wtorek, 30 października 2012

Makaron z warzywami i prosciutto w sosie jajeczno – serowym

Gdy nie ma Zielonookiego to nie zawsze chce mi się stać przy garnkach, a poza tym w tygodniu nie mam tyle czasu na gotowanie ile bym chciała. Więc aby zjeść ciepły obiad muszę gotować szybko :-) Makarony takie właśnie są – szybkie do przygotowania, sycące i smaczne (przynajmniej ja je lubię). Więc co jakiś czas serwuję sobie na obiad makaronowe wariacje. Na talerzu ląduje przeważnie to, co mam w lodówce, a że zawsze coś w niej jest to wykombinowanie smacznego dania nie jest trudne.
Tym razem w daniu wylądowała cukinia, dynia, papryka i prosciutto. Przygotowanie dania trwało tyle ile ugotowanie makaronu i wymieszanie go z podsmażonymi warzywami i sosem... czyli było szybko.


Składniki na 1 porcję:

80 -100 g makaronu tagliatelle (albo innego - wg upodobań)
3 plastry prosciutto (albo innej wędzonej surowej szynki)
1/3 czerwonej papryki
¼ małej cukinii
50 g dyni
1 mała czerwona cebula
1 jajko
2 - 3 łyżki śmietany (użyłam śmietany do sosów 18%)
2 łyżki tartego grana padano (albo innego, twardego sera)
1 łyżka oliwy
sól, pieprz,
ulubione zioła (u mnie zioła włoskie i chili z młynka Kotanyi)


Wstawić wodę na makaron, gdy się zagotuje lekko ją posolić i wrzucić makaron, ugotować go al dente. Jajko (dobrze umyte i sparzone) rozkłócić ze śmietaną i tartym grana padano, pieprzem i ulubionymi ziołami.
Cebulę obrać, pokroić w kostkę, paprykę, cukinię i dynię opłukać, pokroić w kostkę albo paseczki.
Na głębokiej patelni albo w woku (ja do takich dań używam woka ceramicznego Delimano) rozgrzać 1 łyżkę oliwy, wrzucić cebulkę, paprykę, dynię i cukinię i lekko podsmażyć, dodać prosciutto i chwilę podsmażyć.
Dodać ugotowany makaron, wymieszać i delikatnie wlać sos – szybko przemieszać, aby sos otulił makaron. I od razu podawać. 


niedziela, 28 października 2012

Tort czekoladowy z orzechową nutką

W piątek Zielonooki miał urodziny, więc zrobiłam mu tort. Tort wyjątkowy, bo mocno czekoladowy... Do tanich nie należy, jest dosyć pracochłonny, wymagający czasu i cierpliwości. Trzy różne masy, dwa biszkopty... ale warto było :-) Niestety jest też bombą kaloryczną, ale cóż – raz na jakiś czas można się skusić.
Troszkę się zainspirowałam tortem Ferrero, który robiła niedawno Asia – Słodka Babeczka, ale zrobiłam go całkowicie po swojemu, jedynie pomysł na ozdobienie czekoladkami Ferrero Rocher zgapiłam, bo mi się bardzo ten pomysł spodobał... wygląd jest minimalistyczny i do tego tortu bardzo pasuje. Cała reszta jest moją autorską kompozycją.
Poszczególne masy trzeba robić po kolei, niestety nie da się tu nic przyśpieszyć, bo masy muszą związać.
Rodzinka i Zielonooki uznali tort za bardzo smaczny... ale czy wart jest pracy, jaką trzeba w niego włożyć, każdy musi ocenić sam – ja uważam, że warto. Ja co prawda ukroiłam dla siebie tylko cienki paseczek, którego nie dojadłam, ale wiadomo, że ja czekoladowych ciast nie lubię, więc nie jestem w tej materii obiektywna. W każdym razie po torcie śladu nie ma...
Tort jest bardzo sycący i niezbyt słodki (jeśli ktoś lubi słodkie torty to zdecydowanie musi dodać do każdej z mas trochę więcej cukru), mocno czekoladowy z lekkim orzechowym posmakiem.
Mam nadzieję, że wszystko rozpisałam tak jak powinnam i nic mi nie umknęło.



Składniki na duży tort (12 -16 porcji)

Biszkopt czekoladowy (tortownica 26 cm):

4 duże jajka
¾ szklanki mąki (wymieszałam pół na pół ziemniaczaną z pszenną tortową)
¾ szklanki drobnego cukru do wypieków
2 łyżki kakao
1 łyżka czekolady w proszku (użyłam czekolady Monbany, ale może być każda inna)
30 g drobno posiekanej dobrej czekolady (użyłam gorzkiej)

Biszkopt orzechowy (tortownica 26 cm):
3 duże jajka
100 g mielonych orzechów (dałam laskowe)
½ szklanki drobnego cukru do wypieków
2 łyżki dobrego kakao
½ łyżeczki proszku do pieczenia
½ łyżeczki soku z cytryny

Poncz:
½ szklanki gorącej wody
1 łyżka soku z cytryny
2 łyżeczki cukru
3 łyżki likieru orzechowego albo innego mocnego alkoholu

