Ryby, ryby, ryby... rzadko pojawiają
się na blogu, ale często na talerzu. Jeśli chodzi o ryby na obiad
to jestem dosyć monotematyczna – robię je pieczone w folii w
piekarniku, gotowane w parowarze albo po prostu smażone, czasem
grillowane, czasem w postaci kotletów albo pulpetów. Lubię większość ryb, jedne bardziej, drugie mniej,
nie jadam tylko śledzi, pangi i tilapii. Kupuję ryby świeże i
mrożone – te drugie wybieram równie uważnie jak świeże i staram się, aby kupić
takie bez glazury albo z jej minimalną ilością. Mam swój
ulubiony sklep z rybami, gdzie mrożone ryby są bez glazury. I tam
najczęściej zaglądam.
Dziś najprostsza wersja ryby smażonej
– bez zbędnej panierki, jedynie z odrobiną mąki. Miruna, pyszna,
delikatna i rozpływa się w ustach. Zdecydowanie polecam.
Do przygotowania ryb nie używam wielu
przypraw, jedynie sok cytrynowy, sól i pieprz cytrynowy.
Składniki na 4 porcje:
1 kg filetów z miruny (można użyć każdej
innej ryby)
4 łyżki soku z cytryny
sól
pieprz cytrynowy (u mnie Kotanyi)
mąka pszenna (u mnie wrocławska)
masło klarowane albo olej do smażenia
(używam około 2 łyżek klarowanego masła)
Rybę oczyścić (jeśli jest mrożona
to zostawić do całkowitego rozmrożenia), pokroić na porcje,
skropić sokiem z cytryny i zostawić na 30 minut. Osuszyć, oprószyć
solą i pieprzem cytrynowym. Na talerzyk wsypać 3 – 4 łyżki mąki
i obtoczyć w niej każdy kawałek ryby.
Na patelni rozgrzać dobrze tłuszcz (musi być na tyle gorący, aby ryba od razu zaczęła się smażyć), włożyć kawałki ryby i smażyć je na dosyć wolnym ogniu, po kilka minut z każdej strony do ładnego zrumienienia. Przełożyć na papierowy ręcznik, aby odsączyć nadmiar tłuszczu. Podawać z ulubionymi dodatkami. U nas przeważnie jest to surówka z kiszonej kapusty i ziemniaki, ale dla odmiany może być bukiet sałat albo gotowane warzywa.
Na patelni rozgrzać dobrze tłuszcz (musi być na tyle gorący, aby ryba od razu zaczęła się smażyć), włożyć kawałki ryby i smażyć je na dosyć wolnym ogniu, po kilka minut z każdej strony do ładnego zrumienienia. Przełożyć na papierowy ręcznik, aby odsączyć nadmiar tłuszczu. Podawać z ulubionymi dodatkami. U nas przeważnie jest to surówka z kiszonej kapusty i ziemniaki, ale dla odmiany może być bukiet sałat albo gotowane warzywa.
A teraz będzie krótkie ostrzeżenie, takie z mojego osobistego doświadczenia. I nie jest to reklama, to jest rzeczywistość.
Pieprz cytrynowy można sobie zrobić samemu albo kupić gotowy. Ja od lat używam pieprzu cytrynowego firmy Kotanyi, który składa się z pieprzu, skórki cytrynowej i aromatu. Do przygotowania tej rybki zużyłam resztę i musiałam się zaopatrzyć. Niestety nie udało mi się dostać pieprzu Kotanyi, więc chwyciłam torebkę z napisem "pieprz cytrynowy" firmy Kamis. Gdy w domu otworzyłam paczuszkę to nie poczułam aromatu pieprzu i cytryny, a paskudny zapach czosnku. Więc odwróciłam torebkę i gdy przeczytałam skład to oczy miałam jak pięciozłotówki. Głównym składnikiem "pieprzu cytrynowego" jest sól (!), pieprz czarny ("aż" 26%), czosnek, cebula, kwas cytrynowy, cukier, skórka cytrynowa ("aż" 3%) i kurkuma.
Nie mam nic do mieszanek, niech sobie będą i niech funkcjonują, ale niech nie nazywają się "pieprzem cytrynowym", a mieszanką przypraw. To zwykłe nabijanie klientów w butelkę, zamiast pieprzu i skórki cytrynowej - tanie wypełniacze w postaci soli, cukru, czosnku, cebuli.
I tak jak prawie zawsze czytam etykiety produktów, które kupuję po raz pierwszy, tak tym razem nie przeczytałam, bowiem do głowy mi nie przyszło, że kupując przyprawę dobrej firmy (bo za taką do tej pory firmę Kamis uważałam) dostanę mieszankę przypraw w opakowaniu opisanym jako "pieprz cytrynowy" Bo jaki to pieprz, gdy torebka zawiera zaledwie 1/4 pieprzu.
Na szczęście to była tania lekcja, bo kosztowała mnie 2 zł. Przyprawa wylądowała w koszu, bo nie cierpię suszonego czosnku. Nauczka na przyszłość - czytać wszystko, nawet to co jest napisane na przyprawach. To, że firmy do przyprawy piernikowej wsypują tanie wypełniacze takie jak: mąka, kakao czy cukier nie jest dla mnie tajemnicą, ale żeby w pieprzu cytrynowym było takie cudo? W głowie mi się nie mieści.
Tak więc moi drodzy czytelnicy - czytamy, czytamy, czytamy... żeby nie kupować przyprawy do piernika wypełnionej mąką, pieprzu, w którym jest on w ilościach niewielkich czy śmietany z gumą guar, skrobią modyfikowaną, pektyną czy mączką chleba świętojańskiego (tak, tak - w śmietanie można znaleźć takie cuda)...
Ufff... musiałam, normalnie musiałam, bo mnie cosik trafiło. I dziś idę na poszukiwania mojego ulubionego pieprzu cytrynowego Kotanyi (szkoda, że tak ciężko go dostać).