Gdy otrzymałam propozycję
przetestowania Multicookera Redmond RMC-M20, to moja pierwsza myśl była: „ale po
co mi kolejny grat w kuchni, już nie mam gdzie tego trzymać”.
Nigdy wcześniej nie interesowałam się sprzętem tego typu, ale gdy
weszłam na stronę Redmond i poczytałam, co proponowany sprzęt
może, a potem poszperałam w internecie i zapoznałam się z różnymi
opiniami, to postanowiłam, że jednak tak – przetestuję go i
sprawdzę, czy to rzeczywiście takie cudo, jak piszą.

Dzień po
podjęciu decyzji multicooker, wraz z dodatkową misą z powłoką ceramiczną (to ta żółta), pojawił się w mojej kuchni. Pierwszą rzeczą, którą
robię zawsze przy zakupie nowego sprzętu, to czytam instrukcję.
Zajrzałam i muszę powiedzieć, że jest dosyć czytelna i rzeczowa,
niczego nie musiałam się domyślać. Zgodnie z zaleceniami
zabrałam się za usuwanie naklejek (miała zostać tylko naklejka z
numerem seryjnym). O ile dwie malutkie naklejki zeszły szybko i
łatwo, o tyle ta duża tak łatwo poddać się nie chciała. Ani
suszarka, ani olej, ani masło... no nic zadziałać nie chciało na
klej, którym naklejka została przymocowana do urządzenia.
Obawiałam się drastycznych środków typu aceton czy benzyna, aby
nie zniszczyć powłoki urządzenia... Zadziałało masło wymieszane
z sodą oczyszczoną, posmarowałam i po kilkudziesięciu minutach
zmyłam... Ufff, gdybym wiedziała, że to takie uporczywe, to
zostawiłabym tę naklejkę, choć nie lubię, gdy urządzenia
kuchenne wyglądają jak choinka. No dobra, naklejka usunięta, czas
się zabrać za mycie – to poszło szybko, lekko i przyjemnie. W
skład modelu, który ja testowałam wchodzi misa o pojemności 5
litrów, sito do gotowania na parze, chochla, łyżka i miarka.
Dodatkowo otrzymałam misę z powłoką ceramiczną – a co dwie
misy, to nie jedna i to zdecydowanie jest na plus.
Proces gotowania w multicookerze jest
całkowicie zautomatyzowany, urządzenie posiada 10 programów, a
obsługa jest niezwykle prosta i bardzo intuicyjna – wszystko jest
ładnie opisane na panelu sterowania.
Ja moją przygodę zaczęłam
od przygotowania obiadu na parze. Pierś z kurczaka, fasolka
szparagowa i ziemniaki – wszystko gotowe w 30 minut. Do misy
urządzenia wystarczy wlać wodę, a na sicie do parowania ułożyć
produkty, które w dowolny sposób można doprawić. I tu już
pierwsza zaleta i przewaga nad tradycyjnym parowarem – mogłam użyć
soli, co w moim parowarze niestety nie jest możliwe. Do misy z wodą
można wrzucić ulubione zioła, a cała potrawa nabierze cudownego
aromatu.
Niestety sito nie jest zbyt duże – cały obiad na parze
można przygotować dla 2 osób, więcej produktów się po prostu
nie zmieści. Jednak, gdy jest nas w domu więcej, to mięso czy
rybę można włożyć na sito do parowania, a np. ziemniaki ugotować
w wodzie w misie głównej i już będzie cały obiad. Przyznam, że
ta funkcja bardzo mi się spodobała i zamierzam z niej korzystać
często, bo i szybko i zdrowo.
Drugie podejście do multicookera
to kasza z kurczakiem i warzywami – czyli szybkie, jednogarnkowe
danie, które też w zasadzie zrobiło się samo – bez mieszania,
bez stania przy garnku.
Wrzuciłam kurczaka, pokrojoną fasolę,
marchewkę, wsypałam kaszę, dodałam łyżeczkę masła i wszystko
zalałam domowym bulionem warzywnym, wsypałam jeszcze odrobinę
pieprzu, szczyptę chili i 1 łyżeczkę ziół. Ustawiłam program
na pilaw, na 40 minut i zajęłam się innymi sprawami. Po ustawionym
czasie multicooker dał mi znać sygnałem dźwiękowym, że obiad
jest gotowy. Otworzyłam zamieszałam i nic się nie przypaliło.

Do
upieczenia chleba podchodziłam z pewną rezerwą. Postanowiłam
skorzystać z dołączonej do multicookera książeczki, w której
można znaleźć 100 różnych przepisów na smakowite dania – od
zup po desery. Przeczytałam przepis na chleb. Napisane 7 g drożdży
na 700 g mąki. Domyśliłam się, że chodzi o suche drożdże, ale
jeśli ktoś mało doświadczony w kuchni to mógłby mieć problem z
tym jakich drożdży użyć. Poza tym ja na tę porcję mąki dałabym
10 g suchych drożdży. No ale jako, że z suchymi nie za bardzo się
lubię, to użyłam 35 g świeżych drożdży dodając od siebie
jeszcze 3 łyżki mleka. No i sól. 6 g? Nie, to za mało, dałam 20
g i chleb wyszedł idealny. Zarobiłam ciasto (niestety multicooker
nie wyrabia ciasta – trzeba to zrobić we własnych zakresie –
mnie na szczęście wyręczył robot).

