Strony

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Porzeczkowiec serowy

Miska porzeczek i milion myśli, co z nimi zrobić. Ciasto na niedzielę by się przydało, tylko jakie? Zupełnie nie miałam pomysłu, dumałam i dumałam. Skończyło mi się mleko i wybrałam się do sklepu, a po drodze mnie oświeciło. Przy okazji mleka kupiłam jeszcze dwie galaretki porzeczkowe, bo już wiedziałam do czego moje owoce wykorzystam. W lodówce miałam opakowanie twarogu, który kupiłam z myślą o serniku – wykorzystałam go jednak do tego ciasta.
Ciasto jest letnie, delikatne i smaczne. Takie trochę tortowe, choć masa przypomina bardziej sernik na zimno niż typowy krem. Mocno porzeczkowe, kwaskowe, idealne do letniej kawy. 



Składniki na kwadratową tortownicę 25 x 25 cm (może być inna blaszka, ale powinna być dosyć wysoka)

Biszkopt:
4 duże jajka
2/3 szklanki drobnego cukru do wypieków (nie pudru)
½ szklanki* mąki pszennej tortowej typ 405 (może być 450)
½ szklanki skrobi ziemniaczanej
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki octu spirytusowego (u mnie 10 %)

*używam szklanki o pojemności 250 ml

Masa:
450 g twarogu (użyłam Mojego Ulubionego z Wielunia – to normalny twaróg, ale już zmielony)
200 ml śmietanki kremówki 30% (może być 36%)
600 g czerwonych porzeczek
4 czubate łyżki cukru pudru
2 galaretki porzeczkowe (u mnie z czarnej porzeczki)
1/2 szklanki (125 ml) wrzątku

Poncz:
1/3 szklanki gorącej wody
1 łyżeczka cukru
1 łyżka soku z cytryny

Dodatkowo:
1 słoiczek galaretki porzeczkowej (250 ml)  - można użyć galaretki z czerwonej albo z czarnej porzeczki
100 ml śmietany kremówki
1 łyżka cukru pudru
1 zagęstnik do śmietany (fix)
świeże porzeczki do ozdoby


Mąkę pszenną i skrobię ziemniaczaną przesiać. Żółtka oddzielić od białek. Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę, dodając partiami cukier (nie wszystko od razu). Do żółtek dodać proszek do pieczenia i ocet, szybko wymieszać (masa spieni się i odbarwi) i dodać do białek. Ubić razem, a na końcu dodać obie mąki i delikatnie wymieszać łopatką (już nie miksować.
Dno kwadratowej tortownicy 25 x 25 cm wyłożyć papierem do pieczenia albo posmarować masłem i posypać mąką. Ciasto przelać do blaszki i wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec około 30 minut, 160 - 180 stopni (u mnie 160 stopni w termoobiegu), do tzw. suchego patyczka.
Biszkopt najlepiej upiec dzień wcześniej. Dobrze wystudzony biszkopt przeciąć na dwa blaty.
Przygotować poncz: w gorącej wodzie rozpuścić cukier, a gdy wystygnie dodać sok z cytryny. 


Porzeczki opłukać, pozbawić szypułek, włożyć do rondelka, wlać 3 łyżki wody i zagotować. Od chwili wrzenia gotować około 8 -10 minut – porzeczki powinny się rozpadać. Przetrzeć przez sito (ja użyłam przecieraka – przystawki do robota). Powinno wyjść około 400 ml musu. Pestki i skórki wyrzucić. Dwie galaretki porzeczkowe dokładnie rozpuścić w ½ szklanki wrzątku, wlać do musu porzeczkowego, wymieszać i zostawić do wystygnięcia.
Ser utrzeć z cukrem pudrem (zrobiłam to w misie robota), śmietankę ubić na sztywno, dodać do twarogu i razem zmiksować. Do masy bardzo powoli wlewać mus porzeczkowy wymieszany z galaretkami i cały czas miksować na wolnych obrotach. Gdy masa będzie gotowa spróbować, czy nie potrzeba jej dosłodzić (moja była wystarczająco słodka).
Dolny blat biszkoptu nasączyć ponczem i posmarować dosyć grubą warstwą galaretki porzeczkowej (ja zużyłam cały słoiczek o pojemności 250 ml). Zapiąć obręcz tortownicy (ważne, aby była szczelna). Wlać mniej więcej połowę masy i od razu wstawić do lodówki na około 20 minut – masa powinna przez ten czas delikatnie zastygnąć. Resztę masy zostawić na blacie i od czasu do czasu zamieszać, żeby się nie ścięła za mocno. Na zastygniętą masę włożyć drugi blat biszkoptu, nasączyć ponczem i wlać resztę masy porzeczkowej. Wstawić do lodówki na co najmniej 5 godzin, aby całość dobrze związała (u mnie ciasto stało w lodówce całą noc). Gdy ciasto jest gotowe delikatnie oddzielić nożem od brzegów blaszki, zdjąć obręcz, a ciasto podzielić na 16 części.
Śmietankę ubić na sztywno, pod koniec ubijania dodać 1 łyżkę cukru pudru wymieszaną z zagęstnikiem. Przełożyć do rękawa albo szprycy cukierniczej i na każdym kawałku ciasta zrobić niedużą rozetkę z ubitej śmietany. Ozdobić świeżymi porzeczkami i gotowe. 



