wtorek, 15 listopada 2016

Robot Kohersen Mycook 8001. Zdrowe posiłki, piękna kuchnia - recenzja produktu.


Robot Kohersen Mycook pojawił się w mojej kuchni jakiś czas temu. W zasadzie nie wiedziałam, czy mi jest w ogóle potrzebny, wszak różnych urządzeń w mojej kuchni nie brakuje. Podobnych urządzeń na rynku jest kilka, więc nie będę przeczyć, że tematem się interesowałam od jakiegoś czasu. Dwa razy zostałam zaproszona przez znajomych na prezentację podobnego sprzętu innej firmy... Z jednej mnie wyrzucono, bo zadawałam zbyt wiele pytań, na które osoba prowadząca pokaz odpowiedzieć nie umiała, bądź nie chciała... nauczona doświadczeniem na drugiej prezentacji się nie wychylałam, ale prowadząca je dziewczyna zachęcała do zadawania pytań, więc mnie worek z pytaniami się rozsypał i przyznam, że zostałam mile zaskoczona, bo uzyskałam odpowiedzi na wszystkie moje trudne pytania... I pomyślałam sobie, że w sumie fajnie, gdy ludzie sprzedają coś, o czym wiedzą prawie wszystko.
Gdy robot Kohersen Mycook pojawił się w mojej kuchni, popatrzyłam na niego i pomyślałam: „fajny, ładny, ale czy użyteczny, czy będę potrafiła wykorzystać jego możliwości?” Nie przekonałabym się, gdybym nie spróbowała z nim popracować. 


Początkowo nie rozstawałam się z książką, która jest dołączona do robota i zawiera całkiem pokaźny zbiór fajnych i prostych przepisów. 



Funkcje robota opanowałam dosyć szybko i przyznam, że praca z nim okazała się bardzo przyjemna. Robot z pewnością przypadnie do gustu zwolennikom urządzeń zintegrowanych, bowiem sieka, kroi, ubija, wyrabia ciasto, miksuje, emulguje, gotuje, podsmaża, gotuje na parze. Można z jego pomocą przygotować zupy, dania główne, ciasta, desery, sałatki, surówki, napoje, pasty do kanapek, a także majonez czy marynaty do mięs.
Robot wykorzystuje technologię grzania indukcyjnego, które pozwala na równomierne gotowanie potraw poprzez rozprowadzane powietrze, a tym samym na szybsze przygotowanie posiłków. Temperatura w trójwarstwowej, stalowej misie ustawiana jest ręcznie od 40 do 120 stopni Celsjusza – można ją dobrać do przygotowywanej potrawy.
Robot składa się z głównej misy, która jest wykonana ze stali wysokiej jakości, dodatkowo ma sito, które można wykorzystać do gotowania ryżu, makaronu albo ziemniaków, gdy przygotowuje się obiad na parze – wszystko w jednym garnku. A wszystko wieńczy misa do parowania, do której naprawdę można sporo włożyć. 


Wyposażony jest w prosty, intuicyjny, dobrze oznaczony panel sterowania, na którym ustawia się czas, temperaturę i moc oraz sposób pracy (miksowanie, ugniatanie, turbo). Robot ma wbudowaną wagę, która jest bardzo przydatna przy przygotowaniu ciast, ale docenią ją też osoby będące na diecie, które ważą produkty przygotowując swoje posiłki. 
Wyświetlacz jest bardzo czytelny i pokazuje co obecnie jest ustawione i co robot robi. 


Czyszczenie robota Kohersen Mycook jest bardzo proste. Noże znajdujące się w misie posiadają opatentowany zacisk, dzięki któremu możliwe jest dokładne umycie ich bez zagrożenia zacięciem. Można je także wyjąć z misy by dokładniej wyczyścić resztki jedzenia. Misę można też umyć wlewając do niej wodę i uruchomiając wirujące noże, a następnie wypłukać i wytrzeć do sucha. Trzeba tylko uważać, aby nie zanurzyć zespołu noży w wodzie. Ostrzenie noży też jest bardzo proste, wystarczy wrzucić kostki lodu i je zmiksować, a noże zostaną naostrzone.
Robot ma sporo funkcji, o których spróbuję opowiedzieć, choć prawda jest taka, że w jednym wpisie nie da się zawrzeć wszystkiego, bo możliwości robota są ogromne.


