czwartek, 26 maja 2011

Crumble truskawkowe

Cudowny zapach, a smak jeszcze lepszy. Proste, szybkie i rozpływa się w ustach... więcej na temat crumble pisać nie muszę... Kocham truskawki... i jestem przeszczęśliwa, że już są nasze polskie i mogę jeść ich tyle ile dusza zapragnie...


Składniki na 4 porcje

2 - 3 szklanki pokrojonych truskawek
2 łyżeczki skrobi kukurydzianej (albo zwykłej mąki pszennej)
1 pełna łyżka miodu

Kruszonka
35 g schłodzonego masła
35 g brązowego cukru
 35 g mąki
 35 g zmielonych orzechów

35 g zmielonych migdałów  
2-3 krople aromatu waniliowego


Składniki na kruszonkę zagnieść na gładkie ciasto, następnie skruszyć między palcami - powinna mieć konsystencję grubego mokrego piasku. Wstawić do lodówki albo przygotować wcześniej i zamrozić.
Truskawki wymieszać ze skrobią kukurydzianą i miodem. Rozłożyć do 4 kokilek. Posypać kruszonką. Piekarnik nagrzać do 200 stopni i zapiekać około 20 minut, do czasu zrumienienia kruszonki.


Udekorować kleksem śmietany albo gałką lodów... ale i bez żadnych dodatków smakuje również wspaniale :-))


Ps. Przy crumble leśnym wspomniałam o tym, ale się powtórzę, bo to cenna wiedza :-) Kiedyś w jednym z programów Nigelli wypatrzyłam sposób na mrożenie kruszonki i tego się trzymam. Klasyczną kruszonkę mam zamrożoną w woreczkach, co często ułatwia mi zadanie, gdy ktoś wpadnie na kawkę albo mam ochotę na ciepłe owoce z odrobiną pachnącej kruszonki.

wtorek, 24 maja 2011

Conchiglioni


Wczoraj makaron, dzisiaj makaron... ale dzisiaj tyko w ramach przeprowadzki ze starego bloga (w końcu muszę to kiedyś zrobić ;-)))
Makaron ten już od jakiegoś czasu jest gościem w moim domu. Bardzo go lubię, ale niezbyt często przygotowuję, bo danie jest dosyć czasochłonne... Jednak, gdy mam czas i ochotę to poświęcam temu trochę czasu i wychodzą pyszności. Oczywiście muszle można nadziewać czym się tylko chce.
Dziś proponuję wersję, która należy do naszych ulubionych i jest się bardzo smaczna. Porcja na 2 osoby to 10-14 muszli (u nas po 5 na osobę), wszystko zależy od tego ile kto może zjeść. Warzywa też można zmieniać wg własnego uznania.

Składniki na 2 porcje:

10-14 dużych muszli makaronowych (conchiglioni)
około 50 g żółtego startego sera

Farsz:
200 g mielonego mięsa
10 niedużych pieczarek
1 marchewka
½ małej cukinii
½ strąka papryki czerwonej
½ strąka papryki żółtej
czerwona cebulka
1 łyżka oleju
sól, pieprz, kminek, chili, bazylia, oregano
2 łyżki kaszy manny
1 jajko

Sos:
1 łyka oliwy
1 mała cebulka
2 ząbki czosnku
puszka pomidorów bez skórki
sól, pieprz, zioła wg uznania (bazylia, oregano, tymianek)
1/2 łyżeczki cukru 

W garnku zagotować wodę z ½ łyżeczki soli, na wrzątek wrzucić muszle makaronowe i gotować przez 3 minuty. Odcedzić, przelać zimną wodą. W muszlach nie może zostać woda.
Przygotować sos: Cebulkę obrać, pokroić w kosteczkę i zeszklić na oliwie, dodać zmiażdżony czosnek, a następnie pomidory z puszki. Lekko podgotować, aby nadmiar wody wyparował, a sos lekko zgęstniał. Doprawić do smaku cukrem, solą, pieprzem i ziołami.

Przygotowanie farszu zabiera trochę więcej czasu, bowiem wszystkie składniki (oprócz marchewki) trzeba pokroić. Pieczarki, cukinię, paprykę, cebulkę pokroić w drobną kostkę a marchewkę obrać i zetrzeć na dużych oczkach tarki jarzynowej.
Na patelni rozgrzać olej i wrzucić najpierw pieczarki, które mają dużo wody i należy je podsmażyć na tyle, aby cała woda odparowała. Pieczarki przełożyć do rondla czy dużej patelni, a na pozostałym oleju podsmażyć cebulkę, dodać mięso. Przełożyć do pieczarek i dodać do nich pokrojone papryki, marchewkę i cukinię. Doprawić solą, pieprzem, kminkiem, chili i ziołami. Wszystko dusić razem około 5 minut.
Gdy farsz ostygnie dodać jajko i kaszę manną. Wyrobić na gładką masę.