niedziela, 29 czerwca 2014

Krem z kalarepki, młodych ziemniaków i groszku cukrowego

Uwielbiam takie letnie, kremowe, delikatne zupy. I w przeciwieństwie do Zielonookiego, który nie tknie kalarepki, ja ją uwielbiam, więc gotuję takie potrawy w zasadzie tylko dla siebie. Mogę sobie na to pozwolić, gdy Zielonookiego nie ma, bo wtedy nie muszę gotować dwóch obiadów. Przeważnie gotuję tyle, że wystarcza na obiad i kolację.
Kalarepa jest zdrowym, choć bardzo niedocenianym warzywem. Wiele osób po prostu ją zjada na surowo i w sumie bardzo dobrze, bo jedna średniej wielkości kalarepka pokrywa dzienne zapotrzebowanie na witaminę C. Ale jest też niezłym źródłem betakarotenu, który chroni nasz wzrok oraz bioflawonoidów – przeciwutleniaczy, które chronią nas przed nowotworami. Zawiera sporo potasu, jodu, fosforu, magnezu i błonnika. Ma właściwości moczopędne, wspiera pracę nerek i pozwala uwolnić organizm od toksyn. Reguluje pracę układu trawiennego i pomaga w zaparciach. Liście kalarepy to dobre źródło żelaza. Nie na darmo mówi się, że ktoś ma krzepę jak kalarepa – to warzywo, choć niepozorne i niedoceniane jest naszym sprzymierzeńcem. I można ją jeść właściwie bezkarnie, bo 100 g kalarepy to zaledwie 27 kalorii, a nie da się jej zjeść dużo, bo dzięki zawartości błonnika dosyć szybko daje uczucie sytości. Zaleca się ją również cukrzykom, bowiem ma niski indeks glikemiczny i nie podnosi gwałtownie poziomu cukru we krwi.
Kalarepę lubię odkąd pamiętam, tata zawsze sadził ją na działce. Była zielona i fioletowa – obie równie smaczne. Dziś sięgam po nią bardzo chętnie, dodaję ją do zupy jarzynowej, do kalafiorowej, przygotowuję z niej surówki, duszę jako jarzynkę do obiadu – albo samą albo z młodą marchewką, gotuję i podaję z bułką tartą, nadziewam mięsem i warzywami i zapiekam.
A dziś proponuję kremową zupę z dodatkiem kolejnego ulubionego przeze mnie warzywa – groszku cukrowego. 


Składniki na 4 porcje:

6 średniej wielkości zielonych kalarepek (około 800 g)
4 średniej wielkości młode ziemniaki (około 300 g)
200 g zielonego groszku cukrowego
kawałek białej części pora (ok. 5 cm)
1 łyżeczka klarowanego masła albo dobrej jakości oleju
800 ml gorącego bulionu (u mnie domowy warzywny)
100 ml mleka (u mnie 2%)
sól, pieprz
1 płaska łyżeczka cukru
¼ łyżeczki gałki muszkatołowej
4 łyżki śmietany do zup (dałam słodką kremówkę)

Kalarepki i ziemniaki obrać, pokroić na kawałki. Por pokroić w talarki. Groszek oczyścić i obciąć końcówki. Kilka strąków wyłuskać, zostawić ziarenka groszku do dekoracji zupy, ale strąków nie wyrzucać.
W garnku rozgrzać 1 łyżeczkę klarowanego masła. Wrzucić pokrojony por i delikatnie podsmażyć, ale uważać, aby nie przypalić, bo krem będzie gorzki. Dołożyć kalarepkę i wlać gorący bulion. Gotować 5 minut, następnie wsypać ½ płaskiej łyżeczki soli, wrzucić ziemniaki i groszek cukrowy (całe strąki). Gotować około 20 minut, aż warzywa będą miękkie. Wyłączyć, wlać 100 ml mleka, wsypać cukier, gałkę muszkatołową i szczyptę pieprzu do smaku. Całość zmiksować. Ponownie podgrzać, skosztować i ewentualnie doprawić solą czy pieprzem. Podawać z kleksem śmietany i świeżymi ziarenkami młodego groszku. 



sobota, 28 czerwca 2014

Kurczak z piekarnika z warzywami

Tego typu dania przygotowuję głównie wtedy, gdy mam gości. Są szybkie i niezbyt pracochłonne, składniki można sobie przygotować wcześniej, a potem poświęcić 10 minut, wstawić wszystko do piekarnika i mieć czas dla gości. Dzisiejszą wersję przygotowałam, gdy gościłam Asię Słodką Babeczkę i Smaczną Pyzę. Zależało mi, aby nie spędzać czasu w kuchni, ale jednocześnie podać coś smacznego. Myślę, że dziewczynom smakowało, bo niewiele zostało.
Warzywa i ich ilość można sobie dowolnie zmieniać. Trzeba uważać przy brokułach, bo one nie potrzebują długiego czasu obróbki termicznej i mają tendencję do przypalania, co ani dobrze nie smakuje, ani apetycznie nie wygląda.


