wtorek, 4 marca 2014

Z serii: "Co się w kuchni przydać może": Robot planetarny wielofunkcyjny Chef Titanium KMC 010 firmy Kenwood

Gdy rok temu pojawił się w mojej kuchni to w zasadzie wiedziałam, że od razu się z nim zaprzyjaźnię, bo idealnie wpasował się w jedyne wolne miejsce na szafce. I nie pomyliłam się. Po roku użytkowania robota, zgodnie ze złożoną obietnicą, postanowiłam podzielić się moimi wrażeniami z użytkowania tej maszyny. Nie wiem czy rok to dużo, ale to zawsze lepsze niż nic. Z czasem będę ten post uzupełniać o informacje o kolejnych przystawkach, które są dostępne na rynku, a jest ich bardzo dużo. 


Robot jest w całości wykonany z metalu, a jedynym plastikowym elementem jest osłona przeciw chlapaniu. Oczywiście przystawki też posiadają niektóre elementy z tworzywa, ale jest ono doskonałej jakości i przez cały okres użytkowania nie udało mi się uszkodzić żadnego elementu.
Jest jednym z najmocniejszych (1400 W) i wszechstronnych robotów dostępnych na rynku (razem ze swoim większym bratem Majorem). I nie jest zwykłą maszyną wyposażoną w końcówki mieszające, ale posiada wiele więcej możliwości. Robot, który ja użytkuję ma w zestawie oprócz podstawowych mieszadeł również sokowirówkę, maszynkę do mielenia mięsa i szklany blender. Jest to taka wersja, do której już niewiele trzeba dokupić, aby mieć kilka urządzeń w jednym. To spora oszczędność miejsca, szczególnie w takiej małej kuchni jak moja. Ja mam kilka dodatkowych przystawek, o których postaram się opowiedzieć.
Misa ze stali nierdzewnej o pojemności 4,6 l jest głęboka, dobrze wyprofilowana, ma rączki, które bardzo ułatwiają pracę. A osłona jest doskonale dopasowana – tak czysto na blacie przy przygotowaniu ciast nie miałam nigdy wcześniej. W misie można jednorazowo ubić 12 białek, przygotować masę chlebową o wadze 2,2 kg i ciasto 2,7 kg. Na moje domowe potrzeby jest to wystarczająca pojemność, której i tak przeważnie nie wykorzystuję. Robot do najlżejszych nie należy, bo waży prawie 8 kg, ale przy mocy jaką dysponuje nie może być lżejszy, bo wędrowałby po blacie.
Robot w zestawie ma 4 mieszadła ze stali nierdzewnej: dużą trzepaczkę, mieszadło K, hak i mieszadło do łączenia delikatnych mas. 
Każde z mieszadeł ma swoje zastosowanie.
Trzepaczką ubijam wszelkiego rodzaju piany, kremy, biszkopty, delikatne masy serowe, śmietanę itp. 




Hakiem zagniatam głównie ciężkie ciasta drożdżowe, chlebowe ale również ciasto zaparzane na pierogi.


Mieszadło K wspomaga tworzenie ciast ucieranych, kruchych, półkruchych i doskonale radzi sobie przygotowaniem ciasta na kopytka czy farszy do pierogów. 



Delikatne mieszadło jest przeze mnie używane stosunkowo rzadko, bo służy głównie do łączenia delikatnych mas, np. ubitej śmietany i czekolady czy musu owocowego, a dzięki gumowej nakładce czyni to naprawdę doskonale. 