W naczyniu żaroodpornym rozprowadzić część sosu. Każdą muszlę nadziać farszem i ułożyć ściśle w naczyniu. Całość polać resztą sosu, posypać serem i np. ziołami prowansalskimi czy bazylią.
Wstawić (bez przykrycia) do nagrzanego piekarnika i zapiekać 25 - 30 minut w 200 stopniach  
Podawać ze świeżymi warzywami.



Ps. Czasem zostaje mi trochę farszu, więc wkładam go do pudełka i zamrażam, a potem wykorzystuję np. do naleśników zapieczonych z pomidorami.

poniedziałek, 23 maja 2011

Tagliatelle z kurkami


Sezon na kurki dopiero przed nami... ale u mnie akcja wyciągania resztek z zamrażarki trwa. Korzystając z okazji, że nie ma Zielonookiego i gotuję tylko dla siebie - wyciągnęłam ostatnie pudełko kurek (Zielonooki grzybów praktycznie nie jada)... i w zasadzie nie do końca wiedziałam co chcę z nich zrobić. Miałam kilka pomysłów, chodziła mi po głowie faszerowana kalarepa i zupa ziemniaczana z kurkami... W zamrażarce znalazłam jeszcze trochę brokułów, więc uznałam, że moje ulubione penne z brokułami i kurkami będzie idealne... no i pewnie byłoby, gdybym w domu miała penne ;-))  
Nie chciało mi się już biec do sklepu, więc wykorzystałam pełnoziarnisty makaron tagliatelle. I okazało się, że w tej wersji smakuje mi jeszcze bardziej niż z jasnym penne.
Gdy na starym blogu podawałam ten przepis pojawiły się głosy, że zamysł dobry, ale trzeba dodać kremówki... ktoś inny dorzuciłby suszone pomidory i boczek i zrobiłby w sosie śmietanowym...
No ludzie... ja lubię w takiej wersji ale nie bronię nikomu innych wariacji. Inaczej można zawsze...
Moja mama i brat uwielbiają kurki w śmietanie – ja za takimi nie przepadam, więc propozycja dodania śmietany do tego dania jest dla mnie nie do przyjęcia... ale zakazu nie wprowadzam.
Lubię to danie właśnie w takiej prostej, nieprzeładowanej wersji, gdzie czuć smak kurek i brokułów, gdzie przyprawy nie zabijają ich smaku.
Osobom kochającym sosy danie może wydawać się za suche... dla mnie jest ok, łyżeczka masła to i tak sporo jak na jedną porcję.


Składniki na 1 porcję

50 g pełnoziarnistego makaronu tagliatelle
1 szklanka kurek (tym razem mrożone)
1 łyżeczka ghee (sklarowanego masła)
1 szklanka brokułów
sól, biały pieprz

Makaron i brokuły ugotować al dente. Kurki oczyścić albo rozmrozić, małe zostawić w całości, duże pokroić na kawałki. Rozgrzać masło, wsypać kurki, posolić i odparować, na końcu dodać pieprz. Usmażyć kurki na złoto, ale nie przypalić. Do kurek wrzucić gorący ugotowany makaron i brokuły podzielone na małe różyczki. Wszystko wymieszać.


Można posypać koperkiem, bazylią czy inną zieleniną albo zaciągnąć śmietaną jeśli ktoś ma takie życzenie... w kuchni można wszystko :-)


niedziela, 22 maja 2011

Muffinki z czerwonymi porzeczkami


Gdyby ktoś się pytał, czy ja aby mam dobrze w głowie to oświadczam, że nie mam i nic na to nie poradzę ;-))
W ramach opróżniania zamrażarki przed nowym sezonem owocowym wyciągnęłam woreczek czerwonych porzeczek i powstały pyszne muffinki... kwaskowe i słodkie jednocześnie. I to ciągle w ramach muffinowego weekendu :-))
Zostały uwiecznione na zdjęciach i zawiezione do rodziców/brata... jedne i drugie.
A młody pyta: które są z czekoladą... no ludzie, czy oni muszą być tak monotematyczni?


Składniki na około 12 dużych babeczek

2 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/4 łyżeczki soli
2 jajka
1/2 szklanki oleju (albo rozpuszczonego masła czy Kasi)
1 szklanka mleka
1,5 szklanki czerwonych porzeczek (u mnie mrożone)

 brązowy (trzcinowy) cukier do posypania babeczek


W jednym naczyniu połączyć suche składniki: mąkę, cukier, proszek, sodę, sól. W drugim składniki mokre: roztrzepać jajka, wlać mleko i olej. Wymieszane mokre składniki wlać do suchych i lekko wymieszać, tylko do połączenia się składników. Dodać owoce i wymieszać.
Formę do muffinek wyłożyć papilotkami, każdą wypełnić ciastem do 2/3 wysokości. Posypać brązowym cukrem.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni (termoobieg) i piec około 20 minut  - do suchego patyczka.