Składniki na 4 porcje:

8 kawałków kurczaka (mogą być pałki, udka, piersi – wg uznania)
700 - 900 g małych młodych ziemniaczków (im mniejsze tym lepiej, a ilość wg uznania i apetytów rodziny)
8 -12 dużych różyczek kalafiora
8 -10 młodych marchewek
150 g groszku cukrowego
2 gałązki pomidorków koktajlowych
2 łyżeczki przyprawy do warzyw 
½ łyżeczki soli ( nie dodawałam, bo moja przyprawa zawiera sól)

Marynata do kurczaka:
2 - 3 łyżki oleju (u mnie z pestek winogron)
1 łyżka jogurtu naturalnego
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki słodkiej papryki
½ łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
¼ łyżeczki chili
1 łyżka roztartych w dłoniach ziół – ja użyłam ziół toskańskich, ale można użyć każdych innych wg uznania


Kurczaka oczyścić, opłukać, osuszyć papierowym ręcznikiem. Składniki marynaty wymieszać w dużej misce, włożyć kawałki kurczaka i dokładnie wymieszać, tak aby każdy kawałek był otoczony przyprawami. Wstawić do lodówki i zostawić na całą noc (może stać nawet 24 godziny).
Ziemniaczki dobrze umyć (ja skrobię, bo tak lubię), jeśli są większe pokroić na połówki albo ćwiartki, małe zostawić w całości. Marchewki umyć (młodych nie obierać), przekroić wzdłuż na pół. Kalafiora podzielić na różyczki. Groszek i pomidorki opłukać.
Piekarnik nagrzać do 200 stopni (góra – dół). Blachę (u mnie duża z wyposażenia piekarnika) posmarować olejem, ułożyć kurczaka i te warzywa, które pieką się długo – ziemniaki, kalafiora, marchewkę. Wstawić blachę do piekarnika, piec 10 minut, a następnie wlać 5 łyżek gorącej wody, zmniejszyć temperaturę do 170 stopni i piec jeszcze około 50 minut. Mniej więcej w połowie pieczenia zajrzeć do piekarnika i odwrócić warzywa, aby obtoczyły się w powstałym sosie. Po 60 minutach dołożyć groszek i pomidorki koktajlowe, posypać warzywa ziołami (moje przyprawa zawiera w sobie sól, więc już jej dodatkowo nie używałam) i wstawić do piekarnika na kolejne 10 minut – 15 minut. Danie jest gotowe, gdy pomidorki popękają, a groszek będzie chrupiący. Wyciągnąć i od razu podawać. 



Do przyprawienia warzyw użyłam mieszanki Kotanyi z nowej serii "Smakowe Inspiracje". Ci, którzy czytają mojego bloga regularnie, to wiedzą, że nie jestem zwolenniczką gotowych mieszanek przypraw. Mieszanki ziół jak najbardziej lubię (prowansalskie, dalmatyńskie, toskańskie, włoskie), ale już w stosunku do mieszanek przypraw jestem nieco sceptyczna, bo dla mnie zawierają za dużo soli. A jak jest z przyprawą do ziemniaków? Dostałaby ode mnie 5 +, gdyby nie ta sól. Cała reszta przypraw bardzo mi pasuje: cebula, cukier brązowy, rozmaryn, pieprz, kardamon, mieszanka kwiatów spożywczych (kwiaty malwy, płatki słonecznika, mięta pieprzowa, płatki róży), pomidor, estragon, lawenda, płatki krokosza barwierskiego.  Całość skomponowana jest ciekawie, pasuje nie tylko do ziemniaków, ale do innych warzyw. Ale jeśli ktoś soli równie mało jak ja, to z samą mieszanką powinien obchodzić się ostrożnie.  Szkoda, że nie ma wersji bez soli, z pewnością byłabym wierną użytkowniczką też aromatycznej mieszanki. 

piątek, 27 czerwca 2014

Nalewka truskawkowa

Pierwszy raz skusiłam się na nalewkę truskawkową i nie żałuję, bo ma cudowny aromat i piękny kolor. Zanim jednak się za nią zabrałam, to naczytałam się o nalewkach truskawkowych różnych rzeczy i to, co najbardziej utkwiło mi w głowie, to fakt, aby owoce nie były zalane zbyt długo alkoholem, bo po pierwsze ciężko będzie nalewkę wyklarować, a po drugie będzie szybko gęstniała.
Stosując się do tych zasad, a opierając na doświadczeniach z nalewkami, które dotychczas przygotowywałam, zrobiłam nalewkę truskawkową. Zlana do butelek dojrzewa w czeluściach szafki, w towarzystwie innych trunków. Mam nadzieję, że na Boże Narodzenie będzie jeszcze smaczniejsza niż dzisiaj.
Nalewkę przygotowałam z wczesnych truskawek poziomkowych – drobnych, ale bardzo słodkich, więc ilość cukru dopasowałam do słodkości owoców. Jednak jeszcze truskawki są i można się skusić na przygotowanie cudownie czerwonego trunku.
Przepis na tę nalewkę jest wypadkową wszystkich rad, które znalazłam w książkach i internecie. Można ją oczywiście wzbogacić laską wanilii, ja jednak chciałam zachować tylko smak i aromat truskawek, więc moja nalewka jest bez żadnych dodatków.  