Gotowanie:
Ja swoją przygodę z robotem zaczęłam od przygotowania bulionu warzywnego i kremu marchewkowego z imbirem. Do koszyczka wrzuciłam warzywa, przyprawy, wlałam wodę, ustawiłam temperaturę i czas gotowania i poszłam poczytać książkę... Koszyk z warzywami wyciągnęłam, a w misie został mi czysty bulion, do którego wrzuciłam marchewki, ziemniaka, dodałam przyprawy i ugotowałam, a potem od razu zmiksowałam w tym samym naczyniu i doprawiłam do smaku. Proste, szybkie i bez brudzenia kilku rzeczy.
Potem przygotowałam jeszcze kilka innych zup, bo nie da się ukryć, że jestem ich fanką i mogę jeść na obiad i kolację. A gotowanie ich w robocie sprawia, że wreszcie opanowałam gotowanie małych porcji zupy (misa jest 2 litrowa), bo dotychczas były to raczej porcje dla kompani wojska, które często lądowały zawekowane w słoikach, bo przecież jedzenie tej samej zupy przez tydzień może się znudzić. 







Gotowanie na parze:
To również funkcja, która bardzo przypadła mi do gustu. Uwielbiam parowane warzywa i już nie muszę wyciągać dużego parowaru, bo misa do parowania jest na tyle duża, że mogę spokojne przygotować cały obiad dla nas dwojga, a gdybym się uparła i wykorzystała również koszyk do misy to nawet dla czworga. 







Ubijanie:
Funkcja ubijania doskonale się sprawdza przy robieniu bitej śmietany czy masła, również niewielka ilość białek na bezy pozwala się doskonale ubić. Dotychczas masło robiłam sporadycznie, a w tym robocie idzie to błyskawicznie. Od wlania śmietany do uformowania osełki masła minęło jakieś 6 – 7 minut. Czyli tak naprawdę niewielkim nakładam czasu i pracy można zrobić domowe masło, a dodając czosnek, koperek czy pietruszkę uzyskać dobrze wymieszane masło smakowe.





Emulgowanie:
Ta funkcja pozwala na przygotowanie domowych sosów, majonezu czy lodów. Wystarczy włożyć wszystkie składniki do misy i po kilku minutach możemy się cieszyć domowymi lodami czy sosami. Odrobinę więcej zachodu wymaga przygotowanie majonezu, ale to normalne, wszak olej trzeba zawsze wlewać bardzo powoli.

Rozdrabnianie, rozcieranie, szatkowanie:
Robot pozwala na przygotowanie mięsa na tatara, które jest idealnie posiekane, ale równie dobrze sprawdza się przy farszach mięsnych do pierogów czy krokietów.
Rozcieranie sprawia, ze produkty zostają rozdrobnione, ale nie zmielone na proszek, więc możemy uzyskać idealnie pokruszony lód czy pure, wszelkiego rodzaju kremy czy koktajle.
Szatkowanie doskonale sprawdza się, gdy chcemy przygotować surowe warzywa do zupy czy na surówkę. 



Mielenie, proszkowanie:
Mąka ryżowa, gryczana, jaglana – to produkty, o które ciężko w sklepach, a z pomocą robota w kilka sekund można zmielić ziarna na pył i mieć idealną, drobną mąkę do wykorzystania w wypiekach i deserach. Ja pokusiłam się o przygotowanie naleśników ryżowych, wystarczyło zmielić ryż, dodać pozostałe produkty, zmiksować i ciasto na naleśniki gotowe w kilka chwil.
Dotychczas cukier puder robiłam z pomoc blendera kubkowego, ale trwało to dosyć długo. Tu wsypałam cukier i po kilkudziesięciu sekundach miałam idealnie miałki cukier puder.





Wyrabianie ciasta:
Z pomocą robota można przygotować różne rodzaje ciast: drożdżowe, kruche, ucierane – wszystko wg potrzeb. Do zagniatania ciasta jest przycisk dedykowany, który robi to doskonale. Ciasto na pierogi wychodzi fantastycznie gładkie i elastyczne. Kruszonka do naszego ulubionego crumble to dosłownie chwila pracy robota. 

 
Jak widać, robot Kohersen Mycook może wiele i jest ogromnym ułatwieniem w codziennej pracy w kuchni, docenią go szczególnie osoby, które niespecjalnie lubią mieszać w garnkach albo mają niewiele czasu na pracę w kuchni, a chcą się zdrowo ożywiać. Jest też świetnym rozwiązaniem dla osób, które mają maleńkie kuchnie i brakuje im miejsca na sprzęt z wieloma przystawkami, bowiem zastępuje spokojnie kilka urządzeń.
Ale jak zawsze pojawia się pytanie, czy to cudo ma jakieś wady i czy czegoś nie potrafi?
No niewątpliwie nie zmieli mięsa jak maszynka, ale doskonale je posieka, nie zetrze warzyw jak klasyczna tarka, ale przy odpowiednich obrotach poszatkuje je równie dobrze. Przy większej ilości produktów trzeba siekać mięso, ubijać pianę czy zagniatać ciasto na dwa razy, ale trwa to na tyle krótko, że nie stanowi problemu.
No i to co dla mnie jest zaletą, przy większych rodzinach może być wadą – mała pojemność misy do gotowania. Dla mnie okazała się zbawienna.


