼ łyżeczki pieprzu. Podsmażyć razem przed 5 minut – cebula i papryka powinny zmięknąć. Dodać pokrojone ziemniaki, wymieszać, posypać ulubionymi ziołami. Można chwilę razem podsmażyć. W miseczce rozkłócić dwa duże jajka, wlać śmietanę i wsypać 1 łyżkę startego sera. Wsypać ¼ łyżeczki soli, ¼ łyżeczki pieprzu i ¼ łyżeczki startej gałki muszkatołowej. Całość wymieszać i wlać do garnka z mięsem i warzywami. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i zapiekać 10 minut (bez przykrycia). Wyciągnąć, posypać resztą tartego sera, niewielką ilością suszonych ziół i wstawić ponownie do piekarnika na 5 minut. Podawać gorące. 



wtorek, 10 grudnia 2013

Dania na Boże Narodzenie

Dostałam wiele próśb o przygotowanie spisu potraw na święta Bożego Narodzenia i muszę przyznać, że wcale nie jest to łatwe zadanie, bowiem jeszcze części potraw nie mam na blogu. Ciągle zapominałam o fotografowaniu potraw na świątecznym stole, a część z nich przygotowujemy tylko na święta. Obiecuję, że w tym roku nadrobię i pojawią się kolejne świąteczne przepisy. Oczywiście na naszym stole nie pojawia się wszystko naraz, raczej wybiórczo. I z roku na rok tego jedzenia przygotowuje się mniej, a część i tak ląduje w zamrażarce. Ja w zasadzie na zupie grzybowej, kilku pierogach i kawałku ryby kończę kolację Wigilijną... Gdy byłam dzieckiem to przez całe święta jadłam sałatkę jarzynową i do tego chleb z szynką konserwową. Dziś to się trochę zmieniło, jem więcej ryb, domowych wędlin, za to chleba prawie wcale. 
Na razie spis w postaci listy - jeśli znajdę czas i wenę to dołączę poszczególne zdjęcia, ale tego nie obiecuję ;-) 

To nie jest menu na nasz świąteczny stół, a jedynie spis potraw, które mogą się na nim znaleźć i są tu opublikowane.  Części potraw w nim nie ma, bo nie ma ich jeszcze na blogu!!!


Dania na Wigilijny stół:

Coś na świąteczny obiad:

Świąteczne specjały:

Ciasta:

Naleśniki hawajskie

Niedzielne poranki zdecydowanie należą do nas... śniadania są bardziej świąteczne, wymyślne. W tygodniu nie ma na to czasu, więc przeważnie są kanapki, warzywa, czasem musli z jogurtem czy płatki z mlekiem. Ale w niedzielę zawsze coś innego – jajka pod różną postacią, placuszki, naleśniki itp.
Tym razem nadzieniem naszych naleśników były cytrusy i waniliowy twaróg.
Jak zawsze skorzystałam z tego samego (najlepszego) przepisu na naleśniki, ale dodałam 1 łyżeczkę domowego cukru pudru waniliowego, co sprawiło, że naleśniki nabrały ładnego koloru. Naleśniki w takiej wersji są bardzo sycące, ja po jednym miałam dosyć.
Do przygotowania naleśników wykorzystałam patelnię ceramiczną, którą miałam okazję przetestować (ale o tym napiszę osobno za jakiś czas). 


Składniki na 6 cienkich naleśników o średnicy 24 - 26 cm:

1 duże jajko
160 g mąki krupczatki albo wrocławskiej
150 ml mleka (u mnie 2%)
150 ml wody (może być gazowana) *
1 łyżeczka cukru waniliowego - u mnie domowy cukier waniliowy
szczypta soli

Nadzienie:
300 g twarożku waniliowego (można zrobić samodzielnie albo kupić gotowy)
6 plastrów ananasa (świeży albo z puszki)
3 mandarynki
1 banan
opcjonalnie rodzynki