Składniki:

1,5 kg truskawek (najlepiej słodkich i drobnych)
500 ml wódki 40 %
300 ml spirytusu 95 %
sok wyciśnięty z 1 dużej cytryny
500 – 600 g cukru
150 ml wody


Truskawki oczyścić, większe pokroić na połówki i partiami wkładać do słoja przesypując je 200 g cukru (resztę cukru zostawić do syropu), słoik zakręcić. Zasypane cukrem owoce zostawić na 24 godziny w ciepłym, słonecznym miejscu. W trakcie tego czasu potrząsnąć słoikiem kilka razy. Truskawki powinny puścić sok, a cukier się rozpuścić. Do słoja wlać wódkę i spirytus, zakręcić, odstawić na 7 dni (u mnie słój stał na podłodze w kuchni). Owoce dosyć szybko się odbarwiają, robią się jasne oddając nalewce piękny kolor. Po 7 dniach zlać nalewkę.
W sporym garnku zagotować 150 ml wody z pozostałym (300 g) cukrem, cukier powinien się dokładnie rozpuścić, a syrop lekko zgęstnieć. Wyłączyć i zostawić do przestygnięcia, wlać sok wyciśnięty z cytryny, a następnie powoli wlać zlaną nalewkę cały czas mieszając (nalewkę do syropu, a nie syrop do nalewki – syrop jest gęściejszy niż nalewka). Dokładnie wymieszać, przefiltrować przez gęsto złożoną gazę albo papierowy filtr do kawy (ja wolę filtr do kawy). Rozlać do butelek, zakręcić i odstawić w ciemne miejsce na kilka miesięcy, aby nalewka dojrzała.
Nalewki wyszło mi 1,7 l, ale wszystko zależy od tego jak soczyste są truskawki.


Truskawki do zamrażarki

Sezon na truskawki jest krótki, a ja bardzo lubię te owoce, więc staram się zachować ich choć trochę w postaci konfitur, nalewki, dżemu. Trochę również zamrażam. Do zamrażarki oprócz woreczka truskawek zamrożonych w całości, które potem wykorzystuję do galaretek czy pierogów, wkładam też pudełka z musem. Zmiksowane truskawki zajmują znacznie mniej miejsca, a jak się ma trzy szuflady w zamrażarce, to trzeba się nagimnastykować, żeby trochę różności zamrozić.
Przygotowanie takiego musu trwa chwilę i jest znacznie mniej pracochłonne niż układanie truskawek na tackach i ich zamrażanie. Taki mus potem wykorzystuję do koktajli czy ciast. Nie dodaję do niego cukru przed zamrożeniem. 


Składniki:
truskawki – ilość wg uznania


Truskawki opłukać, obrać z szypułek, zmiksować (ja wykorzystuję blender, ale może być malakser, czy inny sprzęt, który mamy w domu). Wlać do przygotowanych pudełek nadających się do mrożenia, zamknąć i wstawić do zamrażarki. 
 Pudełka nie powinny być zbyt duże, taki 250 ml spokojnie wystarczy na koktajl, a 400 ml na sernik na zimno.


środa, 25 czerwca 2014

Lody truskawkowe (na mleku w proszku)

Lato, lato, lato wszędzie... więc lody są dobrym pomysłem na schłodzenie organizmu. Sezon na truskawki chyli się ku końcowi, ale ja jeszcze wykorzystuję moje ulubione owoce do różnych pysznych wypieków i deserów.
Wczoraj ukręciłam lody truskawkowe na bazie mleka w proszku i zakwaszanej śmietanki. Trochę się obawiałam, bo takiego połączenie jeszcze nie próbowałam, ale okazało się, że moje obawy były nieuzasadnione, bo lody wyszły bardzo dobre. Niezbyt słodkie i takie trochę jogurtowe. Jeśli ktoś woli słodszą wersję lodów to proponuję dać trochę więcej cukru, bo te naprawdę słodkie nie wyszły. 
 

Składniki na około 1 litr lodów:

400 g truskawek
80 g cukru pudru (można dać więcej, nawet 120 g)
250 ml (1 szklanka mleka) - u mnie 2 % pasteryzowane świeże
120 g (1 szklanka) mleka w proszku (użyłam pełnotłustego, bo takie ostatnio kupiłam)
150 g zakwaszanej śmietany 12 % (u mnie szczecinecka homogenizowana)



Truskawki zmiksować z cukrem pudrem i śmietaną. Mleko w proszku wymieszać ze zwykłym mlekiem. Masę truskawkową i mleko wstawić do lodówki na minimum 4 godziny, aby produkty się porządnie schłodziły. Mleko przecedzić przez sito, aby pozbyć się ewentualnych grudek z mleka w proszku i wymieszać z masą truskawkową.
Wlać do maszyny do lodów i postępować zgodnie z instrukcją. Moje lody kręciły się 30 minut i były gotowe do jedzenia. Lody można zjeść od razu albo wstawić do zamrażarki. Przed podaniem wyciągnąć i zostawić na 10 minut na blacie, aby trochę zmiękły.
Przy braku maszyny do lodów, przelać masę do pojemnika, w którym będzie można masę zmiksować. Wstawić pojemnik do zamrażarki i miksować masę co godzinę (miksowanie nie musi trwać długo, wystarczy około minuty). Czynność powtórzyć 3 razy. 