Masa I – krem czekoladowo – orzechowy:
250 g serka mascarpone
2 czubate łyżki cukru pudru
70 g gorzkiej czekolady
50 g mlecznej czekolady
70 ml śmietany kremówki 30 %
2 pełne łyżeczki kakao
20 g drobno posiekanych orzechów włoskich
3 wafelki Knoppersy (albo inne – wg uznania)

Masa II – mus czekoladowy:
2 żółtka
1 białko
200 ml śmietanki kremówki
50 g gorzkiej czekolady
50 g mlecznej czekolady
1 czubata łyżka cukru pudru
1 czubata łyżeczka żelatyny rozpuszczona w 2 łyżkach (mniej więcej 1/5 szklanki) gorącej wody

Masa III – krem czekoladowy:
250 g serka mascarpone
100 ml śmietanki kremówki 30 %
1 czubata łyżka cukru pudru
70 g gorzkiej czekolady
50 g mlecznej czekolady
1 czubata łyżeczka żelatyny rozpuszczona w 2 łyżkach gorącej wody

Dodatkowo:
4 – 5 łyżek dżemu agrestowego (albo innego wg uznania – ja do tortów daję przeważnie agrestowy)
posypka orzechowa i płatki czekoladowe do dekoracji
12 czekoladek Ferrero Rocher


Biszkopt czekoladowy:
Mąkę przesiać razem z kakao i czekoladą w proszku. Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić na sztywną pianę. Do piany dodawać po jednym żółtku i po łyżce cukru, ubijać do wyczerpania składników. Gdy jajka z cukrem będą dobrze ubite wsypać mąkę i delikatnie wymieszać, aby składniki się dobrze połączyły. Dodać posiekaną czekoladę.
Dno tortownicy o średnicy 26 cm wyłożyć papierem do pieczenia albo posmarować masłem i posypać mąką (boków nie smarować). Ciasto przelać do przygotowanej tortownicy. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni i piec około 35 – 40 minut (do suchego patyczka). Po upieczeniu wyciągnąć z piekarnika, ściągnąć papier i zostawić do wystygnięcia (ja piekę biszkopt dzień wcześniej), a następnie przekroić na 2 części.

Biszkopt orzechowy:
Białka oddzielić od żółtek. Orzechy wymieszać z przesianym kakao i proszkiem do pieczenia. Białka ubić na sztywno, dodać sok z cytryny, cukier i żółtka i ubić na puszystą masę. Wsypać orzechy i delikatnie wymieszać.
Dno tortownicy o średnicy 26 cm wyłożyć papierem do pieczenia albo posmarować masłem i posypać mąkę (boków nie smarować). Ciasto przelać do przygotowanej tortownicy. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni i piec około 20 minut. Wyciągnąć z piekarnika, wyłożyć na kratkę, zdjąć papier i zostawić do wystygnięcia.

Poncz:
W gorącej wodzie rozpuścić cukier i zostawić do wystygnięcia. Dodać sok z cytryny i alkohol – wymieszać.

Pierwszy krążek biszkoptu czekoladowego ułożyć na podkładce (u mnie papier do pieczenia na desce), nasączyć ponczem i posmarować dżemem.

Przygotować krem czekoladowo – orzechowy:
Do rondelka wlać śmietanę, wsypać kakao i dokładnie wymieszać. Zagotować. Wrzucić połamaną czekoladę i rozpuścić. Odstawić do przestygnięcia. Knoppersy drobno pokroić albo pokruszyć (ja użyłam robota FP270 Kenwood). Serek mascarpone zmiksować z cukrem pudrem, dodać rozpuszczoną czekoladę, zmiksować do połączenia składników. Do masy dodać pokruszone wafelki i drobno posiekane orzechy włoskie. Wymieszać. Masę przełożyć na biszkopt posmarowany dżemem, wyrównać. Na to ułożyć biszkopt orzechowy, lekko docisnąć – krem może delikatnie się wydostać i należy delikatnie wyrównać na bokach. Biszkopt orzechowy nasączyć ponczem i całość wstawić do lodówki.
Przygotować mus czekoladowy:
Jajka dobrze umyć pod bieżącą wodą, sparzyć we wrzątku (zanurzyć na kilka sekund we wrzątku), opłukać i wytrzeć papierowym ręcznikiem. Umyć dobrze ręce (ciepła woda z mydłem)*
Czekolady połamać do miseczki, dodać dwie łyżki śmietany i roztopić w kąpieli wodnej. Zostawić do przestygnięcia. Żelatynę rozpuścić w gorącej wodzie (dobrze rozmieszać, aby nie było grudek). Białko ubić na sztywną pianę (blender ręczny Triblade HB724 Kenwood znowu bardzo się przydał). Żółtka utrzeć razem z cukrem pudrem na jasny kogel mogel. Śmietanę kremówkę ubić na sztywno. Do utartych żółtek dodać rozpuszczoną czekoladę, zmiksować do połączenia składników, dodać ubitą kremówkę i białko. Wszystko delikatnie wymieszać. Wlać płynną żelatynę (powinna być jeszcze lekko ciepła) i dokładnie wymieszać.
Mus przełożyć na biszkopt orzechowy, wyrównać i przykryć drugim biszkoptem czekoladowym. Podobnie jak wcześniej lekko docisnąć i wyrównać boki. Biszkopt skropić ponczem i ponownie wstawić do lodówki (można zapiąć obręcz tortownicy, wtedy będziemy mieli pewność, że tort będzie równy).
Przygotować krem do posmarowania tortu:
Do rondelka wlać śmietanę, wrzucić połamaną czekoladę i rozpuścić. Odstawić do przestygnięcia. Żelatynę rozpuścić w gorącej wodzie (dobrze rozmieszać, aby nie było grudek).
Serek mascarpone przełożyć do miseczki, dodać cukier puder i zmiksować. Dodać przestudzoną czekoladę i płynną żelatynę, zmiksować do połączenia składników.
Kremem posmarować górę i boki tortu. Boki obsypać posypką orzechową, a górę płatkami czekolady, ozdobić pralinami i wstawić do lodówki na kilka godzin, aby wszystkie masy dobrze się związały.
Kroić nożem zanurzonym wcześniej w gorącej wodzie (za każdym razem nóż zanurzyć w wodzie).