Do polania
8 kostek gorzkiej czekolady
2 - 3 łyżki mleka albo śmietanki kremowej


Jajka roztrzepać trzepaczką, dodać sól, cukier puder waniliowy, wsypać mąkę, wlać mleko i wodę, wszystko dokładnie wymieszać (ja używam takiej okrągłej trzepaczki).
Opcjonalnie można dodać do ciasta 1 łyżkę oliwy albo stopionego masła, ja tego nie robię, bowiem wolę przesmarować patelnię pędzlem. Ciasto odstawić na 15 - 30 minut.
Patelnię posmarować cienko olejem albo rozpuścić niewielką ilość masła i rozsmarować - na patelni nie może być dużo tłuszczu, ma być tylko posmarowana. Wlać porcję ciasta i dobrze rozprowadzić po patelni, smażyć z dwóch stron (przekładać najlepiej drewnianą łopatką, ewentualnie można przerzucać – jak kto lubi). Usmażone naleśniki przełożyć na talerz (ja przykrywam drugim talerzem, aby nie wystygły).
W międzyczasie owoce dobrze umyć i obrać. Mandarynki podzielić na cząstki, banana pokroić w plasterki, a ananasa na nieduże kawałki. Czekoladę połamać, wrzucić do rondelka, wlać mleko albo śmietanę i rozpuścić w kąpieli wodnej.
Na każdym naleśniku ułożyć porcję twarogu i owoce, zwinąć albo złożyć w dowolny sposób. Polać roztopioną czekoladą i podawać gorące. 

*dodatek wody gazowanej może sprawić, że w naleśnikach pojawią się malutkie dziurki, więc zdecydowanie nie polecam, gdy planujemy podać naleśniki z dżemem


niedziela, 8 grudnia 2013

Ryba po grecku w lekkiej wersji

Bardzo lubię rybę po grecku, robię ją dosyć często. Raz klasycznie, tak jak dorsza po grecku, a innym razem w nieco odchudzonej formie, bo dodaję rybę gotowaną w parowarze albo pieczoną w piekarniku. I ta dzisiejsza jest właśnie z piekarnika. Wg mnie to znacznie mniej pracy niż przy klasycznej wersji, a efekt pyszny. Wiem, że nie każdy lubi taką pieczoną rybę, wtedy niech pozostanie przy klasycznej wersji. 
Gdy gotuję sos do ryby to zawsze robię go nieco więcej i do tego, co zostaje dorzucam porcję ugotowanego ryżu – mamy wtedy dodatek do obiadu w postaci ryżu z warzywami. 


Składniki:

1 kg filetów z ulubionej ryby (u mnie najczęściej dorsz, choć tym razem miałam mintaja)
sól, pieprz cytrynowy (u mnie od Kotanyi)
sok z połowy cytryny

1 kg marchewki
2 średnie pietruszki
1 średni seler
3 średnie cebule
puszka rozdrobnionych pomidorów bez skórki (w ostateczności mały słoik przecieru pomidorowego)
3 liście laurowe
4-5 ziarenek ziela angielskiego
kilka ziaren czarnego pieprzu
1 łyżeczka soli (można dać więcej, ale dla mnie to wystarczająca ilość)
1 mała łyżeczka pieprzu mielonego (można dać mniej)
1 łyżeczka cukru
1 łyżka oliwy albo oleju