Gdy ciasto było gotowe, to
posmarowałam misę z powłoką ceramiczną masłem, włożyłam doń
ciasto, zamknęłam pokrywę i włączyłam program pozwalający
ciastu wyrosnąć. Po godzinie miałam pełną misę i przerażenie w
oczach. Ale jak? Ten chleb się upiecze, skoro jest taki wielki? Ale
ryzyk fizyk, nic nie miałam do stracenia, nastawiłam opcję
pieczenia chleba na 2 godziny (tak, wiem, długo, jednak z całą
pewnością właściwie). Po godzinie obróciłam chleb na drugą
stronę i piekłam dalej. Efekt przeszedł moje najśmielsze
oczekiwania. Bo chleb nie tylko cudownie się upiekł, to jeszcze był
przepyszny. W planach mam chleb na zakwasie i liczę na to, że
będzie równie piękny i smaczny.
No, ale trzeba było sprawdzić jak
multicooker poradzi sobie z moimi ulubionymi pulpecikami z indyka po
toskańsku w sosie pomidorowym. No i poradził sobie perfekcyjnie, bo
nie musiałam stać i pilnować.
Zrobiłam, wrzuciłam i wróciłam
do kuchni po sygnale dźwiękowym, aby dokończyć danie. Jako, że
upał na dworze niemiłosierny podałam pulpeciki z dodatkiem ugotowanego
kalafiora, bez ziemniaków czy ryżu.
Przy okazji
przygotowywania pulpecików zostawiłam część mięsa, aby nadziać
nim pierożki. Jako, że były z surowym mięsem wymagały nieco
dłuższej obróbki cieplnej. Gdy woda się zagotowała wrzuciłam
przygotowane pierogi, zamieszałam, zamknęłam pokrywę i cała w
strachu czekałam. Wiadomo, pierogi nie powinny się gotować w
szaleńczym tempie, a jedynie delikatnie pyrkać na granicy wrzenia.
Nie mogłam sobie odpuścić i nie zajrzeć do środka. Okazało się,
że pierogi tak właśnie się gotują – powoli i delikatnie.
Wyszły pyszne, dobrze się ugotowały, a ciasto nie rozpadło.
Z
pewnością będę ten sprzęt używała często, bo jego zaletą jest
to, że nie wytwarza zbyt wiele ciepła. Obudowa lekko się nagrzewa,
a zawór pary od czasu do czasu wypuszcza jej niewielką ilość.
Misa z powłoką ceramiczną mnie zachwyciła, chlebek wypadł z
niej od razu, nic nie przywarło. Jest wykonana z materiałów
ekologicznych, a jej powłoka jest bardziej odporna na uszkodzenia
niż np. powłoka teflonowa, choć oczywiście też wymaga
ostrożności, nie można po niej skrobać widelcem. I co ważne,
można misy używać nie tylko w multicookerze, ale również w
piekarniku.
Do każdego multicookera dołączona jest książeczka z przepisami.
Model, który ja mam przyjemność
testować nie posiada szczypiec do wyjmowania misy, ani koszyczka do
smażenia w głębokim tłuszczu. I o ile szczypce do szczęścia mi
niepotrzebne, bo misę wyjmuje się prosto i sprawnie przy użyciu
kuchennych rękawic, to taki koszyczek byłby mile widziany, choć nie konieczny. Co
prawda frytek nie robię, a smażenie w głębokim tłuszczu odbywa się u nas raczej
rzadko, ale od czasu do czasu przygotowuję panierowanego kalafiora
czy kurczaka w cieście i byłoby to duże ułatwienie.
Wszystkie
modele Multicookerów Redmond możecie obejrzeć i porównać na TEJ stronie. Są tam również ceny poszczególnych modeli. Ilość
programów też jest różna, więc można wybrać to, co będzie
dostosowane do określonych potrzeb.
Model, który ja posiadam,
czyli RMC – M20 kosztuje 299 zł, więc cena nie jest specjalnie
wygórowana, a możliwości sprzętu naprawdę duże.
Mam
nadzieje, że mulicooker będzie służył mi długo, bo gotowanie w
nim to przyjemność.
Oprócz tego, co mnie udało się
przygotować przez te kilka dni można w nim gotować zupy, piec,
smażyć, gotować na parze, przygotowywać jogurty i desery, gotować
kasze i ryże, dusić mięsa czy warzywa.
Multicooker posiada
funkcję opóźnionego startu do 24 godzin, funkcję podtrzymywania
temperatury i odgrzewania dań, a więc można sobie „ugotować
obiad” w czasie, gdy wracamy z pracy do domu. Czas gotowania też
nie jest ściśle związany z danym programem, można go modyfikować
w zależności od potrzeb, w zakresie przewidzianym dla danego
programu – a wszystko jest dokładnie opisane w instrukcji.
Tyle na chwilę obecną mogę powiedzieć o tym sprzęcie, za jakiś czas pewnie wrócę do tego postu i napiszę jak się multicooker sprawuje.