*Surowych jaj nie trzeba się bać - wystarczy się z nimi prawidłowo obchodzić. Pałeczki salmonelli występują tylko na skorupkach jaj, więc dokładne ich umycie, potem zanurzenie na kilka sekund we wrzątku, ponowne opłukanie i wytarcie sprawia, że jajka są bezpieczne. Ważne, aby po umyciu jajek umyć też dokładnie ręce.  Od lat używam surowych jajek do tatara, do tiramisu, do musów czekoladowych, do sosów jajecznych (np. do carbonary) i nigdy żadnych zdrowotnych konsekwencji nie odnotowaliśmy.
 



wtorek, 23 października 2012

Lekka pierś z kurczaka pieczona z owocami

Kurczak pieczony w całości smakuje najlepiej, ale do skonsumowania takiego kurczaka potrzeba trochę więcej osób, więc co jakiś czas kupuję pierś z kością i piekę ją w całości. Zachowuje kształt i jest dużo bardziej soczysta niż sam filet. Tym razem kupiłam pierś bez skóry, nie dodałam ani grama tłuszczu, więc wyszło lekko i dietetycznie. A dodatek owoców dodał daniu fajnego smaku i cudownego aromatu. Tym razem sięgnęłam po jabłka, śliwki i cytrynę. Całość upiekłam w woreczku foliowym ale równie dobrze można wykorzystać naczynie żaroodporne.
Z poprzedniego dnia został mi sos grecki, który zrobiłam do ryby i postanowiłam go wykorzystać – wymieszałam więc ugotowany ryż z warzywami i miałam świetny dodatek do kurczaka. Kilka liści sałaty z delikatnym sosem winegret dopełniło całości i wyszło bardzo smaczne i lekkie danie. 


Składniki na 2 porcje

pierś z kurczaka z kością (moja ważyła 480 g)
sól (ja nie dawałam, bo w młynkach z chili i ziołami już jest)
pieprz, chili, słodka czerwona papryka
ulubione zioła (u mnie włoskie)
1 duże winne jabłko
4 - 5 śliwek węgierek
½ dużej cytryny


Pierś z kurczaka umyć, osuszyć papierowym ręcznikiem, przyprawić solą, pieprzem, chili, słodką papryką i ulubionymi ziołami. Przyprawy wmasować w mięso i całość odstawić do lodówki na 2 – 3 godziny. Owoce umyć, pokroić w kawałki – usunąć pestki ze śliwek i gniazdo nasienne z jabłka, a cytrynę pokroić na kawałki. 


Mięso i owoce przełożyć do woreczka do pieczenia (albo do naczynia żaroodpornego), wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Po 10 minutach zmniejszyć temperaturę do 160 stopni (termoobieg) i piec około 50 minut. Pod koniec pieczenia można włączyć dodatkowo grill. Wyciągnąć mięso z piekarnika i zostawić na 10 minut, aby odpoczęło, bo jeśli rozkroimy od razu to soki wyciekną i mięso będzie suche. 


Podawać z ulubionymi warzywami, ryżem, kaszą bądź ziemniakami. Dodatek ryżu z warzywami polecam szczególnie – pasuje do kurczaka.




A teraz coś, czego w kuchni używam praktycznie każdego dnia - młynki Kotanyi, do których tak się przyzwyczaiłam, że już sobie nie wyobrażam funkcjonowania bez nich.  Wiem, że często o nich wspominam i nie jest to żadna ściema. Ja naprawdę tych przypraw używam od wielu lat i w zasadzie tylko tych. To wygodna i czysta forma dodawania przypraw. A tym bardziej teraz, gdy nowe młynki mają dwie grubości mielenia.
Może nie wszystkie przyprawy Kotanyi mi pasują (np. nie używam raczej gotowych mieszanek, wolę je sama komponować), ale zioła, paprykę, pieprz i młynki uwielbiam... Nikogo jednak nie zmuszam, aby ich używał. Dzielę się jedynie moją kuchnią, moimi daniami, a one są zawsze doprawione Kotanyi.