wtorek, 24 czerwca 2014

Kompot truskawkowy z miętą

Lato to czas kompotów, bo świeżych owoców pod dostatkiem i żal z nich nie korzystać. I choć kompoty gotuję cały rok, wspomagając się mrożonymi owocami, to jednak te letnie kompoty smakują najlepiej.
Dziś prosty przepis na jedną z moich ulubionych wersji. Jeśli ktoś nie lubi dodatku mięty, to spokojnie może ją pominąć.


Składniki:

700 g truskawek
3 łyżki cukru (albo więcej – zgodnie z upodobaniami smakowymi)
2 łyżki soku z cytryny
1,5 litra wody
2 gałązki świeżej mięty 


Do garnka wsypać truskawki, dodać cukier, włożyć gałązki mięty i wlać zimną wodę. Całość zagotować. Od chwili wrzenia gotować 5 minut. Wyłączyć, wlać sok z cytryny, przykryć garnek i odstawić na około 30 - 40 minut – owoce opadną na dno, a kompot nabierze cudownego koloru i smaku. Ilość cukru można sobie dowolnie regulować. Ja nie lubię zbyt słodkich kompotów, więc u mnie 3 łyżki cukru to wystarczająca ilość.  Kompot można również posłodzić stewią, kristolem czy innym słodzikiem - wszystko wg uznania i potrzeb.
Nie ma potrzeby długiego gotowania miękkich owoców, wystarczy dosłownie kilka minut.
Kompot przelać do dzbanka i schłodzić.


niedziela, 22 czerwca 2014

Ciasto z musem truskawkowym i bitą śmietaną

Proste, efektowne, delikatne i smaczne. Czy czegoś więcej można chcieć od letniego ciasta? No można, np. żeby kalorii nie miało, ale to już byłby zbytek. Sezon na truskawki jest krótki, więc warto z niego korzystać ile się da.
To ciasto można przygotować z każdymi owocami. Bardzo podobnie robię jabłecznik z bitą śmietaną, ale myślę, że jagody, maliny, brzoskwinie sprawdzą się równie dobrze. Wystarczy dobrać właściwą galaretę albo użyć żelatyny.  W tym przypadku owoców nie podgrzewałam, żeby nie pozbywać się witamin, a truskawki nie wymagają obróbki cieplnej.


Składniki na blaszkę 33 x 23 cm:

Biszkopt:
3 duże jajka (moje ważyły po 75 g)
½ szklanki drobnego cukru do wypieków (można użyć normalnego, ja wolę drobny)
1/3 szklanki mąki pszennej tortowej typ 405 (może być typ 450)
1/3 szklanki mąki ziemniaczanej
½ łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka octu

Poncz:
¼ szklanki gorącej wody
1 łyżeczka cukru
1 łyżka soku z cytryny

Masa truskawkowa:
800 g truskawek
2 łyżki cukru pudru (jeśli truskawki są mało słodkie można dać więcej cukru)
2 galaretki truskawkowe
½ szklanki wrzątku

Bita śmietana:
600 ml śmietanki kremówki 30 – 36 % (ja używam 30% z lokalnej mleczarni, bez żadnych zagęstników)
2 łyżki cukru pudru (można dać więcej, jeśli ktoś lubi słodką śmietanę)
1 czubata łyżeczka żelatyny
2 łyżki wrzątki

Do ozdoby:
kilkanaście małych truskawek
listki melisy


Obie mąki przesiać przez sito. Żółtka oddzielić od białek. Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę (mnie wyręczył robot), dodając partiami cukier (nie wszystko od razu). Do żółtek dodać proszek do pieczenia i ocet, szybko wymieszać (masa spieni się i odbarwi) i dodać do białek. Ubić razem, a na końcu dodać obie mąki i delikatnie wymieszać łopatką (już nie miksować). 
Spód blaszki wyłożyć papierem do pieczenia albo posmarować masłem i posypać mąką. Ciasto przelać do formy. Wstawić do nagrzanego piekarnika.
Piec około 20 minut, 160 - 180 stopni (u mnie 160 stopni w termoobiegu), do tzw. suchego patyczka. Jeśli trzeba wydłużyć czas o 5 minut. Upieczony biszkopt zostawić do wystygnięcia – ja obracam do góry nogami, wtedy jest równy.
Przygotować poncz: w gorącej wodzie rozpuścić cukier, gdy ostygnie dodać sok z cytryny i wymieszać. Ostudzony biszkopt nasączyć ponczem – nie trzeba zużyć całego ponczu, a jedynie wg potrzeb – w zależności od tego jak wilgotny jest biszkopt.
Truskawki zmiksować z cukrem pudrem. Galaretki rozpuścić w ½ szklanki wrzątku (dokładnie wymieszać, aby nie było grudek - chwilę to trwa) i wlać do musu truskawkowego. Wstawić do lodówki na 2 – 3 godziny, od czasu do czasu przemieszać. Gdy masa będzie gęstnieć to wyciągnąć i delikatnie przelać na przygotowany biszkopt. Mus nie może być płynny, bo wsiąknie w biszkopt, musi się delikatnie ścinać. Całość wstawić do lodówki na kilka godzin, aż masa dobrze się zetnie.
Gdy masa truskawkowa będzie ścięta przygotować śmietanę. Żelatynę rozpuścić w 2 łyżkach wrzątku, dokładnie wymieszać, aby nie było klusek – żelatyna nie może być zupełnie schłodzona (!) przed wlaniem do śmietany. Śmietanę ubić na sztywno, pod koniec ubijania dodać cukier puder. Wlać letnią żelatynę i szybko wymieszać. Gotową śmietanę przełożyć na masę truskawkową, wyrównać, można zrobić wzorki grzebieniem cukierniczym albo posłużyć się  zwykłym widelcem. Wstawić do lodówki na 3 – 4 godziny. Podzielić na porcje, udekorować truskawkami i listkami melisy.


