piątek, 7 lutego 2014

Miruna z patelni

Ryby, ryby, ryby... rzadko pojawiają się na blogu, ale często na talerzu. Jeśli chodzi o ryby na obiad to jestem dosyć monotematyczna – robię je pieczone w folii w piekarniku, gotowane w parowarze albo po prostu smażone, czasem grillowane, czasem w postaci kotletów albo pulpetów. Lubię większość ryb, jedne bardziej, drugie mniej, nie jadam tylko śledzi, pangi i tilapii. Kupuję ryby świeże i mrożone – te drugie wybieram równie uważnie jak świeże i staram się, aby kupić takie bez glazury albo z jej minimalną ilością. Mam swój ulubiony sklep z rybami, gdzie mrożone ryby są bez glazury. I tam najczęściej zaglądam.
Dziś najprostsza wersja ryby smażonej – bez zbędnej panierki, jedynie z odrobiną mąki. Miruna, pyszna, delikatna i rozpływa się w ustach. Zdecydowanie polecam.
Do przygotowania ryb nie używam wielu przypraw, jedynie sok cytrynowy, sól i pieprz cytrynowy. 


Składniki na 4 porcje:

1 kg filetów z miruny (można użyć każdej innej ryby)
4 łyżki soku z cytryny
sól
pieprz cytrynowy (u mnie Kotanyi)
mąka pszenna (u mnie wrocławska)
masło klarowane albo olej do smażenia (używam około 2 łyżek klarowanego masła)


Rybę oczyścić (jeśli jest mrożona to zostawić do całkowitego rozmrożenia), pokroić na porcje, skropić sokiem z cytryny i zostawić na 30 minut. Osuszyć, oprószyć solą i pieprzem cytrynowym. Na talerzyk wsypać 3 – 4 łyżki mąki i obtoczyć w niej każdy kawałek ryby.
Na patelni rozgrzać dobrze tłuszcz (musi być na tyle gorący, aby ryba od razu zaczęła się smażyć), włożyć kawałki ryby i smażyć je na dosyć wolnym ogniu, po kilka minut z każdej strony do ładnego zrumienienia. Przełożyć na papierowy ręcznik, aby odsączyć nadmiar tłuszczu.  Podawać z ulubionymi dodatkami. U nas przeważnie jest to surówka z kiszonej kapusty i ziemniaki, ale dla odmiany może być bukiet sałat albo gotowane warzywa. 


A teraz będzie krótkie ostrzeżenie, takie z mojego osobistego doświadczenia. I nie jest to reklama, to jest rzeczywistość.
Pieprz cytrynowy można sobie zrobić samemu albo kupić gotowy. Ja od lat używam pieprzu cytrynowego firmy Kotanyi, który składa się z pieprzu, skórki cytrynowej i aromatu. Do przygotowania tej rybki zużyłam resztę i musiałam się zaopatrzyć. Niestety nie udało mi się dostać pieprzu Kotanyi, więc chwyciłam torebkę z napisem "pieprz cytrynowy" firmy Kamis. Gdy w domu otworzyłam paczuszkę to nie poczułam aromatu pieprzu i cytryny, a paskudny zapach czosnku. Więc odwróciłam torebkę i gdy przeczytałam skład to oczy miałam jak pięciozłotówki. Głównym składnikiem "pieprzu cytrynowego" jest sól (!), pieprz czarny ("aż" 26%), czosnek, cebula, kwas cytrynowy, cukier, skórka cytrynowa ("aż" 3%) i kurkuma.
Nie mam nic do mieszanek, niech sobie będą i niech funkcjonują, ale niech nie nazywają się "pieprzem cytrynowym", a mieszanką przypraw. To zwykłe nabijanie klientów w butelkę, zamiast pieprzu i skórki cytrynowej - tanie wypełniacze w postaci soli, cukru, czosnku, cebuli.
I tak jak prawie zawsze czytam etykiety produktów, które kupuję po raz pierwszy, tak tym razem nie przeczytałam, bowiem do głowy mi nie przyszło, że kupując przyprawę dobrej firmy (bo za taką do tej pory firmę Kamis uważałam) dostanę mieszankę przypraw w opakowaniu opisanym jako "pieprz cytrynowy"  Bo jaki to pieprz, gdy torebka zawiera zaledwie 1/4 pieprzu.
Na szczęście to była tania lekcja, bo kosztowała mnie 2 zł. Przyprawa wylądowała w koszu, bo nie cierpię suszonego czosnku.  Nauczka na przyszłość - czytać wszystko, nawet to co jest napisane na przyprawach. To, że firmy do przyprawy piernikowej wsypują tanie wypełniacze takie jak: mąka, kakao czy cukier nie jest dla mnie tajemnicą, ale żeby w pieprzu cytrynowym było takie cudo?  W głowie mi się nie mieści.
Tak więc moi drodzy czytelnicy - czytamy, czytamy, czytamy... żeby nie kupować przyprawy do piernika wypełnionej mąką, pieprzu, w którym jest on w ilościach niewielkich czy śmietany z gumą guar, skrobią modyfikowaną, pektyną czy mączką chleba świętojańskiego (tak, tak - w śmietanie można znaleźć takie cuda)...
Ufff... musiałam, normalnie musiałam, bo mnie cosik trafiło. I dziś idę na poszukiwania mojego ulubionego pieprzu cytrynowego Kotanyi (szkoda, że tak ciężko go dostać).