 
Rybę pokroić na kawałki (mniejsze albo większe – zależy od upodobań), skropić sokiem z cytryny i odstawić na pół godziny. 
Warzywa obrać, opłukać. Cebulę pokroić w grubą kostkę, a marchew, seler, pietruszkę zetrzeć na tarce o grubych oczkach (ja wykorzystałam szatkownicę robota).
W dużym garnku rozgrzać łyżkę oliwy, zeszklić na niej cebulę (ale uważać, aby się nie przypaliła, bo będzie gorzka). Wrzucić poszatkowane warzywa, dodać liście laurowe, ziarenka ziela i pieprzu. Wsypać płaską łyżeczkę soli (potem zawsze można dosolić, jeśli będzie jej zbyt mało) i małą płaską, łyżeczkę pieprzu (można dać mniej, my lubimy ostre). Wlać 1 szklankę przegotowanej, gorącej wody i dusić pod przykryciem około 40 minut, aż warzywa będą miękkie i większość płynu odparuje. Następnie dodać rozdrobnione pomidory z puszki albo koncentrat pomidorowy, zagotować, dodać cukier i jeśli trzeba odrobinę soli czy pieprzu. Gotować jeszcze chwilę, aby warzywa nabrały odpowiedniej gęstości. 
W czasie, gdy warzywa się gotują, rybę umieścić na blaszce do pieczenia (ja użyłam ceramicznej, posmarowałam ją odrobiną oleju). Blaszkę przykryć folią aluminiową, wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec około 15 - 20 minut (w zależności od grubości kawałków ryby), po 10 minutach zdjęć folię i dopiec już bez przykrycia. Rybę można też ugotować w parowarze, będzie równie smaczna.
W misce albo szklanym naczyniu ułożyć warstwę gorących warzyw, na niej ułożyć ciepłą upieczoną rybę. Przykryć warzywami. Ułożyć drugą warstwę ryby i warzywa. I tak aż do wyczerpania składników.
U mnie przeważnie są to dwie warstwy.
Podawać na zimno albo na ciepło, np. z dodatkiem ryżu może stanowić doskonały obiad.

Ps. W związku z tym, że pojawiają się głosy, że ryba jest zbyt pieprzna to ogłaszam, żeby sobie dopieprzyć wg własnego uznania. Ja używam małej łyżeczki i u nas jest akurat... ale może dlatego, że my generalnie lubimy dania pikantne, pieprzne, ostre itp. 



poniedziałek, 2 grudnia 2013

Miodownik

Miodownik to ciasto mojego dzieciństwa... I wcale nie było związane ze świętami Bożego Narodzenia, ale z feriami zimowymi, które czasem zdarzało mi się spędzać u babci (gdy nie wyjeżdżałam na zimowiska). Babcia bowiem miodownika nie piekła na święta, przynajmniej ja tego nie pamiętam. Ale w ferie było to ciasto obowiązkowe, mocno miodowe z masą grysikową. Do dziś pamiętam, że moim zadaniem było mieszanie ugotowanej kaszy manny, aby nie zrobiła się na niej twarda skórka.
Nie robiłam tego ciasta już całe lata, ale przepis się zachował i pomyślałam, że już czas... Jako, że moja babcia nigdy nie używała do pieczenia margaryny, to i ja byłam nauczona pieczenia na maśle. Kiedyś nawet by mi przez myśl nie przyszło, że można piec na margarynie. Ale dziś czasem jej używam do wypieku ciast, jednak nigdy do kremów. I dlatego miałam pewne obawy, gdy zostałam zaproszona przez ZT Bielmar, producenta Palmy z Murzynkiem do wspólnego pieczenia miodownika. 
Krem na margarynie = przerażenie w moich oczach. Moja bratowa jednak stwierdziła, że mam piec, bo i tak ciasto zostanie zjedzone. No i okazało się, że nie taki diabeł straszny. Rodzina uznała, że krem jest w porządku, taki jak być powinien. Wg mnie margaryna do ciasta jest w porządku, ale do kremu jednak wolę masło... być może to tylko moje wrażenie i przyzwyczajenie do określonego smaku, ale jednak masło to masło i nic tego nie zmieni. 
Przepis babciny, jednak z małą zmianą. Babcia ostatni blat miodownika piekła z karmelizowanymi orzechami (podobnie jak ja orzechowiec) i nie polewała całości czekoladą. Ja z pewnych rodzinnych względów dokonałam tej małej zmiany i przygotowałam miodownik z polewą taką jak do babki czekoladowo – pomarańczowej. Dodatek powideł albo dżemu sprawia, że ciasto jest lekko kwaskowe, co mojej rodzinie bardzo odpowiada. 