Zanim robot pojawił się w moim domu to zagniatanie ciast nie należało do przyjemności. Zagniatałam, bo nie miałam wyjścia, ale odkąd użytkuję Chefa to pieczenie stało się przyjemnością. Nigdy wcześniej drożdżowe ciasta nie były tak idealnie wyrobione, tak puszyste i delikatne. I choć akurat drożdżowe ciasto zawsze lubiłam wyrabiać, to jednak muszę oddać palmę pierwszeństwa maszynie. Ja wyciągam w zasadzie wyrobione ciasto i jeszcze chwilę zagniatam, nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że lubię – oddaję trochę ciepła rąk i zagniatam jeszcze chwilę.
Przygotowanie ciasta na pierogi, które zaparzam wrzącym mlekiem albo wodą, jest w zasadzie trudne do zrealizowania bez robota, bo trzeba poczekać, aż płyn ostygnie na tyle, że można włożyć dłonie i się nie poparzyć. Tu nie muszę się nad tym zastanawiać, bo zagniatam na gorąco i ciasto wychodzi bardzo delikatne. Również ciasto na kopytka, knedle czy pyzy powstaje w robocie, bo gdy nie oddaję mu ciepła rąk, to ciasto się nie lepi i nie wymaga podsypywania mąką, co sprawia, że kluski wychodzą delikatne.
Ubijanie śmietany, piany z białek to czysta przyjemność i dosłownie chwila moment – trzeba uważać, aby nie przebić. Ruch planetarny robota sprawia, że nic nie zostaje na ściankach misy, a masy i ciasta są doskonale przygotowane. Sprawdziłam też, że można w nim ubić małe ilości - np. 200 ml śmietany, co wydaje się trudne w misie o tak dużej pojemności. Ja co prawda przy małych ilościach śmietany czy np. przy dwóch białkach korzystam z blendera, ale robot daje radę.
Robot pracuje bardzo stabilnie, nie wędruje po blacie, choć przy ciężkich ciastach ramię lekko drga, ale w sumie nie ma w tym nic dziwnego, w końcu musi poradzić sobie z dużym oporem. Silnik pracuje równo, choć trudno powiedzieć, że jest bardzo cichutki. Jeśli miałabym go porównać do mojego starego miksera ręcznego to głośność jest podobna, ale dźwięk nie jest taki upierdliwy i świdrujący w uszach jak w przypadku zwykłego miksera. 

Dobrym pomysłem jest dokupienie dodatkowej misy, bo czasem jedna to za mało i muszę jej zawartość przekładać do innej, aby np. ubić sobie białka. 

Przystawki:

Maszynka do mięsa jest metalowa, ma trzy sita do mielenia od drobnego 3 mm, przez średnie 4,5 mm do dużego 8 mm. Ja maszynkę wykorzystuję nie tylko do mielenia mięsa, ale również ryb, maku, twarogu, twardego sera czy pieczonych warzyw np. do bułgarskiej luteniki (na dużych oczkach wychodzi idealna). Jest jedną z częściej używanych przez mnie przystawek. Montuje się ją bardzo szybko i prosto, a mycie nie sprawia żadnych kłopotów.
W zestawie jest również nakładka do napełniania kiełbas. Dzięki regulacji prędkości i dwóm końcówkom jest możliwość przygotowania kiełbasy cienkiej (np. koktajlowej) i grubej (np. białej). 




Sokowirówka jest przystawką, którą po prostu uwielbiam, bo dzięki niej mogę cieszyć się świeżymi sokami. Radzi sobie z każdymi owocami i warzywami, które wystarczy opłukać i usunąć duże pestki (np. z brzoskwiń). Otwór wlotowy jest na tyle duży, że bez problemu mieści się całe jabłko średniej wielkości czy kilka marchewek jednocześnie. Fajnie sprawdza się też do starcia ziemniaków na placki ziemniaczane i można w niej przygotować wiórki ze świeżego kokosa. Niektóre soki wychodzą mi tak gęste, że czasem rozcieńczam je wodą (brzoskwinie, mango, niektóre odmiany jabłek). Sokowirówka jest bardzo prosta w obsłudze, ma litrowy dzbanek na sok i pojemnik na odpadki. Najmniej przyjemną czynnością jest mycie, ale to niestety jest cena za pyszny domowy sok. Większość elementów można jednak myć w zmywarce (łącznie z metalowym sitem).