Pakieciki z kurczakiem na kapuście

   
Pojawienie się młodej kapusty na targu oznacza wiele fajnych dań, do których regularnie wracam, bo są tego warte... Jednym z nich są pakieciki z kurczaka. Przepis ten znalazłam kiedyś w gazecie, ale zmodyfikowałam wg własnego smaku. W zasadzie to co wyczytałam było inspiracją, a reszta radosną twórczością. Porcja z przepisu jest ogromna, więc ją zmniejszyłam, ale jeśli ktoś chce może użyć całej dużej pojedynczej piersi kurczaka na osobę.
Potrawa jest dosyć ostra i nie potrzebuje żadnych dodatków, ale można podawać z ziemniakami, kaszą, ryżem czy chrupiącą bagietką...
Wbrew pozorom przepis jest łatwy a danie nieco inne i bardzo smaczne. Wiele osób, które spróbowały tego dania (po publikacji na starym blogu) było pozytywie zaskoczonych efektem końcowym.

Składniki na 2 porcje:

1 duży pojedynczy filet z kurczaka (około 250 g) albo dwa mniejsze (po 100-125 g)
1 mała główka młodej kapusty
2 plasterki szynki (ja używam konserwowej, bo łatwo ją zwinąć)
2 plasterki żółtego sera
2 średnie cebule
1 łyżeczka suszonego lub gałązka świeżego rozmarynu
½ słoiczka salsy (ja używam ostrej kupionej w Lidlu)
2 liście laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
kilka ziaren czarnego pieprzu
1 łyżka oliwy
1 łyżka mąki
sól, pieprz
200 ml bulionu ( samodzielnie ugotowany albo z kostki)
gałązka bazylii

Jeśli mamy dużą pierś to przeciąć ją na pół (wzdłuż), małych filetów nie kroić. Posolić, popieprzyć i zostawić na ok 30 minut. Kapustę oczyścić, wyciąć głąb, tak aby zewnętrzne liście ładnie odchodziły. Przygotować duży garnek z gotującą wodą (ok 1/3 wysokości), włożyć kapustę do garnka i parzyć przez 3-4 minuty, odwrócić i jeszcze chwilę parzyć, aż liście będą na tyle elastyczne, że ładnie dadzą się ściągnąć (w ten sposób przygotowuję również liście do gołąbków). Ściągnąć 4 liście, a resztę kapusty wyciągnąć i jak przestygnie pokroić, ale niezbyt drobno.
Cebulkę pokroić w drobną kostkę i zeszklić na oliwie w garnku, w którym będzie duszona kapusta.. Połowę cebuli przełożyć do naczynia żaroodpornego, w którym będą zapiekane pakieciki.
Każdy kawałek piersi owinąć plastrem sera, potem plastrem szynki. Całość owinąć dwoma liśćmi kapusty w taki sposób jak owija się gołąbki. Włożyć do naczynia żaroodpornego (w którym jest już cebulka) takiej wielkości, aby pakieciki nie miały możliwości się obrócić. Posolić i popieprzyć. Bulion wlać do pakiecików. Dodać gałązkę bazylii, 1 liść laurowy i po 2 ziarenka ziela angielskiego i czarnego pieprzu. Przykryć i wstawić do nagrzanego do 200 stopni piekarnika. Zapiekać ok 40 – 50 minut.
W tym czasie wrzucić na podsmażoną cebulkę pokrojoną kapustę, dodać liść laurowy, 2 ziarenka ziela angielskiego i kilka ziarenek pieprzu, oraz rozmaryn (jeśli jest świeży to go posiekać). Dodać pół łyżeczki soli i odrobinę pieprzu do smaku i dusić ok 30 minut (można podlać odrobiną wody, jeśli kapusta jej nie puści).
Pakieciki wyjąć łyżką cedzakową, a do sosu dodać 1 łyżkę mąki i salsę, wymieszać i włożyć pakieciki. Wstawić ponownie do piekarnika na ok 10 minut, ale już bez przykrycia.
Pakieciki podawać ułożone na kapuście i polane sosem z salsą. Można posypać koperkiem lub posiekaną zieloną pietruszką czy świeżym rozmarynem :-))


Zdjęcie jest stare i jego jakość pozostawia wiele do życzenia, ale na dniach zrobię to danie ponownie i mam nadzieję, że nie zapomnę o fotkach ;-))) Ostatnio niestety dopada mnie skleroza ;-)) 

sobota, 21 maja 2011

Muffinki piernikowe z jabłkami


Muffinki piernikowe bardzo lubię... szczególnie grudniową porą... Wiem, wiem, mamy maj... ale korzystając z okazji, że trwa weekend muffinkowy na Facebooku postanowiłam się podzielić tym przepisem.
Te babeczki robi się trochę inaczej niż klasyczne muffinki, ale są tak samo puszyste i naprawdę pyszne. Z tego samego przepisu piekę pyszne ciasto w tortownicy (z podwójnej porcji składników).