poniedziałek, 22 października 2012

Tarta kasztanowa z gruszkami i czekoladą

To moje pierwsze spotkanie z mąką kasztanową, a wszystko zaczęło się od jesiennego konkursu. Kasia przysłała przepis na tę tartę kasztanową z gruszkami i Zielonookiemu tak się spodobała, że poprosił, abym ją upiekła. Niby nic trudnego, tylko weź człowieku kup mąkę kasztanową. Obleciałam całe miasto i nigdzie nie znalazłam, zajrzałam do sklepu ze zdrową żywnością, który prowadzi moja klientka i też nic. Zielonooki jednak się uparł i zamówił mąkę kasztanową przez internet – droga to przyjemność (około 22 zł za 500 g). Mąka przyszła a ja tartę upiekłam.
Przy przekładaniu na paterę wzięła małpa i pękła, a ja byłam zła jak osa... na szczęście szybko mi przeszło. I choć tarta urokliwie nie wyglądała to postanowiłam Wam ją pokazać (żeby nie było, że mnie wszystko wychodzi idealnie). Zielonookiemu bardzo smakowała. Mnie średnio, ale na mnie nie można zwracać uwagi, bo ja za czekoladą nie przepadam. Samo ciasto jednak było bardzo ciekawe w smaku i zdecydowanie mi pasowało. Gdyby tylko ta mąka była tańsza to chętnie piekłabym z niej częściej. 
Myślę, że można zrobić tę tartę również bez użycia mąki kasztanowej i zastąpić ją pszenną tortową. 


Składniki na tartę o średnicy 26 cm:

Ciasto:
200 g mąki krupczatki
200 g mąki kasztanowej
250 g masła
130 g cukru pudru (dosypałam jeszcze 1 łyżkę cukru pudru z wanilią)
2 żółtka
około 80 ml zimnej wody (tyle aby ciasto było zwarte i się nie kruszyło)

Nadzienie
4 soczyste gruszki (dałam gruszki nashi)
150 g gorzkiej czekolady + 1 łyżka masła (dodałam jeszcze 2 łyżki kremówki)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (dałam pastę waniliową)

Sos:
3 gruszki
cynamon i cukier do smaku (ja dałam cukier cynamonowy oraz karmel z wanilią z młynków Kotanyi)


Mąkę przesiać, wymieszać z cukrem pudrem i posiekać z masłem, dodać żółtka, wodę i zagnieść gładkie ciasto. Podzielić na 2 części i schłodzić przez 30 minut w lodówce. 
Jedną część ciasta rozwałkować i przełożyć do formy posmarowanej masłem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 - 190 stopni i delikatnie podpiec przez 12 -15 minut.
Gruszki obrać i pokroić w cienkie plasterki, wymieszać z ekstraktem z wanilii. Czekoladę połamać, wrzucić do miseczki, dodać masło i śmietanę i rozpuścić w kąpieli wodnej (miseczkę postawić na garnku z gorącą wodą).
Pokrojone gruszki wyłożyć na podpieczony spód i polać roztopioną czekoladą. Drugą część ciasta rozwałkować na okrąg, ułożyć na gruszkach (ja z niewielkiej części ciasta wykroiłam foremką małe dekoracje w postaci gruszki). Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 – 190 stopni (u mnie 180 stopni - termoobieg z dolną grzałką) i piec około 30 -35 minut.
Wystudzoną tartę posypać cukrem pudrem.
Gruszki na sos obrać, pokroić w drobną kostkę i wrzucić do garnuszka. Wlać 2 łyżki wody i gotować do miękkości. Gdy będą miękkie zmiksować, doprawić cukrem, cynamonem, wanilią.
Tartę (w temperaturze pokojowej – nie z lodówki) podawać z ciepłym sosem gruszkowym. 




Mąka kasztanowa wytwarzana jest z kasztanów jadalnych i jest całkowicie pozbawiona glutenu. Jest produktem lekkostrawnym, zalecanym przy dolegliwościach żołądka, bogatym w cukry o wolnym wchłanianiu, co ma znaczenie przy długim wysiłku fizycznym czy intelektualnym, dlatego polecana dla sportowców lub osób uczących się. Zawiera spore ilości potasu, magnezu, fosforu i żelaza.
Nadaje się do pieczenia chleba, ciast, naleśników, ciasteczek kruchych. 


niedziela, 21 października 2012

Babka żółtkowa

W czwartek pomagałam znajomej upiec tort dacquoise z orzechami i daktylami, zostało więc 6 żółtek, które znajoma mi wcisnęła ze słowami: „coś wymyślisz”. No i zaczęło się kombinowanie. Pączki robię tylko raz do roku, na kruche ciasto ochoty nie miałam (jeszcze jedno mam zamrożone), ale przypomniałam sobie, że Majemi kiedyś piekła babkę na samych żółtkach i mnie tym zaciekawiła. Odszukałam przepis i postanowiłam spróbować.
Babka jest miękka w środku i ma chrupiącą skórkę, czyli jest taka jaką lubię. Jednak zabrakło mi w niej trochę smaku. Może to dziwnie brzmi, ale rzeczywiście zabrakło mi czegoś, co sprawiłoby, że babka miałaby charakter... no bo babka musi mieć charakter. Następnym razem dodam trochę skórki cytrynowej, albo chlusnę ją rumem, żeby była charakterna.
Ciasto jest dosyć gęste, ale ładnie rośnie, miąższ jest zwarty, ale nie zbity. Babka zdecydowanie godna polecenia. Wzięłam dosyć dużą formę, więc moja babka miała po upieczeniu kształt wieńca, ale w sumie w niczym to nie przeszkadza.
Po raz pierwszy użyłam mojego miksera z misą, który kupiłam w lutym, bo wydawało mi się, że stary mikser zaczyna zgrzytać... Kupiłam, wstawiłam do szafy i ciągle używałam starego. Aż do wczoraj – dałam szansę nowemu i stwierdzam, że głupia byłam, że ręce męczyłam zamiast korzystać z misy. 


