Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięso. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięso. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 czerwca 2016

Karkówka z grilla

Długa przerwa na blogu... Najpierw urlop, podczas którego nie gotowałam, bo próbowaliśmy bieszczadzkich specjałów, a potem generalny remont kuchni i dwa tygodnie wycięte z życiorysu. A gdy już mogłam wrócić do blogowania, to gotowałam stare, proste dania, które na blogu już są. I jakoś tak zleciało. Mam pełną listę dań do przygotowania i mam również nadzieję, że czas na realizację też się znajdzie, bo w nowej kuchni gotuje się fajnie.
Przeprosiłam się z domowym grillem (wreszcie mam wszystko pod ręką i nie muszę kopać po szafach, żeby wyciągnąć któryś ze sprzętów) i przygotowałam karkówkę z grilla, prostą, soczystą i pyszną. 
Sposobów na zamarynowanie mięsa jest dużo i niewątpliwie każdy dobry. Ja lubię dodatek musztardy, bo sprawia, że mięso jest kruche i wyraziste w smaku. A zestaw przypraw jak zawsze dowolny, ja dałam te, które lubię. 


Składniki na 4 porcje:

4 plastry karkówki
4 łyżki musztardy sarepskiej
1 łyżeczka soli
½ łyżeczki pieprzu
¼ łyżeczki chili
2 łyżeczki słodkiej czerwonej papryki
1 łyżka ulubionych ziół (u mnie zioła dalmatyńskie)


Karkówka z grilla - przygotowanie

Karkówkę delikatnie rozbić i nakłuć widelcem (ewentualnie przyrządem do tego przeznaczonym, którego ja nie posiadam), każdy plaster posmarować musztardą, oprószyć solą, pieprzem i posypać czerwoną słodką papryką i chili, a na końcu ziołami. Ułożyć w misce, przykryć folią spożywczą i wstawić do lodówki na 24 – 48 godzin. Karkówkę wyciągnąć z lodówki mniej więcej godzinę przed grillowaniem.
Grill dobrze rozgrzać (ja użyłam elektrycznego, więc obyło się bez ognia i dymu). Ułożyć plastry mięsa i grillować około 20 – 25 minut, przewracając co kilka minut, do czasu aż karkówka będzie miała pożądany stopień zrumienienia.
Karkówkę z grilla podawać z ulubionymi dodatkami – u nas młode ziemniaki i surówka z młodej kapusty.  


czwartek, 11 lipca 2013

Pierogi z gotowanym mięsem

Na blogu są już moje ulubione pierogi z mięsem - surowym mięsem, które gotuje się dopiero w pierogach – takie lubię najbardziej. Ale dla odmiany robię czasami pierogi z mięsem gotowanym, dodając do farszu trochę warzyw. Wychodzą delikatniejsze, choć równie smaczne. Mięso do farszu gotuję w towarzystwie warzyw i przypraw, aby nie było jałowe, bo potem trudno je doprawić.
Czasem do pierogów wykorzystuję mięso, które zostaje mi z rosołu i z pieczeni - wkładam je do pudełka albo woreczka w zamrażarce i jak już się uzbiera spora ilość, to rozmrażam, mielę razem z podsmażoną cebulą, doprawiam i takim farszem nadziewam pierogi.


Składniki na około 50 niedużych pierogów

Ciasto:
3 szklanki* mąki (do pierogów najlepsza jest poznańska)
3/4 szklanki* wody
½ szklanki* mleka
1 łyżka oleju
½ łyżeczki soli

Farsz:
500 g mięsa (u mnie chuda łopatka, ale może być każde inne)
1 duża marchewka
1 mała pietruszka
kawałek selera
1 liść laurowy
2 – 3 ziarna ziela angielskiego
5 ziaren czarnego pieprzu
2 duże cebule
1 łyżka klarowanego masła albo oleju
sól, pieprz
majeranek

Do podania
cebula podsmażona na złoto albo chudy wędzony boczek pokrojony w kostkę i podsmażony

*używam szklanki o pojemności 250 ml

Mięso pokroić na kawałki, włożyć do garnka. Dodać ½ cebuli, marchewkę, pietruszkę, seler. Wrzucić liść laurowy, ziele angielskie, ziarna pieprzu. Wsypać 1 łyżeczkę soli i ½ łyżeczki mielonego pieprzu. Wlać tyle zimnej wody, aby przykryła mięso i warzywa. Zagotować, zmniejszyć gaz i gotować około godziny, aż mięso będzie miękkie. Mięso, marchewkę, seler i pietruszkę wyciągnąć i zostawić do wystygnięcia, a następnie przepuścić przez maszynkę.
Cebulę pokroić w drobną kostkę, wrzucić na rozgrzane masło (olej) i delikatnie podsmażyć. Cebulę dodać do mięsa, doprawić solą, pieprzem, majerankiem. I dolać tyle wywaru z gotowania mięsa, aby farsz był wilgotny i zwarty (mięso gotowane jest dosyć suche, więc trzeba dodać sporo płynu).

Mąkę wymieszać z solą i olejem. Wodę zagotować z mlekiem i wrzącym płynem zalać mąkę. Za pomocą haków miksera wyrobić gładkie, elastyczne ciasto (jeśli się lepi podsypać lekko mąką) Włożyć je do woreczka i zostawić na 10 minut. Gotowe ciasto cienko rozwałkować, wykroić krążki (ja wykrawam szklanką, aby mieć nieduże pierogi), na każdy nałożyć porcję farszu i dokładnie zlepić boki.

