środa, 12 sierpnia 2015

Amerykanki (amoniaczki) – wspomnienie szkolnych lat

Te ciastka zawsze będą kojarzyły mi się ze szkolnymi latami, bo wtedy amerykanki zwane przez niektórych amoniaczkami rządziły. Skąd ta nazwa? Nie mam bladego pojęcia. Tak się nazywały od zawsze i pod tą nazwą są u nas sprzedawane po dziś dzień.
Kilka lat temu mama mojego kolegi, pani Krysia poczęstowała mnie domową amerykanką i podzieliła się przepisem. Przepis włożyłam do zeszytu i jakoś o nim zapomniałam. Co jakiś czas bratowa wspomniała, że mogłabym spróbować upiec amerykanki, bo ona chętnie by zjadła. No i w końcu nadszedł ten dzień – upalna niedziela. A ja mimo upału zakasałam rękawy i upiekłam amerykany. I nawet zostałam za nie ucałowana.
Nie do końca są takie jak były te sprzed wielu lat. Tamte były cięższe, bardziej zbite i mocniej czuć je było amoniakiem, a moje wyszły bardzo puszyste i rozpływają się w ustach. Ale ja popracuję jeszcze nad tym przepisem, gdy zrobi się nieco chłodniej i znajdę ten smak sprzed 30 lat. Być może jest to kwestia rodzaju mąki i ilości amoniaku. Potrenuję i z pewnością odkryję tajemnicę.
Przy pieczeniu tych ciastek pojawia się niezbyt przyjemny zapach, trzeba uważać przy wyciąganiu blachy z piekarnika, żeby się nie sztachnąć amoniakiem. No i otwarte okna mile widziane.
A teraz już przepis na pyszne, delikatne amerykanki. Z przepisu wyszło mi 20 całkiem sporych ciastek. Pierwszą partię zrobiłam nieco za dużą, ale przy kolejnych nakładałam mniejsze porcje ciasta i wyszły takie jak trzeba.

Mnie osobiście najbardziej smakują bez lukru, ale ja nie przepadam za bardzo słodkimi wypiekami.
 

Składniki na 20 ciastek:

530 g mąki pszennej tortowej typ 450
250 ml mleka (używam 2 %)
3 duże jajka (moje o wadze 75 g)
125 g roztopionego, ostudzonego masła
200 g drobnego cukru do wypieków (niepełna szklanka)
20 g (2 czubate łyżeczki) wodorowęglanu amonu (amoniaku spożywczego)

Lukier:
cukier puder – zużyłam trochę ponad 2 szklanki o pojemności 250 ml
1 łyżka soku z cytryny
gorąca woda - ilość trudna do określenia, ale nie jest jej wiele


Piekarnik nagrzać do 175 stopni (góra – dół, bez termoobiegu)
Mąkę przesiać razem z wodorowęglanem amonu. Jajka wbić do miski, dodać cukier i zmiksować do rozpuszczenia się cukru, wlać mleko i wymieszać. Dodać mąkę i zmiksować. Dolać rozpuszczone masło i ponownie zmiksować do uzyskania jednolitej masy. Ciasto powinno być dosyć gęste.
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, który posmarować lekko olejem (pierwszej partii nie posmarowałam i ciężko się odlepiały). Na blachę wykładać po łyżce ciasta w dużych odstępach, bo ciastka bardzo mocno rosną – najlepiej wykorzystać dużą blachę z piekarnika i wykładać po 5 porcji ciasta. Pozostałe ciasto spokojnie może stać na blacie, nic mu się nie dzieje.
Blachę wstawić do gorącego piekarnika (mniej więcej w połowie wysokości) i piec amerykanki przez około 15 minut – powinny się tylko bardzo delikatnie zrumienić z wierzchu (od spodu będą nieco bardziej brązowe). Wyciągnąć, przełożyć na kratkę o zostawić do wystygnięcia. Przy otwieraniu piekarnika uważać, bo wydobywa się dosyć intensywny zapach amoniaku, który znika po wystudzeniu ciastek.
Przygotować lukier. Do cukru pudru wlać sok z cytryny i łyżkę gorącej wody, rozmieszać. Jeśli lukier jest zbyt gęsty wlać jeszcze odrobinę wody – ja leję prosto z czajnika, więc trudno mi dokładnie to określić. Lukier powinien być gęsty.
Na każde ciasto (na płaską stronę) wlać mniej więcej łyżeczkę lukru i rozsmarować – mnie najlepiej wychodzi to z pomocą zwykłego noża. Zostawić do zastygnięcia i gotowe. 



poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Z serii "coś na zimę": Wiśnie w syropie

Bardzo prosty sposób na zamknięcie kolejnych owoców lata w słoiczku. Wiśnie w syropie są świetnym dodatkiem do deserów, robię na ich bazie sos do budyniu czy lodów, a czasem wykorzystuję po prostu jako kompot dolewając do syropu trochę wody.
Nic trudnego w tym nie ma. Dwa składniki, słoiczki i trochę pracy przy drylowaniu, bo potem to już idzie szybko.
Ja wiśnie robię w małych słoiczkach, bo przeważnie potrzebuję właśnie taką porcję, ale przy większej rodzinie spokojnie można zapakować je do większych słoików i i wtedy wyjdzie ich po prostu mniej.
Na każdy kilogram wiśni daję 350 g cukru. Można dać więcej, wtedy syrop będzie słodszy - wszystko wg uznania.


Składniki na 8 słoików po 320 ml:

2 kg wiśni – ja używam odmiany Panda, bo są duże, mięsiste, słodkie i soczyste
700 g cukru 

Wiśnie opłukać, zostawić na durszlaku, aby trochę przeschły, wydrylować – ja to robię nożykiem, bo drylownica tak mnie tak denerwowała (przepuszczała dużo pestek), że znalazła swoje mieszkanie na śmietniku.
Wydrylowane owoce przesypać cukrem i zostawić na 24 godziny, aby puściły sok. Po kilku godzinach można je delikatnie wymieszać, a na noc wstawić do lodówki. Gdy większość cukru się rozpuści, a wiśnie puszczą sporo soku przełożyć do słoiczków i zalać powstałym sokiem – jeśli na dnie miski zostanie trochę nierozpuszczonego cukru to też go dołożyć do słoiczków, rozpuści się w trakcie pasteryzacji.
Słoiczki wstawić do garnka wyłożonego ściereczką, wlać tyle wody, aby sięgała do wysokości 2/3 słoiczków, przykryć. Od chwili wrzenia pasteryzować 10 minut. Wyciągnąć słoiki z garnka, przykryć ściereczką i zostawić do całkowitego wystygnięcia. 


Takie wiśnie wykorzystuję zimą do przygotowania np. takiego sosu do budyniu - wystarczy trochę mąki ziemniaczanej i cynamonu i mamy pyszny dodatek do deseru:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...