piątek, 20 czerwca 2014

Naleśniki maślane

Gdy gościłam w poprzedni weekend Słodką Babeczkę i Smaczną Pyzę uraczyłam je naleśnikami ze starego sprawdzonego przepisu, który wiele osób przetestowało i przygarnęło, bo naleśniki naprawdę wychodzą pyszne. Ale Asia powiedziała, że ma również fajny przepis na naleśniki maślane. Zaciekawiła mnie nietypowymi proporcjami i poprosiłam, aby mi podesłała przepis. Obiecała i tak też uczyniła, a ja zabrałam się za testowanie przepisu.
Naleśniki wychodzą delikatne i bardzo smaczne. Czy lepsze od tych klasycznych? Nie, one są inne, ale równie pyszne. Raz na jakiś czas taka odmiana mile widziana. Niewątpliwie są wersją luksusową i znacznie bardziej kaloryczną, bo zawierają w sobie masło. Jednak raz na jakiś czas warto się na nie skusić, bo są naprawdę bardzo dobre.
Część naleśników zrobiłam waniliowych, a do drugiej części dodałam dobrej jakości czekoladę w proszku i ciemne kakao. Mnie osobiście z czekoladą nie po drodze, ale Zielonookiemu bardzo smakowały.
Ciasto jest dosyć lejące, ja dodałam ciut więcej mąki niż w przepisie podanym przez Asię, ale jak sama napisała, czasem też daje łyżkę mąki więcej. Myślę, że jest to kwestia wielkości jajek, ale i rodzaju mąki, ja używam do naleśników wrocławskiej typ 500 i podaję ilość właśnie dla tego rodzaju mąki. 


Składniki na 8 naleśników:

4 duże albo 5 mniejszych jajek (ja użyłam 4 sztuk, każde o wadze 75 g, razem 300 g)
250 ml mleka (dałam 2 %)
75 g masła
100 g mąki pszennej wrocławskiej typ 500 (w oryginale 70 – 75 g mąki)
1 płaska łyżka cukru waniliowego (dałam domowy)
szczypta soli

opcjonalnie: 1 czubata łyżka dobrej jakości czekolady w proszku, ½ łyżki ciemnego kakao, 3 – 4 łyżki gorącej wody

do podania:
ok. 500 g twarogu (użyłam twarożku śmietankowego, nie wymagał już żadnych dodatków oprócz cukru waniliowego)
dowolne owoce (u mnie jagody i truskawki)
jogurt naturalny

Masło roztopić i zostawić do przestygnięcia. Jajka roztrzepać z mlekiem, solą i cukrem. Dodać mąkę i wymieszać. Wlać przestygnięte masło i zmiksować albo dokładnie wymieszać rózgą (ja użyłam trzepaczki blendera). Ciasto początkowo wydaje się rzadkie, ale po chwili pod wpływem masła zaczyna gęstnieć i takie ma być – lejące, o konsystencji niezbyt gęstej śmietany.
Wlewać małym porcjami na rozgrzaną patelnię (nie wymaga smarowania) i smażyć cienkie naleśniki – do ładnego zrumienienia każdej ze stron.
Jeśli naleśniki mają być czekoladowe to w 3 łyżkach gorącej wody rozpuścić czekoladę i kakao, dokładnie wymieszać i przelać przez sitko do przygotowanej masy naleśnikowej. Wymieszać i smażyć naleśniki.
Gotowe naleśniki wypełnić twarogiem wymieszanym z cukrem waniliowym i owocami, ozdobić kleksem jogurtu naturalnego, posypać owocami i gotowe.
Naleśniki są bardzo sycące, po dwóch mieliśmy dosyć. 



środa, 18 czerwca 2014

Tort truskawkowo – kokosowy

Torcik powstał bardzo spontanicznie. Przygotowałam go na spotkanie ze Smaczną Pyzą i Słodką Babeczką, które odwiedziły mnie w miniony weekend. Tort jest bardzo prosty do przygotowania, delikatny, niezbyt słodki, lekki i smaczny.