Składniki na ciasto o średnicy 23 cm:

ciasto:
500 g mąki wrocławskiej typ 500 (3 szklanki*)
125 g drobnego cukru (½ szklanki)
165 g miękkiego miodu (3 pełne łyżki) – dałam miód wielokwiatowy
125 g margaryny (u mnie Palma z Murzynkiem)
2 całe duże jajka (używam jajek 70 g)
1 żółtko
7 g proszku do pieczenia (czubata łyżeczka)
13 g sody oczyszczonej (czubata łyżeczka)
szczypta soli

krem:
750 ml mleka (użyłam 2%)
165 g grysiku (10 pełnych łyżek / niepełna szklanka)
125 g cukru ( ½ szklanki) – użyłam domowego waniliowego
1 łyżeczka pasty waniliowej (można użyć olejku waniliowego albo rumowego)
1 kostka masła

polewa:
50 g gorzkiej czekolady
40 g masła
15 g dobrego ciemnego kakao (1 czubata łyżka)
35 g cukru (2 pełne łyżki)
3 - 4 łyżki śmietany kremówki 30 – 36 %
½ łyżeczki żelatyny rozpuszczonej w 2 łyżeczkach gorącej wody

dodatkowo:
słoiczek powideł śliwkowych albo dowolnego dżemu (u mnie domowy truskawkowo – agrestowy)
kilka połówek orzechów włoskich

*szklanka o pojemności 250 ml – do szklanki weszło mi około 165 g mąki wrocławskiej (mąki tortowej wchodzi więcej – około 180g)


Wszystkie składniki ciasta (w temperaturze pokojowej) wyłożyć na stolnicę i zagnieść gładkie ciasto (można skorzystać z pomocy robota, co ja osobiście zrobiłam). Podzielić na 5 części (każda mniej więcej po 210 – 215 g) - można podzielić na 7 - 8 części, wtedy placki będą cieńsze. Każdą część rozwałkować na papierze do pieczenia na okrąg o średnicy 23 cm albo bezpośrednio w tortownicy posmarowanej tłuszczem i posypanej mąką. Piekarnik nagrzać do 175 – 180 stopni (góra – dół). Każdy placek nakłuć widelcem, włożyć do nagrzanego piekarnika i piec około 10 -15 minut do ładnego zrumienienia. Placki po upieczeniu są miękkie i delikatne, więc należy uważać przy przenoszeniu ich na kratkę (twardnieją po wystygnięciu).

500 ml mleka wlać do rondla, wsypać cukier, dodać pastę waniliową albo olejek i zagotować. Do pozostałego mleka wsypać grysik i wymieszać (zrobić to chwilę przed wlaniem do gotującego się mleka, bo kaszka szybko pęcznieje). Gdy mleko się zagotuje wlać kaszkę i gotować kilka minut ciągle mieszając, aż kaszka będzie gęsta. Zostawić do wystygnięcia, jednak mieszać co kilka minut, aby nie zrobiła się twarda skórka na powierzchni.
Masło utrzeć mikserem na puszystą masę i dodawać po łyżce grysiku ciągle ucierając, aż do wykorzystania całej masy. Jeszcze chwilę ucierać do uzyskanie puszystego kremu. Podzielić na cztery części.

Na paterze ułożyć jeden blat ciasta, wyłożyć warstwę kremu i równo rozsmarować. Przykryć drugim krążkiem ciasta, który najpierw posmarować dżemem, a następnie kremem. Położyć kolejny krążek i warstwę kremu. Czwarty krążek ciasta podobnie jak drugi posmarować najpierw dżemem, a potem kremem. Przykryć ostatnim krążkiem ciasta. Założyć obręcz cukierniczą, a górę przykryć folią aluminiową (przy braku obręczy cukierniczej całość owinąć folią aluminiową). Wstawić do lodówki na minimum 12 godzin (u mnie stał 16 godzin – zrobiłam popołudniu i wstawiłam do lodówki na całą noc).
Na drugi dzień przygotować polewę. Żelatynę wsypać do szklanki, zalać 2 łyżeczkami gorącej wody, rozmieszać i szklankę umieścić w miseczce z gorącą wodą, aby żelatyna się nie ścięła. Masło, śmietanę, kakao, cukier, czekoladę połamaną na kawałki umieścić w garnuszki i podgrzać. Gdy masa będzie gorąca wlać rozpuszczoną żelatynę i wymieszać. Zostawić na kilka minut do przestygnięcia.
Miodownik wyciągnąć z lodówki, zdjąć folie i obręcz. Udekorować przestudzoną polewą, ozdobić orzechami. I ponownie wstawić do lodówki.
Ciasto najsmaczniejsze jest po 2 – 3 dniach, gdy placki miodowe skruszeją. Jest to więc niewątpliwie zaletą tego ciasta, gdy chcemy przygotować je na święta, bowiem można, a nawet trzeba zrobić je dwa dni wcześniej. 