Składniki na 12 sztuk

1 szklanka* mąki pszennej (daję tortową)
½ szklanki brązowego cukru
2 jajka
75 g masła albo margaryny (ewentualnie 1/3 szklanki oleju)
szczypta soli
½ łyżeczki sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia  
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka przyprawy do piernika
1 łyżeczka ciemnego kakao
1 duża łyżka miodu
2 łyżki jogurtu naturalnego 
1 jabłko pokrojone w kostkę
2 łyżki posiekanych orzechów włoskich
2 łyżki migdałów
2 łyżki rodzynków

*używam szklanki o pojemności 250 ml


Przygotowanie muffinek najlepiej rozpocząć od obrania i pokrojenia w kostkę jabłka i posiekania orzechów, bo to zabiera najwięcej czasu :-)) A potem zrobić resztę.
Masło (albo margarynę) rozpuścić i zostawić do wystygnięcia. Białka ubić na sztywną pianę ze szczyptą soli, stopniowo dodawać cukier i po jednym żółtku. Utrzeć na gładką masę, dodać miód i jogurt.
Mąkę przesiać, wymieszać z sodą, proszkiem, kakao, przyprawą piernikową i cynamonem i dodawać powoli do ubitej masy jajecznej. Miksować na wolnych obrotach do połączenia składników. Dodać rozpuszczoną margarynę jeszcze chwilę miksować.
Na koniec dodać pokrojone w kostkę jabłka, roztopiony tłuszcz (można dodać olej), orzechy, rodzynki oraz migdały. Wymieszać łyżką.
Foremki do muffinek wypełnić do 2/3 wysokości, piec w 180 stopniach około 20 minut.
Upieczone muffinki można polukrować (2 łyżki cukru pudru wymieszać na gładką masę z 1 łyżeczką soku z cytryny i odrobiną wody) albo posypać cukrem pudrem.


Młoda kapusta z koperkiem


Gdy na targu pojawia się młoda kapusta to ja dostaję małpiego rozumu. Surówki, zupy, pakieciki z kurczaka na kapuście, gołąbki, ale przede wszystkim duszona kapusta z koperkiem. Z tych pierwszych główek robiłam surówki... ale w tym tygodniu kupiłam już pokaźną głowę za rozsądne pieniądze i zrobiłam moją ulubioną wersję kapusty na gęsto. Prostą, lekką i pyszną. Dla Zielonookiego jest dodatkiem do ziemniaków i mięsa a dla mnie daniem głównym, dodatkiem mogą być ze dwa młode ziemniaczki... i gdyby nie to, że jest tak wiele fajnych dań z kapustą w roli głównej, to taką na gęsto mogłabym jeść co drugi dzień.
Nie dodaję do niej ani zasmażki, ani śmietany... taką prostą wersję lubię najbardziej. Ale oczywiście jeśli ktoś ma ochotę może zaciągnąć kapustę śmietaną, sokiem pomidorowym czy zasmażką.


Składniki na 4 porcje:

1 spora główka młodej kapusty
2 duże cebule
opcjonalnie 2 średnie marchewki  (można nie dodawać)
1 łyżka ghee albo dobrej jakości smalcu (dla wege 2 łyżki oleju)
1 duży liść laurowy
2 ziarna ziela angielskiego
5 ziaren czarnego pieprzu
1/2 - 1 łyżeczki soli
½ łyżeczki mielonego pieprzu
szczypta chili
pęczek koperku
200 ml bulionu warzywnego albo wody

Młoda kapusta z koperkiem - przygotowanie:
Kapustę dobrze opłukać i pokroić w paski średniej grubości. Marchew obrać i zetrzeć na dużych oczkach. Cebulę obrać i pokroić w kostkę. W garnku rozgrzać ghe/ smalec albo olej, wrzucić cebulę i delikatnie ją podsmażyć (do lekkiego zrumienienia). Na cebulę wrzucić pokrojoną kapustę i tartą marchewkę, dodać wszystkie przyprawy i wlać gorący bulion. Gotować bez przykrycia* około 20 -25 minut, aż kapusta będzie miękka, a płyn prawie odparuje - co jakiś czas przemieszać (pod koniec gotowania pilnować, aby kapusta się nie przypaliła,  w razie potrzeby można podlać jeszcze odrobiną bulionu) Spróbować i ewentualnie doprawić solą i pieprzem.
Koperek pokroić drobno (bez łodyżek), dodać do kapusty i wymieszać. Podusić jeszcze 2 - 3 minuty i gotowe.
* kiedyś gotowałam kapustę pod przykryciem, nie trzeba jej było tak pilnować, ale traciła swój ładny kolor. Zdecydowanie bardziej apetyczna wychodzi gotowana bez przykrycia.



piątek, 20 maja 2011

Klasyka gatunku czyli najłatwiejsze kotlety mielone...