Blender z dzbankiem ze szkła odpornego na duże różnice temperatury typu "THERMO RESIST". Pojemność robocza przy miksowaniu na zimno to 1,6 l, przy rozdrabnianiu potraw gorących to 1,2 l. Mocne ostrza sprawiają, że bez problemu można pokruszyć lód, zmiksować zamrożone owoce i twarde owoce przygotowując sobie mus. Gdy mam ochotę na koktajl albo sok z całych owoców to wykorzystuję właśnie blender. Jedyną wadą jest to, że jest dosyć ciężki, ale jest szklany, a nie plastikowy, więc znowu coś za coś. Można dokupić blender w wersji stalowej. 




Przystawka do krojenia i szatkowania jest przystosowana do pracy ciągłej. W zestawie ma 7 tarcz, które trą na różnej grubości wiórki, na plastry cienkie i grube a także w słomkę julienne. Można z jej pomocą przygotować surówki, sałatki, poszatkować warzywa do zup, zetrzeć albo pokroić jabłka na szarlotkę, zetrzeć czekoladę czy ser. Można pokroić w plastry warzywa na zapiekanki, poszatkować cebulę. Ja z jej pomocą przygotowałam sobie również zapas buraczków w słoiczkach i ogórki kiszone na zupę. Używam jej często, bo myje się ją prawie tak szybko jak zwykłą tarkę, a praca idzie znacznie szybciej i możliwości znacznie więcej. Szatkownica ma osłonę na wylot, więc nic się nie rozsypuje po blacie, a wpada prosto do miski. 




Sito/przecierak do warzyw i owoców to również jedna z moich ulubionych z przystawek, choć wykorzystuję ją znacznie rzadziej w okresie zimowym. Za to w sezonie na przetwory nie ma sobie równych – musy, przeciery, dżemy przecierane powstają w kilka chwil. Po przetarciu przecieru zostaje zaledwie garstka skórek i pestek, a sam przecier jest gęsty i cudownie gładki.
Przystawkę zakłada się po prostu na misę, montuje obracającą się łopatkę i wkłada sito o drobniejszych albo większych otworach – w zależności od tego, co chcemy przetrzeć. Sita są dwustronne, z jednej strony chropowate, z drugiej gładkie i wkłada się je odpowiednio do potrzeb.
Sito można używać do przesiania mąki bezpośrednio do misy, choć ja akurat nie korzystam z tej opcji zbyt często, bo z lenistwa nie chce mi się go wyciągać i korzystam z ręcznego przesiewacza. Jednak już przy przetworach nie ma sobie równych. Z pomocą przecieraka można również przygotować ziemniaki na kopytka, bo robi idealne pure i bez brudzenia dodatkowej misy od razu przygotować ciasto. 



Wyciskarka do cytrusów jest przeze mnie używana szczególnie zimą, gdy pomarańcze i grapefruity są wyjątkowo tanie i soczyste, więc możemy cieszyć się świeżo wyciskanym sokiem. Obracający się stożek wyciska sok, który spływa do zbiornika, a ewentualne pestki pozostają na sicie. Jednak sok nie zrobi się sam i owoc musimy po prostu przytrzymać na stożku. 


Na razie jestem użytkowniczką powyższych przystawek, ale jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa i jak tylko kolejne wypróbuję to dopiszę je do listy. Oprócz tych, które wymieniłam są jeszcze dostępne takie przystawki jak: szatkownica bębnowa, przystawka do krojenia w kostkę, malakser w dwóch wersjach, blender ze stali nierdzewnej, młynek do ziaren, przystawka do przecierania owoców, młynek uniwersalny, sorbetiera, przystawka do obierania ziemniaków, przystawka do robienia drobnych makaronów (13 tarcz do różnych rodzajów makaronów), wałkowarka i 4 rodzaje wykrojników do makaronów długich.
Tak więc jak widać, z jednego niepozornego robota można uczynić maszynę do wielu zadań.
Dla mnie coś wspaniałego i choć do najtańszych nie należy, to w swojej klasie jest mistrzem wartym swojej ceny.
Chef Titanium jest produkowany tylko w srebrnym kolorze i jak na razie jest to dla mnie jedna jedyna wada, choć nie jakaś bardzo dotkliwa... cała reszta jest bajeczna. 
Dokładną specyfikację można podejrzeć na stronie Kenwood. Można też obejrzeć film, który fajnie pokazuje możliwości robota:



niedziela, 2 marca 2014

Sernik waniliowy na kruchym spodzie z sosem malinowym

Okres zużywania zapasów trwa. W zamrażarce miałam jeszcze trochę kruchego ciasta, które trzeba było zagospodarować. Kupiłam pudełko twarogu ( wybrałam tym razem „Mój ulubiony z Wielunia”, bo jest twarogiem, a nie masą seropodobną) i postanowiłam to połączyć z malinami, które też zalegały w szufladzie zamrażarki. Upiekłam mały, waniliowy serniczek i polałam go sosem malinowym.
Proporcje podaję na małą tortownicę o średnicy wewnętrznej 17 cm. Jeśli chcecie upiec w większej formie to proporcje składników trzeba zwiększyć (po prawej stronie jest przeliczarka form, można z niej skorzystać).


Składniki na tortownicę o średnicy 17 cm:

ciasto:
1 szklanka* mąki pszennej tortowej 450
2 łyżki drobnego cukru do wypieków
1 żółtko z dużego jajka
80 g zimnego masła
opcjonalnie: 2 łyżki bardzo zimnej wody (jeśli ciasto nie chce się skleić)

Masa serowa:
450 g zmielonego twarogu
3 jajka (użyłam 3 żółtek i 2 białek)
70 ml śmietany kremówki
50 g rozpuszczonego ostudzonego masła
½ szklanki cukru (ja użyłam domowego cukru waniliowego)
1 pełna łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka pasty waniliowej albo kilka kropli olejku waniliowego

Dodatkowo:
3 szklanki mrożonych malin
2 – 3 łyżki cukru
1 czubata łyżeczka mąki ziemniaczanej + 2 łyżki zimnej wody
 *Używam szklanki o pojemności 250 ml


Mąkę przesiać, masło pokroić na drobne kawałki i posiekać nożem razem z mąką, dodać cukier, żółtko i szybko zagnieść ciasto. Można dodać 2 łyżki zimnej wody. Ciasto zawinąć w folię spożywczą i włożyć na 20 minut do lodówki. Tortownicę wyłożyć papierem do pieczenia albo posmarować masłem i posypać mąką. Spód tortownicy wylepić ciastem. Piekarnik nagrzać do 200 stopni i podpiec ciasto przez 10 minut. Wyciągnąć i zostawić do wystygnięcia.
Białka oddzielić od żółtek, żółtka utrzeć z cukrem na gładki kogel – mogel (mnie wyręczył robot Chef Titanium Kenwood), dodać twaróg, śmietanę, rozpuszczone masło, mąkę, pastę waniliową i utrzeć razem na gładką masę. Białka ubić na sztywną pianę i połączyć ją delikatnie z masą serową. Gotową masę przelać na podpieczone ciasto i wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (góra – dół), piec 30minut, zmniejszyć temperaturę do 150 stopni i piec jeszcze 40 minut. Wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki i zostawić sernik do przestygnięcia, po godzinie wyciągnąć i zostawić do czasu, aż będzie zupełnie zimny.
Maliny wsypać do rondelka, dodać cukier i podgrzać, aż owoce się lekko rozpadną. Mąkę ziemniaczaną rozrobić w zimnej wodzie i wlać do gorących malin. Gotować jeszcze przez chwilę. Sos nie będzie zupełnie gęsty. Odstawić na kilka minut i polać nim sernik. 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...