Składniki na średnia formę babkową:

7 żółtek
250 g miękkiego masła
1 szklanka drobnego cukru do wypieków
1 czubata łyżka cukru z wanilią (ja dałam cukier domowej produkcji)
400 g mąki pszennej tortowej
2 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
5 łyżek płynnej, słodkiej śmietany (użyłam 12 %)
opcjonalnie: skórka otarta z 1 cytryny albo 2 łyżki rumu/amaretto/koniaku, ewentualnie jakiś olejek

cukier puder do posypania babki


Mąkę przesiać i wymieszać ją z proszkiem do pieczenia. Masło, cukier i cukier waniliowy utrzeć na puszystą masę, w której nie powinny być wyczuwalne kryształki cukru. Do masy maślanej dodawać po jednym żółtku cały czas ucierając. Do utartego masła z żółtkami dodawać po łyżce mąki i cały czas ucierać, w trakcie ucierania wlewać również po łyżce śmietany. Ciasto będzie bardzo gęste.
Masę przełożyć do formy wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą (ja tylko posmarowałam masłem, bo piekłam w formie silikonowej). Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 - 190 stopni (góra dół) i piec około 50 minut – do tzw. suchego patyczka.

Wyciągnąć z formy i zostawić do wystudzenia. Oprószyć cukrem pudrem albo polać lukrem czy czekoladą – pełna dowolność. 





czwartek, 18 października 2012

Krokiety z kapustą i grzybami

Krokiety z kapustą i grzybami robię tylko od czasu do czasu, bo to jednak dosyć czasochłonne danie, choć do trudnych nie należy. Ale jak już robię to od razu 12 sztuk, które potem zamrażam i są jak znalazł, gdy nie mam czasu albo ochoty na gotowanie.Wystarczy zrobić surówkę, podgrzać krokiety i obiad gotowy. Co prawda takie odgrzewane nie są już chrupiące jak te prosto z patelni, ale mnie to akurat nie przeszkadza. 
 

Składniki na 12 krokietów

12 naleśników – można usmażyć ze swojego przepisu, albo skorzystać z mojego ulubionego, który można znaleźć TUTAJ

Farsz:
1 – 1,2 kg kapusty kiszonej
1 szklanka suszonych grzybów
1 liść laurowy
2 ziarna ziela angielskiego
3 – 4 ziarna czarnego pieprzu
1 duża cebula
pieprz, chili
1 łyżka klarowanego masła albo 2 łyżki oleju

Dodatkowo:
1 jajko rozmącone z 2 łyżkami mleka
bułka tarta do obtoczenia krokietów
szczypta chili
szczypta soli
olej do smażenia


Kapustę włożyć do garnka (jeśli jest słona albo mocno kwaśna, to wcześniej przepłukać zimą wodą), wsypać grzyby, dodać liść laurowy, ziele angielskie, ziarna pieprzu, wlać 1 szklankę wody i gotować na małym ogniu około godziny, aż kapusta i grzyby będą miękkie a woda odparuje. Ugotowaną kapustę zostawić do przestygnięcia a następnie zemleć przez maszynką (ziele angielskie i liść laurowy wyrzucić).
Cebulę obrać i pokroić w drobną kostkę. Na dużej patelni rozgrzać łyżkę masła, wrzucić cebulę i podsmażyć do lekkiego zrumienienia. Dodać kapustę z grzybami, doprawić pieprzem i chili (można ewentualnie dodać jakieś ulubione zioła, ale ja tego nie robię). Całość smażyć przez 5 minut. Zostawić do wystygnięcia.
Usmażyć naleśniki (ja to robię w trakcie gotowania kapusty).
Na każdy naleśnik nałożyć po pełnej łyżce farszu, rozsmarować, złożyć boki i zwinąć krokiety.
Jajko rozkłócić z mlekiem, szczyptą soli i chili (aby panierka nie była jałowa). Każdy z krokietów obtoczyć w jajku i bułce i smażyć na dobrze rozgrzanym oleju, na niewielkim gazie aż będą złote i chrupiące. Dzieje się to dość szybko, dlatego gaz powinien być nieduży, aby środek krokieta też dobrze się usmażył.
Podawać np. z surówką i barszczykiem do popicia. 


poniedziałek, 15 października 2012

Z serii "coś na zimę": Gruszki w zalewie słodko – kwaśnej z goździkami

Tak przygotowane gruszki były w naszym domu od zawsze. Robiła je babcia, robi mama, robię i ja. Są doskonałym dodatkiem do mięsa, ale równie dobrze sprawdzają się w roli kompotu do obiadu. Mam do nich taką słabość, że potrafię pół słoika gruszek zjeść np. w ramach kolacji. Uwielbiam i już :-)
Robię też gruszki w klasycznym, słodkim syropie – ale tylko kilka słoików, bo jednak wolę te słodko – kwaśne :-)
W tym roku gruszki nashi obrodziły w ogrodzie (u rodziców i brata), więc siłą rzeczy i mnie się trochę tych pysznych owoców dostało. Lubię je w kompotach, bo nie ciemnieją, a poza tym świetnie chłoną smaki. Oczywiście można użyć każdych innych gruszek – ważne, aby były dosyć twarde, bo inaczej mogą się w trakcie gotowania rozciapać i będę niesmaczne. 