Jako, że jestem zwolenniczką polskiej kuchni chyba nikogo nie zdziwi fakt, że lubię kotlety mielone, przez niektórych zwane pulpetami czy klopsami. W ostatnich czasach robiłam je niezwykle rzadko i zastępowałam pulpecikami gotowanymi na parze. Ale ostatnio tak mi się ich chciało, że postanowiłam zrobić... i pewnie nie uwierzycie, ale sześć sztuk usmażyłam na 1 łyżeczce oleju, a to wszystko dzięki mojej dziurawej patelni Dry Cooker.
Gdy się za nie zabierałam byłam trochę sceptycznie nastawiona, ale ryzyk fizyk, próbować trzeba, najwyżej byłyby ugotowane ;-)) Okazało się, że to co niemożliwe stało się możliwe. I takim sposobem, bez większych kombinacji usmażyłam klasyczne mielone prawie beztłuszczowe :-))
Przepis jest banalnie prosty (wszystkie przepisy mojej mamy takie właśnie są) i pewnie nie będzie służył osobom doświadczonym w kuchni, ale z komentarzy i maili wiem, że na moim blogu jest sporo nowicjuszy, którzy być może będą chcieli przepis wykorzystać... Spełniam też życzenie Doroty, która już dawno prosiła mnie o przepis na najzwyklejsze mielone... Oczywiście mielone można usmażyć na większej ilości tłuszczu na klasycznej patelni... mnie zależało na tym, aby je tłuszczu pozbawić. Można też dodać do nich natkę pietruszki, pieczarki, paprykę... ale wtedy już nie będą najzwyklejsze :-)
Mięso, którego używam zawsze mielę sama, nigdy nie kupuję mielonego mięsa, bo nie wiem co w nim tak naprawdę jest. Dziś w wielu sklepach można wybrać sobie ładny kawałek mięsa i poprosić o zmielenie – nawet w takim niewielkim mieście jak moje jest kilka sklepów, w którym nie jest to problemem, więc serdecznie odradzam kupowanie mielonego mięsa w paczkach. Zyskamy i na jakości i na smaku.



Składniki na 6 dużych kotletów

500 g mięsa (użyłam chudego mięsa od szynki)
1 kajzerka
1 szklanka mleka (albo wody)
1 nieduża cebula
1 łyżeczka klarowanego masła albo oleju
2 czubate łyżki kaszy manny albo bułki tartej
1 duże jajko
1 łyżeczka soli
½ łyżeczki pieprzu
szczypta chili
2 czubate łyżki startego majeranku

bułka tarta do obtoczenia kotletów
tłuszcz do smażenia ( u mnie 1 łyżeczka oleju z pestek winogron)


Kajzerkę namoczyć w mleku (albo w wodzie), a gdy będzie miękka dobrze odcisnąć. Cebulkę pokroić w drobną kosteczkę i zeszklić na 1 łyżeczce roztopionego klarowanego masła (nie przysmażać). Mięso zmielić razem z odciśniętą kajzerką.
Do mięsa dodać cebulkę, 2 łyżki kaszy manny albo bułki tartej (osobiście wolę kaszę), jajko i przyprawy. Wyrobić na jednolitą masę (używam do tego własnej ręki odzianej w rękawiczkę jednorazową) i jeśli masa będzie zbyt luźna dodać łyżkę bułki tartej. Podzielić na 6 części. Uformować kotlety (okrągłe, owalne – jakie lubimy), obtoczyć w bułce tartej. Na rozgrzany tłuszcz włożyć kotlety i smażyć na wolnym ogniu po około 10 minut z każdej strony (zależy od tego, czy są bardziej płaskie czy bardziej pękate). Po przełożeniu na drugą stronę można przykryć patelnię pokrywką, wtedy kotlety będą bardziej soczyste.
Można też zrobić to nieco inaczej – kotlety na patelni tylko obsmażyć, a potem przełożyć je do naczynia żaroodpornego i wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na około 40 minut...
W mojej patelni Dry Cooker przygotowanie kotletów trwało jakieś 20 minut... i okazały się jeszcze lepsze niż te, które smażyłam klasycznie na większej ilości tłuszczu.

czwartek, 19 maja 2011

Risotto ze szparagami


Sezon szparagowy w pełni, więc grzechem byłoby z niego nie korzystać... Krem szparagowy z imbirem tak mi przypadł do smaku, że już trzeci raz go ugotowałam. Może i monotematyczna jestem, ale tak już mam, że jak coś mi pasuje to gotuję często...
Ale miłą odmianą było risotto. Ugotowałam duży garnek delikatnego bulionu, doskonałego do kremu ale i do risotta.
Nie przepadam za dodatkiem wina do risotta i świadomie z niego rezygnuję. Ale oczywiście jeśli ktoś chce może zrobić je z winem... nic nie jest zabronione :-))


