Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miodownik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miodownik. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Miodownik

Miodownik to ciasto mojego dzieciństwa... I wcale nie było związane ze świętami Bożego Narodzenia, ale z feriami zimowymi, które czasem zdarzało mi się spędzać u babci (gdy nie wyjeżdżałam na zimowiska). Babcia bowiem miodownika nie piekła na święta, przynajmniej ja tego nie pamiętam. Ale w ferie było to ciasto obowiązkowe, mocno miodowe z masą grysikową. Do dziś pamiętam, że moim zadaniem było mieszanie ugotowanej kaszy manny, aby nie zrobiła się na niej twarda skórka.
Nie robiłam tego ciasta już całe lata, ale przepis się zachował i pomyślałam, że już czas... Jako, że moja babcia nigdy nie używała do pieczenia margaryny, to i ja byłam nauczona pieczenia na maśle. Kiedyś nawet by mi przez myśl nie przyszło, że można piec na margarynie. Ale dziś czasem jej używam do wypieku ciast, jednak nigdy do kremów. I dlatego miałam pewne obawy, gdy zostałam zaproszona przez ZT Bielmar, producenta Palmy z Murzynkiem do wspólnego pieczenia miodownika. 
Krem na margarynie = przerażenie w moich oczach. Moja bratowa jednak stwierdziła, że mam piec, bo i tak ciasto zostanie zjedzone. No i okazało się, że nie taki diabeł straszny. Rodzina uznała, że krem jest w porządku, taki jak być powinien. Wg mnie margaryna do ciasta jest w porządku, ale do kremu jednak wolę masło... być może to tylko moje wrażenie i przyzwyczajenie do określonego smaku, ale jednak masło to masło i nic tego nie zmieni. 
Przepis babciny, jednak z małą zmianą. Babcia ostatni blat miodownika piekła z karmelizowanymi orzechami (podobnie jak ja orzechowiec) i nie polewała całości czekoladą. Ja z pewnych rodzinnych względów dokonałam tej małej zmiany i przygotowałam miodownik z polewą taką jak do babki czekoladowo – pomarańczowej. Dodatek powideł albo dżemu sprawia, że ciasto jest lekko kwaskowe, co mojej rodzinie bardzo odpowiada. 


Składniki na ciasto o średnicy 23 cm:

ciasto:
500 g mąki wrocławskiej typ 500 (3 szklanki*)
125 g drobnego cukru (½ szklanki)
165 g miękkiego miodu (3 pełne łyżki) – dałam miód wielokwiatowy
125 g margaryny (u mnie Palma z Murzynkiem)
2 całe duże jajka (używam jajek 70 g)
1 żółtko
7 g proszku do pieczenia (czubata łyżeczka)
13 g sody oczyszczonej (czubata łyżeczka)
szczypta soli

krem:
750 ml mleka (użyłam 2%)
165 g grysiku (10 pełnych łyżek / niepełna szklanka)
125 g cukru ( ½ szklanki) – użyłam domowego waniliowego
1 łyżeczka pasty waniliowej (można użyć olejku waniliowego albo rumowego)
1 kostka masła

polewa:
50 g gorzkiej czekolady
40 g masła
15 g dobrego ciemnego kakao (1 czubata łyżka)
35 g cukru (2 pełne łyżki)
3 - 4 łyżki śmietany kremówki 30 – 36 %
½ łyżeczki żelatyny rozpuszczonej w 2 łyżeczkach gorącej wody

dodatkowo:
słoiczek powideł śliwkowych albo dowolnego dżemu (u mnie domowy truskawkowo – agrestowy)
kilka połówek orzechów włoskich

*szklanka o pojemności 250 ml – do szklanki weszło mi około 165 g mąki wrocławskiej (mąki tortowej wchodzi więcej – około 180g)


Wszystkie składniki ciasta (w temperaturze pokojowej) wyłożyć na stolnicę i zagnieść gładkie ciasto (można skorzystać z pomocy robota, co ja osobiście zrobiłam). Podzielić na 5 części (każda mniej więcej po 210 – 215 g) - można podzielić na 7 - 8 części, wtedy placki będą cieńsze. Każdą część rozwałkować na papierze do pieczenia na okrąg o średnicy 23 cm albo bezpośrednio w tortownicy posmarowanej tłuszczem i posypanej mąką. Piekarnik nagrzać do 175 – 180 stopni (góra – dół). Każdy placek nakłuć widelcem, włożyć do nagrzanego piekarnika i piec około 10 -15 minut do ładnego zrumienienia. Placki po upieczeniu są miękkie i delikatne, więc należy uważać przy przenoszeniu ich na kratkę (twardnieją po wystygnięciu).

500 ml mleka wlać do rondla, wsypać cukier, dodać pastę waniliową albo olejek i zagotować. Do pozostałego mleka wsypać grysik i wymieszać (zrobić to chwilę przed wlaniem do gotującego się mleka, bo kaszka szybko pęcznieje). Gdy mleko się zagotuje wlać kaszkę i gotować kilka minut ciągle mieszając, aż kaszka będzie gęsta. Zostawić do wystygnięcia, jednak mieszać co kilka minut, aby nie zrobiła się twarda skórka na powierzchni.
Masło utrzeć mikserem na puszystą masę i dodawać po łyżce grysiku ciągle ucierając, aż do wykorzystania całej masy. Jeszcze chwilę ucierać do uzyskanie puszystego kremu. Podzielić na cztery części.

Na paterze ułożyć jeden blat ciasta, wyłożyć warstwę kremu i równo rozsmarować. Przykryć drugim krążkiem ciasta, który najpierw posmarować dżemem, a następnie kremem. Położyć kolejny krążek i warstwę kremu. Czwarty krążek ciasta podobnie jak drugi posmarować najpierw dżemem, a potem kremem. Przykryć ostatnim krążkiem ciasta. Założyć obręcz cukierniczą, a górę przykryć folią aluminiową (przy braku obręczy cukierniczej całość owinąć folią aluminiową). Wstawić do lodówki na minimum 12 godzin (u mnie stał 16 godzin – zrobiłam popołudniu i wstawiłam do lodówki na całą noc).
Na drugi dzień przygotować polewę. Żelatynę wsypać do szklanki, zalać 2 łyżeczkami gorącej wody, rozmieszać i szklankę umieścić w miseczce z gorącą wodą, aby żelatyna się nie ścięła. Masło, śmietanę, kakao, cukier, czekoladę połamaną na kawałki umieścić w garnuszki i podgrzać. Gdy masa będzie gorąca wlać rozpuszczoną żelatynę i wymieszać. Zostawić na kilka minut do przestygnięcia.
Miodownik wyciągnąć z lodówki, zdjąć folie i obręcz. Udekorować przestudzoną polewą, ozdobić orzechami. I ponownie wstawić do lodówki.
Ciasto najsmaczniejsze jest po 2 – 3 dniach, gdy placki miodowe skruszeją. Jest to więc niewątpliwie zaletą tego ciasta, gdy chcemy przygotować je na święta, bowiem można, a nawet trzeba zrobić je dwa dni wcześniej. 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...