czwartek, 6 lutego 2014

Schab w sosie ogórkowym

Kupiłam schab i zastanawiałam się co z nim zrobić. Kotlety? No dobra, raz na ruski rok można zjeść klasykę... ale co z resztą mięsa? Wyciągałam wodę mineralną i przy okazji mój wzrok padł na słoiczek ogórków kiszonych (potartych na zupę). I doznałam olśnienia – schab w sosie ogórkowym.
Podczas warsztatów, na których byłam jakiś czas temu, miałam okazje skosztować łososia podanego z sosem ogórkowym i był wyśmienity. Nie chciało mi się jednak szperać i szukać przepisu, więc zdałam się na intuicję i tym razem jakoś wyszłam obronną ręką, bo danie okazało się bardzo smaczne (pod warunkiem, że ktoś lubi kwaskowe smaki). Sos na warsztatach był przygotowany w zupełnie inny sposób (jak się zbiorę, to poszukam przepisu i zrobię). A tymczasem zapraszam na schab w sosie ogórkowym a'la Margarytka.  Może nie wygląda olśniewająco, ale smakuje bardzo ciekawie.



Składniki na 4 porcje:

4 duże grubsze plastry schabu środkowego albo 8 mniejszych (razem około 600 g)
2 średniej wielkości cebule
8 ogórków kiszonych (powinno być mniej więcej 1,5 szklanki po starciu na tarce) – ja użyłam ogórków, które zaprawiałam latem na zupę
1 listek laurowy
1,5 szklanki wody (można dać trochę więcej, jeśli chce się mieć więcej sosu)
1 pełna łyżeczka mazeiny albo mąki pszennej
2 - 3 łyżki śmietany kremówki
1 łyżka klarowanego masła albo oleju
sól, pieprz
czerwona słodka papryka
chili
gałka muszkatołowa (mniej więcej 1/3 całej)
cukier


Schab opłukać i osuszyć papierowym ręcznikiem. Cebulę pokroić w kostkę, a ogórki zetrzeć na tarce jarzynowej na grubych oczkach. W rondlu albo w głębokiej patelni rozgrzać masło (albo olej). Włożyć plastry schabu i obsmażyć z obu stron, oprószyć obficie solą, pieprzem i słodką czerwoną papryką i smażyć jeszcze po minucie z każdej strony. Wrzucić cebulę i podsmażyć ją do zrumienienia. Wlać 1,5 szklanki wody, dodać listek laurowy, szczyptę chili i gotować na małym ogniu około 40 minut, aż mięso będzie miękkie. Jeśli płyn odparuje to go uzupełnić.
Gdy mięso będzie miękkie przełożyć je do miseczki i przykryć folią aluminiową, a do rondla wrzucić ogórki (nie odciskałam ogórów z wody, dałam wszystko razem),  wsypać 1 łyżeczkę cukru i zetrzeć 1/3 gałki muszkatołowej. Zagotować i spróbować – jeśli trzeba to doprawić solą, pieprzem, ewentualnie cukrem, bo jedne ogórki są bardziej kwaśne, drugie mniej – ja dodałam jeszcze szczyptę pieprzu, ale soli było dosyć, bo ogórki były dosyć słone.
Mąkę rozprowadzić w niewielkiej ilości zimnej wody (ja wykorzystuję mały słoiczek z pokrywką, w którym roztrzepuję wodę z mąką) i wlać do sosu, aby go zagęścić. Na końcu dodać śmietanę, wymieszać, włożyć plastry schabu i podgrzewać około minuty. 
Podawać z ulubionymi dodatkami – u mnie kasza jęczmienna perłowa i fasolka szparagowa z wody. 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...