Składniki na 2 porcje

6 czubatych łyżek ryżu arborio  
1 duża cebula
1 łyżka ghe albo oliwy
2 ugotowane marchewki z rosołu
250 g szparagów białych albo zielonych
2 - 2,5 szklanki* bulionu
pieprz, sól
1 łyżeczka masła

*używam szklanki o pojemności 250 ml

Szparagi obrać i ugotować na parze (albo w wodzie z dodatkiem soli i cukru) na półtwardo. Pokroić w kawałki, a miękkie główki odłożyć do dekoracji. Marchewki pokroić w plasterki albo grubszą kostkę.
Cebulę obrać, pokroić w bardzo drobną kosteczkę. Na głębokiej patelni rozgrzać ghee, wrzucić na nie pokrojoną cebulkę i podsmażyć, ale w taki sposób aby raczej zeszklić niż przypiec. Cebulka powinna pozostać jasna. Na patelnię wsypać suchy ryż i chwilę podsmażyć, aż ziarenka zaczną robić się lekko szkliste. Uważać, aby nie przypalić, bo risotto będzie gorzkie.
Do podsmażonego ryżu dodać szczyptę pieprzu i wlać około 200 ml gorącego bulionu. Przykryć i gotować na małym ogniu od czasu do czasu mieszając. Gdy ryż wchłonie bulion wrzucić pokrojone szparagi, wlać kolejną chochlę bulionu i dalej gotować pod przykryciem aż do całkowitego wchłonięcia płynu, wlać resztę bulionu i gotować do chwili wchłonięcia bulionu . Pod sam koniec dołożyć pokrojoną marchewkę i 1 łyżeczkę masła i wymieszać.
(Gdy robimy risotto z dużej porcji to bulion wlewamy na kilka razy - po chochli - do całkowitego wchłonięcia go przez ryż).
Przełożyć do miseczek, udekorować główkami szparagów. Można dodać zieloną pietruszkę czy kolendrę, ale osobiście uważam, że nie jest to konieczne... chyba, że do dekoracji.


Ogórki małosolne


Moja dzisiejsza wizyta na targu skończyła się tym, że mało mi ręce nie odpadły zanim dotargałam zakupy z samochodu do domu (a z parkingu kawałeczek mam)... Lubię wiosnę i te wszystkie świeże warzywa... przytargałam więc młodą kapustę (będzie duszona z koperkiem), dwa pęczki szparagów, bo krem z imbirem tak mi zasmakował, że będzie na kolację... kalarepę, pomidory, rzodkiewki, jajka... a do tego gruntowe ogórki. Od rodziców wzięłam czosnek i pewnie za dwa dni zacznę podżerać na pół ukiszone ogórki małosolne... już się nie mogę doczekać.

Ogórki małosolne w naszym domu robił zawsze Tata i zawsze były pierwszorzędne... wzięłam i się nauczyłam, choć w pierwszym roku mojego mieszkania bez rodziców Tata przyjechał i ogóraski mi zakisił. Dziś, po raz pierwszy w tym roku przytargałam duży słój z piwnicy i już są... robią się, a ja tuptam obok nich... jakby to miało pomóc w szybszym ukiszeniu... o ja naiwna.
Zielonooki się śmieje, że do jego przyjazdu w przyszły piątek nic już z nich nie zostanie... i pewnie ma rację... ale nie będę zołzą i we wtorek kupię kolejną partię, żeby na weekend były gotowe :-)
Są różne szkoły przygotowywania ogórków... ja swoje robię tak, jak nauczył mnie tata – dla mnie są najlepsze.
Składniki (na słoik, który widać na zdjęciu)
:
1,2 -1, 3 kg ogórków gruntowych
3 - 4 średnie ząbki czosnku
koper w ilości dowolnej (ja daję 3-4 gałązki, a jak świeży bez nasion to i cały pęczek)
2 - 3 liście chrzanu
korzeń chrzanu (kawałek)
sól - 1 czubata stołowa łyżka* soli na 1 litr wody (najlepsza jest sól kamienna niejodowana, nie morska)
opcjonalnie: kilka liści wiśni albo czarnej porzeczki (przeważnie nie daję, bo nie chce mi się jechać na drugi koniec miasta do rodziców, a pod blokiem porzeczek czy wiśni brak)

*jako, że łyżka łyżce nierówna podaję, że moja mieści 28 g soli i dla mnie to jest ta właściwa ilość, więc można sobie odważyć.