Składniki na 8 słoików o pojemności 500 ml

4 kg dosyć twardych gruszek (u mnie nashi, ale mogą być każde inne)
1,5 l wody
600 – 800 g cukru
3 – 4 łyżeczki kwasku cytrynowego (albo sok z 2 cytryn)
10 goździków


Słoiki i nakrętki dobrze umyć, a następnie wyparzyć (ja słoiki wstawiam do piekarnika nagrzanego do 125 stopni na 15 – 20 minut, a nakrętki zagotowuję w garnku z wodą).
Gruszki opłukać, obrać ze skórki, pokroić w ćwiartki i pozbawić gniazd nasiennych.
W dużym garnku zagotować wodę z goździkami, wsypać cukier i kwasek cytrynowy. Spróbować i ewentualnie dosłodzić, albo dosypać kwasku – zalewa po prostu ma nam smakować (ja wsypuję 600 g cukru i 3 łyżeczki kwasku). Zalewę gotować 10 minut, następnie wrzucić do niej obrane gruszki i od chwili wrzucenia owoców (nie od chwili wrzenia) gotować 3 - 5 minut. Z zalewy usunąć wszystkie goździki, gruszki przełożyć do słoików, zalać syropem z garnka, zakręcić. Zakręcone słoiki wstawić do dużego garnka wyłożonego ściereczkę, do 2/3 wysokości słoików wlać gorącej wody i zagotować. Od chwili wrzenia pasteryzować 15 – 20 minut – czas pasteryzacji zależy od tego jak twarde były nasze gruszki. Ja gruszki nashi pasteryzowałam 20 minut. Słoiki wyciągnąć z garnka, przykryć kuchenną ściereczką, zostawić do całkowitego wystygnięcia i dopiero wtedy wynieść do piwnicy albo spiżarni. 


niedziela, 14 października 2012

Bułki wrocławskie czyli popularne bułki z przedziałkiem

Gdy wracam pamięcią do dziecięcych lat stają mi przed oczami bułki z przedziałkiem, zwane u nas wrocławskimi. Pojawiały się w naszym domu regularnie i do dziś je wspominam z sentymentem. Jedyne w swoim rodzaju, z dosyć miękką skórką i zwartym miąższem - tego smaku podrobić nie sposób. I choć kilka piekarni próbuje je piec, to nie są takie jak te sprzed lat...  
Ja sama próbowałam już wielu przepisów, aż w końcu metodą prób i błędów doszłam prawie do ideału... prawie, bo to jeszcze nie są te bułki z dziecięcych lat. Będę próbować dalej i mam nadzieję, że w końcu osiągnę to, o co mi chodzi i czego szukam od dawna. Ale ten przepis jest na tyle fajny, że warto się nim podzielić. 
Przepisów na bułki jest bardzo dużo, ja tego nie wzorowałam  na żadnym konkretnym, po prostu próbowałam różnych proporcji i te mi pasują. Są bardzo proste do przygotowania, tylko potrzebują trochę czasu, aby wyrosnąć.


Składniki na 12 średnich bułek:

550 g mąki pszennej (dałam tortową, bo chlebowa mi „wyszła”) + mąka do podsypywania
20 g świeżych drożdży
150 ml letniego mleka
100 ml letniej wody
1 całe duże jajko
30 g miękkiego świeżego masła
1 czubata łyżeczka cukru
2 płaskie łyżeczki soli

Z drożdży, 2 łyżek letniego mleka (nie może być za gorące, bo zaparzy drożdże) i 1 czubatej łyżeczki cukru przygotować zaczyn (wszystkie składniki dobrze wymieszać) i odstawić go na 10 – 15 minut do wyrośnięcia.
Mąkę przesiać do miski i wymieszać z solą. Dodać miękkie masło, roztrzepane jajko, wlać letnie mleko i wodę, dodać wyrośnięty zaczyn i zagnieść gładkie ciasto – można to zrobić z pomocą robota, ale ja lubię drożdżowe ciasto zagniatać ręką i czuć jak pracuje. Jeśli ciasto będzie się lepić można je podsypać delikatnie mąką (niestety wilgotność mąki bywa różna i ilość płynu nie zawsze będzie właściwa)
Wyrobione ciasto przełożyć do miski posmarowanej oliwą, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na około 60 -80 minut (powinno przynajmniej podwoić swoją objętość). Ja wstawiłam do piekarnika podgrzanego do ok. 25 stopni i zostawiłam na 40 minut.
Gdy ciasto wyrośnie wyciągnąć z miski, uformować wałek, podzielić na 12 części. Z każdej części ciasto uformować kulę (ewentualne złączenie powinno być na spodzie), lekko ją spłaszczyć, obtoczyć w mące i ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i oprószonym mąką. 