Składniki na torcik o średnicy 20 cm:

Biszkopt:
4 duże jajka
2/3 szklanki drobnego cukru do wypieków (nie pudru)
½ szklanki* mąki pszennej tortowej typ 405 (może być 450)
½ szklanki mąki ziemniaczanej
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki octu spirytusowego (u mnie 10 %)

*używam szklanki o pojemności 250 ml

Krem:
500 ml śmietanki kremówki 30% – 36 % (ja używam 30% z lokalnej mleczarni)
150 g białej czekolady
1 szklanka wiórków kokosowych
ewentualnie 2 łyżki cukru pudru ( ja nie dodawałam, bo czekolada dała mi wystarczająco dużo słodyczy)

Poncz:
½ szklanki gorącej wody
1 czubata łyżeczka cukru
1 łyżka soku z cytryny
2 łyżki likieru kokosowego (można pominąć)

Dodatkowo:
słoiczek dobrych konfitur truskawkowych z kawałkami owoców (użyłam domowej)
około 400 g truskawek do przełożenia i ozdobienia tortu
listki melisy albo mięty


Mąkę pszenną i ziemniaczaną przesiać. Żółtka oddzielić od białek. Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę, dodając partiami cukier (nie wszystko od razu). Do żółtek dodać proszek do pieczenia i ocet, szybko wymieszać (masa spieni się i odbarwi) i dodać do białek. Ubić razem, a na końcu dodać obie mąki i delikatnie wymieszać łopatką (już nie miksować. 
Dno tortownicy o średnicy 20 cm wyłożyć papierem do pieczenia albo posmarować masłem i posypać mąką. Ciasto przelać do tortownicy. Wstawić do nagrzanego piekarnika.
Piec około 30 minut, 160 - 180 stopni (u mnie 160 stopni w termoobiegu), do tzw. suchego patyczka.
Biszkopt najlepiej upiec dzień, albo dwa wcześniej. Wystudzony biszkopt przekroić na 3 krążki – ja to robię nitką (sposób opisywałam przy poście o biszkoptach – TUTAJ).
Przygotować poncz. Do gorącej wody wsypać cukier, wymieszać, a gdy ostygnie dodać sok z cytryny i likier kokosowy.
Przygotować krem. Czekoladę połamać na kawałki, wlać 3 łyżki kremówki i rozpuścić w kąpieli wodnej. Zostawić do przestygnięcia (ale nie może być zupełnie zimna, bo zastygnie). Śmietanę kremówkę ubić na sztywno, dodać rozpuszczoną białą czekoladę i delikatnie połączyć, już bez ubijania. Wsypać wiórki kokosowe, wymieszać i spróbować, ewentualnie dosłodzić cukrem pudrem (ja nie dosładzałam). Krem podzielić na 3 części (jedna powinna być większa – do obsmarowania góry i boków).
Pierwszy krążek biszkoptu nasączyć ponczem, rozsmarować na nim konfiturę i wyłożyć jedną część kremu, przykryć kolejnym krążkiem biszkoptu, który również nasączyć. Posmarować go cienką warstwą kremu (połową z drugiej części), ułożyć połówki truskawek i posmarować je resztą tej porcji kremu. Przykryć trzecim krążkiem biszkoptu, nasączyć i rozsmarować największą część kremu na górze i na bokach tortu. Wyrównać. Ozdobić połówkami truskawek i listkami melisy albo mięty. Schłodzić przez co najmniej 5 godzin. 



poniedziałek, 16 czerwca 2014

Z serii "coś na zimę": Konfitury truskawkowe

Dziś przepis na prawdziwe, babcine, słodkie, cudownie aromatyczne konfitury truskawkowe. Zdecydowanie jest to przepis dla cierpliwych, ale smak wynagradza wszystko. I wszystkie przetwory z fiksami mogą się schować, nigdy nie dorównają tym tradycyjnym.
W zasadzie są dwa sposoby przygotowania domowych, prawdziwych konfitur. Oba poprawne, ale wszystko zależy od owoców, z jakich konfitury będziemy robić.
Pierwszy sposób to wykorzystanie soku z owoców. Jeśli mają go dużo to nie ma potrzeby dodawania wody czy innego soku. Jeśli owoce są mało soczyste, można przygotować syrop na bazie wody albo soku winogronowego.
Moja babcia konfitury przygotowywała w niskim, szerokim garnku z grubym dnem. I taki jest najlepszy, bo wtedy nic się nie przypali. Konfitur się nie miesza, a jedynie potrząsa garnkiem i w zasadzie robią się same, nie ma tu żadnej trudności.
Konfitury to niestety spora ilość cukru, bo nawet do 1,5 kg na kilogram owoców. Ja jednak nie dodaję tyle cukru, zdecydowanie zmniejszam jego ilość, ale wiąże się to z nieco dłuższą obróbką cieplną. Ale tak wolę. I tak wychodzą słodkie. Wcześniej dawałam 1 kg cukru na 1,5 kg owoców, a w tej chwili jest to 700 g cukru na 1,5 kg owoców. A konfitury są słodkie.
Maksymalna ilość owoców z jakiej jednorazowo można przygotować konfitury to około 1,5 kg. Im więcej owoców tym trudniej uzyskać właściwą konsystencję. Do konfitur owoce powinny być najlepszej jakości - dojrzałe, soczyste, nieuszkodzone.