Ogórki dobrze umyć (ja je wrzucam do miski z zimną wodą i zostawiam na około 30 minut, wtedy stają się twardsze), czosnek i chrzan obrać.
Na spód słoja ułożyć 1 - 2 liście chrzanu i połowę kopru (liść wiśni albo porzeczki jeśli dodajemy). Na to wrzucić obrane ząbki czosnku (jeśli czosnek jest zeszłoroczny należy przekroić go na pół i wyciągnąć ze środka te kawałeczki, które zaczynają wyrastać – inaczej ogórki będą gorzkie) i pocięty w paseczki chrzan. Włożyć ogórki (dosyć ciasno, żeby nie pływały), na górę drugi liść chrzanu i resztę kopru.
Zalać wodą z solą w proporcji podanej w składnikach (można zalać ciepłą wodą, wtedy szybciej zaczyna się proces kiszenia - ja wolę zalene zimną, bo wg mnie wychodzą smaczniejsze). Proporcje są ważne, bo gdy damy za dużo soli będą nie do zjedzenia, podobnie ze zbyt dużą ilością czosnku czy chrzanu. Wszystko musi mieć jakieś granice.
W zależności od tego jaka jest temperatura ogórki dobre do jedzenia po 4-6 dniach... ja się dobieram do nich już po 3, bo lubię takie na pół ukiszone – z białym środkiem ;-))


środa, 18 maja 2011

Rozwiązanie konkursu z kawą Tchibo Exclusive 100% Arabica


Wszystkie historie przez Was opowiedziane są bardzo fajne, ciekawe i każda ma w sobie coś, za co warto ją nagrodzić... Niestety, nagród jest tylko pięć, a wybór był niezwykle trudny. Jedną z nagrodzonych osób wybrał Zielonooki, pozostałe cztery wybrałam ja... i naprawdę długo trwało zanim podjęłam ostateczną decyzję... Wypisałam sobie na karteczce 10 osób i dumałam. Najchętniej zrobiłabym losowanie, ale sponsor wykluczył taką możliwość.
Ale w końcu musiałam podjąć ostateczną decyzję i mam nadzieję, że nikt nie poczuje się urażony, bo to jednak zabawa. 
Nagrodą jest: 5 zestawów w postaci 2 filiżanek Tchibo oraz 2 x 250g kawy Tchibo Exclusive 100% Arabica. 


Oto autorzy a właściwie autorki nagrodzonych przeze mnie historii:

Polly, za to, że pokazała mi sposób na zagospodarowanie mojego koniaku, który stoi w barku od lat... spróbowałam i faktycznie kawa smakuje super :-))

Żaneta, która udowadnia, że relacje sąsiedzkie bywają serdeczne a kawa łączy pokolenia.

Karola, za „babskie sabaty” i przypomnienie mi o tym, że i w naszym domu, w okolicy świąt, pojawiała się dobra zachodnia kawa.

Joasia js28 za to, że jako jedna z niewielu była cierpliwa i swoją pierwszą kawę wypiła w 18-ste urodziny.

Osobą wybraną przez Zielonookiego jest: (gdyby nie On to ja z pewnością wybrałabym tę historię)

Sendy za romantyzm i męczeńską postawę... dla miłości warto się czasem poświęcić :-)

Gratuluję serdecznie wszystkim nagrodzonym, a pozostałym serdecznie dziękuję za udział w zabawie. Konkurs nie był prosty, trzeba było dać kawałeczek siebie, więc tym bardziej jestem pełna podziwu dla każdego z Was. 

Wszystkie nagrodzone Panie proszę o przesłanie adresów wraz z numerami telefonów (aby ułatwić życie kurierowi) na mój adres:  margarytka75@vp.pl
Na adresy czekam do soboty, ale oczywiście czym szybciej tym lepiej. Gdy będę miała wszystkie dane od razu prześlę je sponsorowi i mam nadzieję, że nagrody dotrą do Was szybko...mam nadzieję, że będziecie zadowolone.

piątek, 13 maja 2011

Konkurs z kawą Arabica - start po raz drugi.


Kochani, przepraszam Was bardzo, ale z przyczyn zupełnie ode mnie niezależnych wcięło  notkę konkursową i wszystkie komentarze, które zostały dodane... Te konkursowe komentarze mam jednak w mailu, więc są do odtworzenia. Jednak tylko te, bo na nie jeszcze nie zdążyłam odpowiedzieć. Wszystkie pozostałe komentarze, które się pojawiły wczoraj po południu i na które odpowiedziałam też poszły w niebyt. Nie mam pojęcia, co to była za awaria na blogspocie, ale widzę, że nie dotyczy tylko mnie ale praktycznie wszystkich... wczorajsze notki po prostu wyparowały razem z komentarzami. 
Na szczęście moje obrzydliwe zorganizowanie spławiło, że mam zapisane wszystkie notki w Wordzie i nie ma problemu z ich odtworzeniem... 
Przepraszam Was za to zamieszanie i  mam nadzieję, że to Was nie zniechęci do udziału w konkursie... Pojęcia nie mam, czy notka, która zniknęła pojawi się ponownie... ale postanowiłam ją odtworzyć.

