Ten makowiec to jedno z niewielu ciast, które moja Mama piekła od wielu lat. Jest pyszny, zawsze smakuje rewelacyjnie, a przepis na ciasto pochodzi ze starej książki dla uczniów szkół gastronomicznych p. Kazimiery Pyszkowskiej pt. "Gospodarstwo domowe", którą moja Mama kupiła po ślubie i która jest jej kuchenną biblią po dziś dzień. Ja również mam swój egzemplarz, choć zdecydowanie młodszy i chętnie do niego zaglądam. Od kilu lat makowiec piekę ja, bo mama już nie ma tyle sił, co kiedyś.
W przepisie zmieniłam trochę recepturę przygotowania masy makowej, dodałam bakalie, które mielę razem z makiem, bo moja bratowa nie lubi, gdy coś jej skrzypi w zębach. Przez jakiś czas kupowałam gotową masę makową, dodawałam bakalie... ale to jednak nie to samo, choć w przypadku braku czasu jest to jakieś wyjście (jedna duża puszka + bakalie wystarczy na 2 makowce).
Lubię, gdy w makowcu jest dużo masy, a mało ciasta. W tym roku zaszaleję i zrobię dwa makowce – jeden taki jak w tym przepisie - z masą z niebieskiego maku, a drugi z masą z białego maku (taką jaką przygotowałam do rogali marcińskich).
Makowiec może po bokach popękać - czasami się tak po prostu dzieje. Można też zawinąć ciasto w papier do pieczenia (zostawiając ok. 2 cm luzu) i wtedy po upieczeniu otrzymam makową roladę - ale dla mnie strucla ma być w miarę płaska, dlatego zabiegu z papierem nie dokonuję.
Makowiec może po bokach popękać - czasami się tak po prostu dzieje. Można też zawinąć ciasto w papier do pieczenia (zostawiając ok. 2 cm luzu) i wtedy po upieczeniu otrzymam makową roladę - ale dla mnie strucla ma być w miarę płaska, dlatego zabiegu z papierem nie dokonuję.
Składniki na 2 duże makowce:
Rozczyn:
50 g świeżych drożdży
1 łyżka ciepłego mleka
1 czubata łyżeczka jogurtu naturalnego
1 czubata łyżeczka jogurtu naturalnego
1 łyżka mąki pszennej luksusowej albo tortowej
1 łyżeczka cukru
Ciasto:
4 żółtka
150 g drobnego cukru do wypieków (nie pudru)
¾ szklanki* ciepłego mleka
szczypta soli
500 g mąki pszennej luksusowej albo tortowej
2 łyżki cukru waniliowego (u mnie domowy)
100 g masła
Masa makowa:
500 g maku
1 litr mleka
250 g cukru
50 g masła
10 g świeżych drożdży
2 białka
kilka kropli olejku migdałowego albo 3 - 4 łyżki likieru amaretto (osobiście wolę amaretto)
150 g bakalii: orzechy, rodzynki, migdały, skórka cytrynowa albo pomarańczowa
Lukier:
cukier puder
1 łyżka soku z cytryny
gorąca woda
*używam szklanki o pojemności 250 ml
*używam szklanki o pojemności 250 ml
Masa:
Mak zalać mlekiem, doprowadzić do wrzenia i gotować około 30 minut na wolnym ogniu. Ostudzić, odsączyć na bardzo drobnym sicie wyłożonym gazą, dobrze odcisnąć. Zemleć trzykrotnie razem z bakaliami (oprócz skórki cytrynowej/pomarańczowej). Można bakalii nie mielić, a jedynie je posiekać i dodać do zmielonej masy makowej.
Drożdże rozetrzeć z 1 łyżeczką cukru, dodać je do maku razem z cukrem, aromatem, skórką cytrynową albo pomarańczową i stopionym masłem. Białka ubić na sztywną pianę, dodać do masy i delikatnie wymieszać.
Ciasto:
Przygotować rozczyn: połączyć cukier z jogurtem i ciepłym mlekiem, rozmieszać drożdże i dodać mąkę.
Żółtka utrzeć z cukrem (najlepiej drewnianą kulą do ucierania ciasta albo trzepaczką blendera), dodać mąkę, rozczyn i roztopione, ale nie ciepłe masło i pozostałe produkty. Wyrobić na gładkie ciasto.
Zostawić na około 60 minut w ciepłym miejscu do wyrośnięcia, aby podwoiło swoją objętość. Ciasto powinno być dosyć luźne, ale nie lepiące.
Ciasto podzielić na 2 części, każdą rozwałkować na prostokąt o grubości 1 -1,5 cm, posmarować rozkłóconym białkiem, nałożyć masę makową i zawinąć - najpierw boki założyć delikatnie do środka (ok 1 cm), a potem zwinąć w roladę.
Przełożyć na papier na dużej blasze albo włożyć w dwa korytka wysmarowane masłem i posypane mąką (w korytkach makowiec wyrasta bardziej do góry, bo ograniczają go brzegi i nie jest taki płaski – ja lubię płaski). Zostawić na pół godziny aż podrosną, nakłuć widelcem na całej długości, posmarować wodą albo rozkłóconym jajkiem (można makowce zawinąć w papier do pieczenia zostawiając ok. 2 cm luzu, wtedy będą bardziej okrągłe niż płaskie, ale i ryzyko pęknięcia będzie dużo mniejsze) i wstawić do nagrzanego do 170 stopni (góra - dół) piekarnika.
Piec około 30 - 40 minut – do ładnego zrumienienia.
Po wystygnięciu polukrować (lukier utrzeć z cukru pudru, soku z cytryny i gorącej wody).
A to dowód na to, że z makowcami nigdy nic nie wiadomo. To samo ciasto, ta sama masa - składniki wrzucone na wagę, dokładnie odmierzone, aby były dokładnie w tej samej ilości. I co? I jeden makowiec jak malowany, a drugi popękany.
Moje makowce nie były zawijane w papier, więc ryzyko pęknięcia w takim przypadku zawsze jest większe (mnie akurat to nie przeszkadza).