Przykryć ściereczką i zostawić na około 30 - 40 minut do ponownego wyrośnięcia (w lekko podgrzanym piekarniku trwało to 25 minut). Gdy bułki wyrosną to tępą stroną noża zrobić w każdej głęboki rowek.
Piekarnik nagrzać do 200 stopni (jeśli bułki w nim wyrastały to oczywiście wyciągnąć blaszkę z bułkami przed nagrzaniem piekarnika do pożądanej temperatury).
Bułki wstawić do gorącego piekarnika i piec około 15 - 20 minut do lekkiego zrumienienia (góra - dół, bez termoobiegu). Przełożyć na kratkę i zostawić do ostygnięcia... choć prawda jest taka, że najlepsze są jeszcze lekko ciepłe, bo wtedy skórka jest lekko chrupiąca (po wystygnięciu mięknie).

Bułki są dobre również na drugi dzień, nie robią się gumowate, choć oczywiście nie są już tak cudowne jak od razu po upieczeniu. Można je zamrozić i cieszyć się świeżym pieczywem kiedy przyjdzie nam ochota.




piątek, 12 października 2012

Z serii "coś na zimę": Buraczki w słoiczkach

Bardzo lubię buraczki, więc gdy październik nastaje ja zabieram się za ich zaprawianie. Przepis jest bardzo prosty, nie wymaga wielkich zdolności kulinarnych, a jedynie trochę czasu.
Część buraczków ścieram na drobno (świetne do zasmażania), a część na wiórki (do jedzenia na zimno albo do barszczu).
O tej porze roku buraczki są tanie (u nas całe 80 groszy za kilogram), gotują się w miarę szybko, no i za jedną robotą mam spokój z buraczkami na cały rok.
Zimową porą otwieram słoiczek i mam gotową jarzynkę do obiadu. Czasem dodaję pokrojoną drobno cebulkę i pieprz, czasem paprykę konserwową, starte jabłko albo łyżkę chrzanu  (najlepiej to zrobić już po wyciągnięciu ze słoika). Jedne buraczki a tyle możliwości.
Podane ilości cukru i octu są szacunkowe, bo czasem buraki są tak słodkie, że dolewam trochę więcej octu. Po wymieszaniu próbuję i ewentualnie dodatkowo doprawiam. Przy buraczkach trzeba bardzo uważać z solą, bo już niewielka ilość wystarcza, aby były odpowiednio słone.
Aby przygotować buraczki na ciepło rozpuszczam w rondelku łyżkę masła, wsypuję łyżkę mąki, robię jasną zasmażkę, na to wykładam buraczki ze słoika, podgrzewam i już... gotowe do jedzenia.
Moja babcia robiła jeszcze małe buraczki w zalewie octowej, ale prawdę powiedziawszy nie przepadam za takimi, więc ograniczam się do dwóch rodzajów – drobno i grubo potartych. A potem dokładam do nich różne dodatki... choć najbardziej lubię buraczki  z cebulką i jabłkiem albo zasmażane na ciepło


Składniki na około12 słoiczków (400 ml):

5 kg buraków
1 czubata łyżeczka soli
½ szklanki cukru
½ szklanki octu 10% (ewentualnie ciut więcej – zależy od naszego smaku)



Buraki umyć, włożyć do dużego garnka i ugotować do miękkości. Czas gotowania zależy od wielkości buraków, większe potrzebują go więcej. Odcedzić i zostawić do przestygnięcia. Gdy są jeszcze lekko ciepłe obrać ze skórki (zimne obierają się kiepsko), a następnie zetrzeć na tarce jarzynowej – buraczki do jedzenia na zimno zetrzeć na dużych oczkach, a do zasmażania na drobnych. Ja używam przystawki – szatkownicy do robota Chef Titanium, a wcześniej do zwykłej maszynki elektrycznej, która sprawia, że tarcie buraczków jest lekkie i przyjemne.
Do startych buraków dodać sól, cukier, ocet i dobrze wymieszać – najlepiej ręką. Przyprawione buraczki włożyć do umytych i wyparzonych słoiczków (ja wyparzam słoiczki i zakrętki w piekarniku 125 stopni, 15 - 20 minut). Zakręcić i wstawić do dużego garnka wyłożonego ściereczką. Wlać zimną wodę do 2/3 wysokości słoiczków, garnek przykryć i pasteryzować około 20 minut od chwili zagotowania wody. Wyciągnąć słoiki z garnka, jeśli trzeba dokręcić pokrywki i zostawić do wystygnięcia pod przykryciem (ja przykrywam ręcznikiem), a potem wynieść do piwnicy albo spiżarni.
Można pasteryzować też w piekarniku (od pewnego czasu tak właśnie robię) - wstawiam słoiki do zimnego piekarnika, nastawiam 120 stopni w termoobiegu, pasteryzuję 35 - 40 minut. Zostawiam do wystygnięcia.

Buraczki można upiec w piekarniku - każdy burak trzeba zawinąć w folię aluminiową, ułożyć na blaszce, wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec około 1,5 godziny (czas zależy od wielkości buraków, im mniejsze tym lepiej).