Dziś o kawie będzie trochę... bo mam dla Was konkurs... ja go organizuję, a nagrody sponsoruje Tchibo. Zgodziłam się na organizację tego konkursu, bo sama jestem kawoszem. Z materiałów, które dostałam dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy na temat kawy i chętnie się nimi z Wami podzielę... a potem podam szczegóły dotyczące konkursu.


Botanicy wyróżniają około 60 rodzajów z gatunku kawowców, ale tylko dwa z nich mają znaczenie dla kawoszy, bowiem 99% kawy uprawianej na plantacjach zalicza się do jednej z dwóch grup: Robusta i Arabika. Plantatorzy skłaniają się raczej ku uprawie drzew Robusty (pochodzi z lasów deszczowych Kongo), bo ta odmiana jest dużo mniej wymagająca, szybko owocuje i jest bardziej odporna na choroby. Uprawa Arabiki stanowi dla plantatorów dużo większe wyzwanie, bo te drzewa mają dużo większe wymagania dotyczące równomierności opadów oraz poziomu temperatury niezbędnych na etapie dojrzewania. Ale wysiłek plantatorów nie idzie na marne, bo cenne ziarna Arabiki mają niezwykły aromat i delikatny smak (ja osobiście nie znoszę Robusty, sam zapach jest dla mnie nie do zniesienia). Ale jak się okazuje nie wszystkie ziarna odmiany Arabiki są takie same – wszystko zależy od tego gdzie rosną. Podobno ponad połowa kawy na świecie uprawiana jest w Brazylii (tu molom książkowym polecam świetną książkę Any Veloso „Zapach kwiatów kawy” - powieść niezwykła i wciągająca) i ta kawa ma raczej łagodny smak. Kawa z Afryki jest kawą bardziej intensywną, bardziej aromatyczną, a ta z Ameryki Środkowej ma lekko kwaskowy posmak.
Istnieje jednak jedna cecha zupełnie niezależna od kraju czy regionu: im wyżej uprawiana tym kawa jest lepsza... czyli jakość pochodzi z gór. Na dużych wysokościach panuje chłodny klimat i dzięki niemu ziarna kawy mają wiele czasu, aby ich smak i aromat mogły dojrzeć. Jednak zbiory na tych terenach są mniejsze i dużo trudniejsze niż na nizinach, więc i cena tej kawy jest wyższa.
Ale nie od dziś wiadomo, że za jakość się płaci...

No dobrze, nie będę Was zanudzać... ogłaszam konkurs na najciekawsze mini opowiadanie pt.
„Mój pierwszy raz z kawą Arabica”
czyli wspomnienie o tym kiedy i w jakich okolicznościach kawa Arabica zagościła w moim życiu.
Można dołączyć swój ulubiony przepis na dania z dodatkiem kawy Arabica (chętnie wypróbuję).
Pewnie nie jest to najłatwiejsze zadanie, ale w końcu każdy z nas ma jakieś swoje wspomnienia – warto pogrzebać w pamięci... albo po prostu zaangażować swoją wyobraźnię... nie będę dociekać na ile prawdziwe są to wspomnienia ;-)))
Czas trwania konkursu: 12 - 17 maja. W konkursie wezmą udział tylko opowiadania umieszczone w komentarzach pod tym postem. Wybiorę pięć najciekawszych (najzabawniejszych, wzruszających, intrygujących) a wyniki podam 18 maja i przez trzy dni będę czekała na dane adresowe zwycięzców.
I te osoby zostaną nagrodzone przez sponsora czyli przez Tchibo (więc to nie ja będę wysyłała nagrody). Do wygrania jest 5 nagród w postaci 2 filiżanek Tchibo oraz 2 x 250g kawy Tchibo Exclusive 100% Arabica.




Weekend przez nami, więc liczę na to, że będzie się Wam chciało chcieć... ja dla odmiany jadę na dwudniową wycieczkę (z pracy).

Na zachętę powiem Wam jak zaczęła się moja przygoda z kawą Arabica (bo tylko taką pijam). Otóż mając lat naście stałam w długich kolejkach na tyłach sklepu właśnie za kawą. Czasem, zanim rodzice dotarli z pracy ja już odstałam dwie kolejki (sprzedawali po 1 paczce 100g) i byłam szczęśliwą posiadaczką dwóch paczek... a potem z rodzicami jeszcze raz kupowałam. I zawsze po takiej „akcji”, gdy wracaliśmy do domu to mama parzyła mi maleńką filiżankę kawy (filiżanka niestety nie ocalała, nad czym ubolewam, bo była niezwykła)... z cukrem i mlekiem. I taką właśnie kawę – parzoną, słodką i z mlekiem lubię do dziś... Od pewnego czasu kupuję kawę tylko w ziarnach, sama ją mielę i wiem, że piję kawę dobrej jakości. Zaparzona w ekspresie ciśnieniowym smakuje wspaniale... ale poranna, parzona po turecku jest jedyna w swoim rodzaju i chyba nigdy z niej nie zrezygnuję.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...