Robot Kohersen Mycook można kupić w sklepach stacjonarnych i internetowych.
Cena 3999 zł, a obecnie w promocji można go kupić za 3499 zł 
 
Więcej o robocie na stronie http://www.kohersen.pl/

niedziela, 13 listopada 2016

Gęś pieczona, nadziewana jabłkami i żurawiną

Na św. Marcina u nas zawsze jest gęsina. Przeważnie kupuję nogi albo pierś, bo dla nas dwojga cała gęś to stanowczo za dużo. Ale tym razem Zielonooki sobie wymyślił, żebym upiekła w całości. Zastanawiałam się czym ją nadziać, popatrzyłam co mam w domu i padło na szarą renetę i suszoną żurawinę. Wyszło pysznie. Dwa dni jedliśmy, a mięso, które zostało zmieliłam z podsmażoną cebulą, doprawiłam i zrobiłam pierogi z gęsiną (też przepyszne). Myślałam, że może jeszcze zrobię pasztet, ale już nie wystarczyło mięsa. Skrzydła i szyję przeznaczyłam na zupę.
Taką gęsią naje się 5 – 6 osób – w zależności od apetytów. Gęś ma to do siebie, że im większa tym lepiej, bowiem kości ma tyle samo. Nie warto kupować gęsi, która waży mniej niż 4,5 kg. Najlepiej taką 5 – 6 kg, wtedy jest odpowiednia ilość mięsa, a i sama gęś nie jest za tłusta (choć i tak tłuszczu jest całkiem sporo). Gęś nie wymaga wielu przypraw, ale dobrze jest natrzeć ją od środka majerankiem. 


Składniki:
1 gęś o wadze co najmniej 5 kg
1,5 łyżki soli
½ łyżki czarnego pieprzu
1 łyżka słodkiej czerwonej papryki
3 łyżki roztartego w dłoniach majeranku

Farsz:
3 duże kwaśne jabłka (u mnie szara reneta)
100 g suszonej żurawiny
1 łyżka miodu
1 łyżka sosu balsamicznego
½ łyżeczki mielonego imbiru


Jabłka obrać, pokroić w ósemki, dodać żurawinę, miód, sos balsamiczny i mielony imbir, wszystko razem wymieszać.
Gęś oczyścić (można odciąć skrzydła i razem z szyją przeznaczyć na rosół albo zupę brukwiową), odciąć kuper, grubsze części tłuszczu (można je drobno pokroić i wytopić smalec). Oczyszczoną gęś przyprawić od środka solą, pieprzem i majerankiem, a na zewnątrz solą, pieprzem i słodką czerwoną papryką. Nie nacierać na wierzchu majerankiem, bo on lubi się przypalać, a zważywszy na długi czas pieczenia jest to bardzo prawdopodobne. Do środka gęsi włożyć farsz i spiąć wykałaczkami albo szpilkami do mięsa. Nóżki związać sznurkiem albo grubą nitką.  Tak przygotowaną gęś włożyć do lodówki na 12 – 24 godzin. Pół godziny przed pieczeniem wyciągnąć gęś z lodówki, włożyć na blachę, wlać 1 szklankę wody i zostawić, aby nabrała temperatury pokojowej. W tym czasie nagrzać piekarnik do 230 stopni (góra – dół). Gęś wstawić do piekarnika (ułożyć na początku piersią do dołu) i piec 30 minut. Po 30 minutach zmniejszyć temperaturę do 160 stopni i piec po 45 minut na każdy kilogram mięsa (moja piekła się 30 minut w 230 stopniach i 4 godziny w 160 stopniach). Po zmniejszeniu temperatury dobrze jest gęś przykryć kawałkiem folii aluminiowej, żeby skórka się za mocno nie spiekła. Mniej więcej w połowie pieczenia obrócić gęś piersią do góry.
W trakcie pieczenie często polewać gęś wytopionym tłuszczem (ja to robiłam mniej więcej co 20 – 30 minut). 30 minut przed końcem pieczenia usunąć folię aluminiową i pozwolić, aby skórka się mocniej przypiekła. Wyciągnąć gęś z piekarnika i pozwolić jej „odpocząć” przez 10 – 15 minut (można przykryć folią aluminiową, aby nie traciła temperatury, ale wtedy skórka już nie będzie tak chrupiąca – ja nie przykrywam).
Gęś podawać z ulubionymi dodatkami. U nas były mini kluski śląskie, buraczki z papryką i cebulą oraz surówka z czarnej rzepy.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...