Składniki na 5 słoiczków o pojemności 200 ml:

1,5 kg dojrzałych, dobrze wybarwionych truskawek (najlepiej malutkich - ja używam poziomkowych, bo mają mało wody)
1 kg cukru (ostatnio zmniejszyłam do 700 g)
sok z 1 dużej cytryny

Truskawki opłukać, oczyścić z szypułek. Jeśli są małe zostawić w całości, jeśli duże to można pokroić na połówki albo ćwiartki. Wsypać do płaskiego, szerokiego garnka z grubym dnem. Wsypać około 300 g cukru i zostawić na 3 – 4 godziny, aż truskawki puszczą sporo soku.
Owoce przecedzić na sicie i odłożyć. Do soku wsypać pozostały cukier, sok z cytryny i ugotować syrop - trwa to mniej więcej 10 minut od chwili wrzenia i rozpuszczenia się cukru. W trakcie gotowania zebrać pianę, która powstaje (ja odkładam do miseczki i dodaję do koktajlu zamiast cukru). Gdy syrop będzie klarowny i lekko zgęstnieje włożyć truskawki i doprowadzić do wrzenia. Jeśli pojawi się piana to bardzo ostrożnie ją zebrać, aby nie uszkodzić owoców. Nie mieszać! Od chwili wrzenia gotować na minimalnym ogniu przez 5 minut. Wyłączyć i zostawić do całkowitego wystygnięcia na kilka godzin. Ponownie doprowadzić do wrzenia i gotować 5 minut. Jedyną formą mieszania może być potrząsanie garnkiem i nic poza tym. Czynność podgrzewania i studzenia powtórzyć 5 – 6 razy w odstępach kilku godzin (ja konfitury przygotowuję 3 dni). Gdy konfitury będę gęste i szkliste to znaczy, że są gotowe. Przełożyć do wyparzonych słoiczków (ja wyparzam w piekarniku – 15 minut na 125 stopni).
Konfitur nie trzeba pasteryzować, ale ja to robię, bo u nas stoją czasem dosyć długo i nie chciałabym, aby moja praca poszła na marne. Słoiczki wstawić do garnka wyłożonego ściereczką, wlać wodę do 2/3 wysokości słoików i od chwili wrzenia gotować 10 minut. Wyciągnąć, ostudzić i gotowe.



środa, 11 czerwca 2014

Klopsiki duszone w młodej kapuście

Zainspirowana przepisem Helenki z bloga Moje Walijskie Pichcenie, postanowiłam zrobić coś bardzo podobnego. Co prawda nie korzystałam z samego przepisu i zrobiłam to danie po swojemu, ale i tak za sam pomysł jestem Helence bardzo wdzięczna, bo danie wyszło pyszne. 


Składniki na 4 porcje:

500 g mięsa od szynki albo łopatki
½ dużej suchej kajzerki
1 mała cebulka
2 czubate łyżki suchej kaszy manny
1 jajko
1 płaska łyżeczka soli
¾ łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
2 łyżki roztartego w dłoniach majeranku
¼ szklanki zimnej wody
bułka tarta do obtoczenia
olej do obsmażenia klopsików

1 główka młodej kapusty (średniej wielkości)
2 młode cebule
2 młode marchewki średniej wielkości
1 duży liść laurowy
2 ziarna ziela angielskiego
10 ziaren czarnego pieprzu
½ łyżeczki soli
świeżo mielony pieprz
pęczek posiekanego koperku
1 łyżka klarowanego masła


Kajzerkę namoczyć, a gdy zmięknie dobrze odcisnąć. Mięso, bułkę, cebulę zemleć (można kupić już mielone mięso, ale ja wolę robić to sama i pomaga mi w tym robot Chef Titanium). Dodać przyprawy, jajko, kaszę mannę i wlać wodę. Dokładnie wyrobić masę, tak aby się nie kleiła. W razie potrzeby można dosypać łyżkę bułki tartej albo kaszy manny.
Uformować klopsiki wielkości mandarynki, obtoczyć w bułce tartej i wstawić do lodówki.
Kapustę poszatkować, marchew zetrzeć na tarce o grubych oczkach, a cebulę obrać i pokroić w kostkę. W dużym rondlu rozgrzać łyżkę klarowanego masła, wrzucić pokrojoną cebulę i podsmażyć do lekkiego zrumienienia. Włożyć kapustę, marchewkę, wymieszać i wlać ½ szklanki wody. Wrzucić liść laurowy, ziele angielskie, ziarna pieprzu i sól. Przykryć i dusić 5 – 10 minut. W tym czasie gdy kapusta się dusi rozgrzać na patelni olej i obsmażyć klopsiki z obu stron. Następnie przełożyć je do kapusty, delikatnie wymieszać, jeśli trzeba wlać trochę wody i dusić razem około 20 minut. Wyłączyć, wsypać koperek i wymieszać. Rondel przykryć i zostawić na 2 – 3 minuty, aby koperek się zaparzył.
Można podać z młodymi ziemniakami albo jeść bez dodatków.