Dopisane 08.2014 - od dwóch lat kupuję buraczki od pana, który je paruje w parowniku. Są ciut droższe, ale mam z głowy gotowanie, a i same buraczki są smaczniejsze, bo nie oddają swoich soków do wody.  No i roboty tyle co nic, bo ubieram rękawiczki, skórka schodzi niemalże sama, a ja wrzucam do robota i po 20 minutach buraczki są w słoiczkach. Tak to można wekować.


czwartek, 11 października 2012

Surówka z kalarepą

Uwielbiam wszelkie warzywa (oprócz przetworzonego szpinaku), więc na naszym stole pojawia się wiele różnych surówek. Dziś jedna z nich – z moją ulubioną kalarepą. Nie sądziłam, że to połączenie będzie mi tak bardzo smakować... a jednak. Wariacje na temat kalarepy coraz bardziej mi się podobają i z pewnością będę kombinować dalej :-) I choć kalarepa to nie jest ulubione warzywo Zielonookiego, to ja nie mam zamiaru z niej rezygnować i chrupię dosyć często. 


Składniki na 4 porcje obiadowe:

2 średnie kalarepy
2 średnie marchewki
1 jabłko
kilka rzodkiewek
2 łyżki posiekanego koperku
sól, pieprz (u mnie z młynka Kotanyi)
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soku z cytryny
2 łyżki oliwy


Kalarepę, jabłko, marchewkę opłukać i obrać. Rzodkiewki opłukać i odciąć końce. Wszystkie warzywa zetrzeć na tarce na średnich oczkach (ja użyłam tarczy ścierającej robota FP270 Kenwood).
Dodać posiekany koperek, cukier, sok z cytryny, sól i pieprz i dobrze wymieszać. Na końcu skropić olejem i raz jeszcze wymieszać. Odstawić na 10 minut i gotowe. 
U mnie była dodatkiem do pieczonej piersi kurczaka. 


niedziela, 7 października 2012

Serowe ciasto wyśnione

Ciasto wyśnione... Dlaczego właśnie taka nazwa? Bo mi się przyśniło... zrobiłam je w śnie i tak mi utkwiło w pamięci, że rano zapisałam i postanowiłam sen zamienić w rzeczywistość. Trochę się bałam, czy to co upiekę będzie jadalne... ale nie ma ryzyka, nie ma zabawy :-) Upiekłam i jestem pewna, że jeszcze nie raz pojawi się na naszym stole, bo jest bardzo smaczne.
Jedyne, co zmieniłam to konfitura, bo wyśniłam sobie figową, ale obleciałam całe miasto i nie znalazłam, więc użyłam pigwowej, którą miałam w lodówce.
Nigdzie się z takim ciastem nie spotkałam, więc mogę je nazwać autorskim :-)) 


Składniki na blaszkę o średnicy 26 cm

Ciasto kruche:
100 g mąki pszennej
100 g krupczatki
100 g zimnego masła
60 g cukru pudru
1 łyżeczka pasty waniliowej
2 żółtka
3 łyżki bardzo zimnej wody
szczypta soli

Masa serowa:
500 g twarogu zmielonego przynajmniej dwukrotnie (użyłam normalnego twarogu, nie wiaderkowego)
80 - 100 g cukru pudru
1 pełna łyżka miodu (najlepiej lejącego albo bardzo miękkiego)
3 jajka
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka pasty waniliowe (albo cukier waniliowy, esencja waniliowa)

Masa kokosowa
200 g gęstej śmietany (użyłam 16 % kupionej w Lidlu)
¾ szklanki wiórków kokosowych
1 pełna łyżka cukru pudru

Dodatkowo
1 mały słoik konfitury figowej / pigwowej

Sos:
500 g malin
1 – 2 łyżki cukru trzcinowego


Mąkę wymieszać z cukrem pudrem i solą, dodać pokrojone zimne masło i posiekać. Wlać wodę, dodać żółtka, pastę waniliową i szybko zagnieść gładkie ciasto (ja użyłam robota FP270 Kenwood – odkąd go mam nie zagniatam ciasta ręcznie). Zagniecione ciasto zawinąć w folię spożywczą i włożyć do lodówki, aby się schłodziło.
Całe jajka wbić do miski, lekko ubić mikserem, dodać cukier puder, miód, mąkę ziemniaczaną i pastę waniliową. Zmiksować. Dodać połowę sera, zmiksować, dołożyć resztę sera i na wysokich obrotach zmiksować – masa powinna być gładka.
Piekarnik nagrzać do 200 stopni.
Ciasto wyciągnąć z lodówki, rozwałkować na okrąg i przełożyć do blaszki posmarowanej tłuszczem (nie trzeba niczym posypywać). Nakłuć gęsto widelcem. Na cieście rozsmarować konfiturę, wyłożyć masę serową, wyrównać. Ciasto wstawić do nagrzanego piekarnika i piec 35 minut (góra – dół). Po tym czasie ciasto wyciągnąć i zmniejszyć temperaturę w piekarniku do 180 stopni.
Śmietanę wymieszać z cukrem pudrem i wiórkami kokosowymi. Rozsmarować na gorącym cieście i ponownie wstawić do piekarnika. Piec kolejne 30 minut, aż wierzch ciasta lekko się zrumieni.
Ostudzić i schłodzić przez kilka godzin.

Maliny wrzucić do rondelka, wlać 1 łyżkę wody i wsypać cukier, podgrzać na tyle, aby część malin się rozpadła, a część pozostała w całości.
Schłodzone ciasto podawać z gorącymi malinami.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...