sobota, 12 maja 2012

Tajemnicze ciasteczka pani Janki

Dziś mam dla Was tajemniczy przepis, więc cicho sza...  
Pierwszy raz te ciasteczka jadłam kilka lat temu, a poczęstowała mnie nimi jedna z moich klientek. Oczywiście od razu poprosiłam o przepis i jakież było moje rozczarowanie, gdy go nie dostałam... I tak przez kilka lat, prosiłam i ciągle spotykałam się z odmową. Ale ja wytrwały zawodnik jestem, więc gdy wczoraj poprosiłam o przepis to byłam przygotowana na kolejną odmowę. No i spotkała mnie niespodzianka. Pani Janka nie tylko dała mi przepis na te ciasteczka, ale i pokazała swój czarowny zeszyt z różnymi fajnymi przepisami. Muszę kiedyś znaleźć trochę czasu, umówić się na kawę i przepisać co nieco...  
Ciasteczka nazywają się tajemnicze, bo przepis przekazywany był z pokolenia na pokolenie i nie wychodził poza rodzinę. Być może ktoś takim przepisem dysponuje, być może po sieci krąży – tego nie wiem. Dla mnie to zawsze będą tajemnicze ciasteczka pani Janki (oczywiście już się jej pochwaliłam, że ciasteczka się udały i wyszły przepyszne).
Ciasteczka są tak proste, że aż mnie zatkało. Pogadałyśmy i doszłam do wniosku, że spróbuje część z nich udoskonalić... i tak też zrobiłam :-) Między dwie warstwy wcisnęłam jeszcze marmoladę jabłkowo – różaną i wyszło pysznie... tak pysznie, że niewiele już zostało. Banalne, a jednak niezwykłe. To moje pierwsze ciasteczka, więc nie są zbyt piękne. Ale w sumie ich smak sprawia, że wygląd nie ma aż takiego znaczenia. A może i w tym ich urok :-)
Porcja nie jest zbyt duża, więc można zrobić od razu dwie, ale ciasto na każdą porcję zagnieść osobno (to rada p. Janki).
Do przygotowania kruchego ciasta wykorzystałam mieszadło do kruchego ciasta, ale o samym mieszadle będzie pod przepisem, bo dziś mam do powiedzenia trochę więcej.



Składniki na około 40 ciasteczek:

180 g mąki pszennej tortowej
160 g zimnego masła (minimum 82 % tłuszczu)
1 jajko
140 g cukru pudru
2 łyżki bardzo zimnej śmietany kremówki 30 – 36 %

opcjonalnie: marmolada jabłkowo – różana (wg mnie najlepsza do tych ciastek) albo każda inna, wg upodobań

Mąkę przesiać do miski albo na stolnicę, dodać pokrojone na kawałki zimne masło, posiekać (nożem, albo mieszadłem). Dodać żółtko i śmietanę i wyrobić szybko ciasto. Gotowe ciasto zawinąć w folię spożywczą i włożyć na 30 minut (można na dłużej) do lodówki, aby się schłodziło.
Białko ubić z cukrem pudrem na puszysty krem (ja ubijałam mikserem około 8 minut, aż masa była błyszcząca).
Ciasto rozwałkować na cienki placek, pociąć na paseczki o szerokości 1,5 cm i długości 6 cm (można zastosować inne proporcje), a jeśli chcemy przełożyć ciastka marmoladą to muszą być szersze – około 4 cm.


Ciastka posmarować masą cukrową (a wcześniej można marmoladą) – ja do smarowania użyłam noża i ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia (albo posmarowanej tłuszczem). Piekarnik nagrzać do 180 stopi, wstawić blachę z ciastkami i piec około 8 -10 minut – do lekkiego zrumienienia.




Zawsze chciałam je mieć, gdy zabierałam się za kruche ciasto, potem o nim zapominałam, aż do następnego kruchego...
Przeczytałam wszystkie opinie o tym przyrządzie i w pewnym momencie lekko się zdziwiłam, bo chyba ktoś miał nadzieję, że siekacz zrobi za niego wszystko... No cóż, tak dobrze nie ma, trzeba trochę ręką popracować. Ale jest dużo czyściej niż przy siekaniu nożem i można zagnieść ciasto w misce, co dla mnie jest ogromnym ułatwieniem. Mieszadło sprawdziło się znakomicie, a ja nie musiałam się specjalnie męczyć. Na sam koniec szybko zagniotłam ciasto ręką i włożyłam do lodówki.  
Mieszadło ma bardzo wygodną rączkę, bardzo wytrzymałe pręty (trzy grubsze i cztery cieńsze), które się nie wyginają (choć początkowo się tego obawiałam) oraz specjalny suwak służący do oczyszczania mieszadła w trakcie zagniatania ciasta. Pręty mieszadła są wykonane ze stali, są idealnie gładkie, co powoduje, że można go używać na każdej powierzchni, bez obawy uszkodzenia. Jest idealne do silikonowych stolnic.
Bardzo przydatne, poręczne, wygodne a do tego ładne urządzenie. Teraz już kruche ciasto nie będzie moim koszmarem – bo ilekroć myślałam o siekaniu nożem to odechciewało mi się robienia kruchego ciasta. Polecam to niepozorne a jakże sprytne urządzenia.