niedziela, 1 grudnia 2013

Karkówka z piekarnika z duszoną cebulą

Kolejne proste i smaczne danie, którego przygotowanie nie sprawi nikomu większego problemu. No i zdecydowanie jest fajnym pomysłem na kolację ze znajomymi, bo można je przygotować trochę wcześniej i nie stać nad garnkami tuż przed kolacją.
Jeśli mamy czas to najlepiej zamarynować mięso przynajmniej dzień wcześniej wieczorem, ale w ostateczności 2 – 3 godziny też wystarczą.
Można zastąpić karkówkę schabem albo szynką. Jednak karkówka, dzięki przerostom tłuszczowym, wychodzi bardzo delikatna i miękka.
My mieliśmy dwa obiady (a nawet dwa i pół) - jednego dnia zjedliśmy karkówkę z cebulką, a to co zostało przełożyłam do rondla, podlałam wodą, chwilę poddusiłam, dodałam trochę mąki i podałam następnego dnia z kopytkami (ziemniaki też zostały z dnia poprzedniego) i buraczkami na ciepło. 


Składniki na 4 – 6 porcji (w zależności od apetytów):

1 kg ładnej, niezbyt tłustej karkówki
5 dużych cebul
½ łyżki smalcu
sól, pieprz,
słodka czerwona papryka, pieprz cayenne
cukier
1 duży liść laurowy
2 – 4 łyżki białego wytrawnego wina albo wody
(opcjonalnie ulubione zioła, ale ja osobiście nie dodaję)


Karkówkę opłukać, osuszyć papierowym ręcznikiem, pokroić w dosyć grube plastry i delikatnie rozbić tłuczkiem z obu stron (ale naprawdę delikatnie i niezbyt mocno). Każdy kawałek mięsa oprószyć solą, pieprzem, słodką czerwoną papryką i pieprzem cayenne ( z tym ostatnim nie przesadzać, bo jest bardzo ostry). Włożyć do miski, przykryć folią i wstawić na całą noc do lodówki.

Piekarnik nagrzać do 170 stopni (góra - dół), cebule obrać i pokroić w półplasterki.
Na dużej patelni rozgrzać ½ łyżki smalcu i na dosyć mocnym ogniu obsmażyć plastry karkówki z obu stron, aż do zrumienienia (wytopi się trochę tłuszczu). Gorące kawałki mięsa przełożyć do naczynia żaroodpornego z pokrywką (jeśli nie mamy pokrywki można wykorzystać kawałek folii aluminiowej), wlać 2 łyżki wody albo wina (ja wlałam białe wino). Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec 30 minut. W tym czasie na patelnię wrzucić pokrojoną cebulę i na małym ogniu podsmażyć do lekkiego zrumienienia. Wsypać 1/3 łyżeczki soli, ¼ łyżeczki pieprzu, ½ łyżeczki cukru i szczyptę pieprzu cayenne i dobrze wymieszać.
Naczynie z karkówką wyciągnąć z piekarnika, mięso przełożyć podsmażoną cebulą, dodać listek laurowy przełamany na pół i jeśli cały płyn odparował to wlać dwie łyżki wody albo wina (u mnie nie było takiej potrzeby), przykryć i ponownie wstawić do piekarnika na 30 – 40 minut.
Podawać z ulubionymi dodatkami – u nas ziemniaki z koperkiem i surówka z kiszonej kapusty