Dziś 12 dzień miesiąca, a więc czas przekazać książkę jednej z osób komentujących. Tym razem będzie to książka pt.”Najlepsze przepisy polskich blogerów”. Książka powstała w oparciu o przepisy zgłoszone do konkursu „Wybory Kulinarnego Bloga Roku”, w którym ja też brałam udział przez kilka miesięcy. Niestety żaden z dodanych przeze mnie przepisów nie wzbudził zainteresowania jury – pewnie były zbyt proste i zbyt banalne. Ale nie ubolewam i nie zazdroszczę. Książka jest pięknie wydana, zawiera fajne zdjęcia a przede wszystkim sprawdzone przepisy, co wcale nie jest takie oczywiste jeśli o kulinarnych książkach mowa. 


Książka tym razem wędruje do mojej wiernej czytelniczki i komentatorki Panny Pandki, którą proszę o przesłanie danych adresowych na maila: margarytka75@vp.pl
Książkę ufundowała księgarnia internetowa Gandalf




A jutro zapraszam na konkurs, w którym do wygrania będzie tortownica z powłoką ceramiczną, którą przekazało AleDobre. Używam takiej już od jakiegoś czasu i jestem bardzo zadowolona.

czwartek, 10 maja 2012

Pstrąg łososiowy cytrynowy

Wróciliśmy z urlopu i chce mi się zwykłego domowego jedzenia... Zatęskniłam za moją kuchnią i garami a Zielonooki za domowym ciastem (chodzi i przegląda puszki w poszukiwaniu ciasteczek :-)) Przez pierwszy tydzień urlopu miałam jeszcze okazję gotować u teściowej, która oddała mi we władanie swoją kuchnię... i stwierdziła, że mimo swoich 82 lat może się jeszcze czegoś ode mnie nauczyć... a przy tym wcinała wszystko co ugotowałam, a to dla mnie największa przyjemność. Kolejne dwa tygodnie urlopu to było jedzenie „na mieście”, bo ani warunków (pensjonat), ani czasu (zwiedzanie) na gotowanie nie było. I choć wszystko było smaczne to jednak szybko mi się znudziło. 
Po powrocie do domu spotkała nas niemiła niespodzianka – okazało się bowiem, że lodówka padła – na szczęście miała dwa agregaty i to, co było w zamrażarce ocalało. Ale nie ma zmiłuj, trzeba było kupić nową lodówkę – tak więc nowa już stoi i chłodzi.
Przy okazji wymiany lodówki zrobiłam przegląd zamrażarki i znalazłam jeszcze ładny egzemplarz pstrąga łososiowego (zalegał od Bożego Narodzenia). Rozmroziłam i zrobiłam go na cytrynowo... bardzo prosto, bez żadnych udziwnień a jednak pysznie. Po raz drugi wykorzystałam ekstrakt cytrynowy, o którym pisałam przy okazji babki jogurtowej. I po raz drugi stwierdzam, że to jeden z najlepszych produktów jaki ostatnio pojawił się w mojej kuchni. I zagości w niej już na dobre.


Składniki na 4 porcje:
1 kg pstrąga łososiowego pokrojonego w dzwonka
1 mała łyżeczka ekstraktu cytrynowego (albo 2 łyżeczki soku z cytryny)
½ łyżeczki soli
1 łyżeczka pieprzu cytrynowego (ja użyłam pieprzu Kotanyi)
mąka pszenna
masło klarowane albo olej do smażenia

Pstrąga opłukać, dobrze osuszyć (ja to robię ręcznikiem papierowym), pokroić na kawałki (ja lubię formę dzwonków). Kawałki ryby skropić ekstraktem cytrynowym, oprószyć solą i pieprzem cytrynowym. Przykryć folią spożywczą i wstawić do lodówki na godzinę.
Na patelni rozgrzać masło (olej). Każdy kawałek pstrąga obtoczyć w mące i wkładać na dobrze rozgrzany tłuszcz. Smażyć do ładnego zrumienienia na wolnym ogniu kilka przez minut z każdej strony. Podawać na gorąco w towarzystwie ulubionych warzyw. U nas były młode ziemniaki i sałata z sosem winegret.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...