W garnku zagotować wodę z dodatkiem soli (ja na duży garnek wsypuję jedną płaską łyżeczkę). Wrzucać pierogi, od chwili wypłynięcia na górę gotować 3 minuty. Pierogi wrzucić na kilka sekund do miski wypełnionej bardzo zimną wodą i od razu wyciągnąć (hartowanie sprawia, że pierogi się nie lepią).
Podawać polane cebulką albo podsmażonym boczkiem. 



niedziela, 16 grudnia 2012

Bigos a'la Margarytka

Ile domów tyle bigosów. Każdy ma na niego jakiś swój sposób. Ja bigos gotuję podobnie jak moja babcia, z tym, że babcia nie dodawała do bigosu kiełbasy, a jedynie różne mięsa. A my lubimy z kiełbasą, więc jest trochę mięsa i trochę kiełbasy. A właściwie tego mięsa jest całkiem sporo, podobnie jak i grzybków.
Mój bigos jest raczej z gatunku tych chudych, bo jedyny tłuszcz jaki się w nim pojawia pochodzi z wędliny. Używam chudego mięsa – wołowiny i szynki wieprzowej. Dodaję do niego odrobinę czerwonego wina i powideł śliwkowych. A czasem również sparzonego, obranego pomidora. Mięso do bigosu wcześniej marynuję, a potem albo smażę na patelni grillowej, albo piekę na blasze w piekarniku (szczególnie wtedy, gdy robię duży gar bigosu).
Niektórzy gotują bigos tylko z kiszonej kapusty, ja gotuję z mieszanej. I taki smakuje nam najbardziej.
Do gotowania bigosu potrzebne są dwa garnki – jeden mniejszy, drugi duży, w którym połączymy obie kapusty. Mnie po raz kolejny przydał się duży garnek ceramiczny Delimano (a obawiałam się, że będzie rzadko używany), w którym bigos gotował się bez przypalania. 
Gdy już zabieram się za gotowanie bigosu to od razu robię go trochę więcej, wkładam do słoików, pasteryzuję i odstawiam do lodówki. Można też bigos zamrozić, ale powiem szczerze, że wolę taki ze słoika niż mrożony. 


Składniki na duży garnek:
1,5 kg kapusty kiszonej (nie kwaszonej)
1,5 kg kapusty białej(średnia główka)
2 - 3 duże cebule
20 g suszonych borowików (albo podgrzybków)
400 g wołowiny
400 g wieprzowiny (u mnie szynka)
200 g kiełbasy podwawelskiej
200 g kiełbasy myśliwskiej
100 g wędzonki krotoszyńskiej
3 kopiaste łyżki dobrych powideł śliwkowych (dałam domowej roboty) albo 10 suszonych śliwek
150 ml czerwonego wytrawnego wina
4 liście laurowe
6 ziaren ziela angielskiego
14 ziaren czarnego pieprzu
4 ziarna jałowca
pieprz świeżo mielony + ewentualnie sól, jeśli kapusta kiszona jest mało słona
½ łyżeczki ostrej papryki
opcjonalnie: rozmaryn, kminek (ja obecnie nie dodaję)
opcjonalnie: 2 sparzone świeże pomidory(ja rzadko kiedy dodaję)

Do zamarynowania mięsa:
1 łyżeczka soli (można dać więcej jeśli ktoś lubi bardziej słone potrawy)
1 łyżeczka pieprzu
1,5 łyżeczki czerwonej słodkiej papryki
½ łyżeczki chili 


Mięso pokroić w grubą kostkę, wsypać przyprawy, dobrze wymieszać i wstawić do lodówki na całą noc.
Kapustę białą poszatkować, wrzucić do dużego garnka i wsypać 1 płaską łyżeczkę soli. Kapustę kiszoną włożyć do mniejszego garnka (jeśli jest bardzo kwaśna to wcześniej wypłukać w zimnej wodzie). Dodać po 2 liście laurowe, po 3 kulki ziela angielskiego, po 2 ziarna jałowca i po 7 ziaren pieprzu. Wsypać  po 10 g borowików suszonych, podlać wodą i gotować przez 30 minut.
Kiełbasę i wędzonkę krotoszyńską pokroić w kostkę, wrzucić na patelnię (nie dodawać tłuszczu) i podsmażyć. W tym czasie obrać i pokroić w średnią kostkę cebule. Podsmażoną kiełbasę przełożyć ostrożnie do garnka z kapustą kiszoną, a na tłuszcz, który wytopił się kiełbasy wrzucić cebulę i podsmażyć do lekkiego zrumienienia. Połowę cebuli przełożyć do garnka z kapustą kiszoną, a połowę do garnka z kapustą białą. Mięso wrzucić na tę samą patelnię i podsmażyć do zrumienienia (jeśli decydujemy się na pieczenie to trzeba je wstawić do piekarnika wcześniej i piec bez przykrycia przez 30 minut w 180 - 200 stopniach – co jakiś czas przemieszać) i przełożyć do garnka ze świeżą kapustą. Obie kapusty gotować z mięsem przez kolejne 30 minut. Gdy biała kapusta będzie miękka połączyć ją z kapustą kiszoną. Wymieszać, wlać wino i gotować przez 10 minut bez przykrycia. Dodać powidła, przykryć i gotować na bardzo wolnym ogniu przez kolejne 40 minut, co jakiś czas mieszając. Trzeba pilnować, aby w garnku zawsze była niewielka ilość wody – w razie potrzeby dolewać.
Wyłączyć, dodać 1 łyżeczkę świeżo mielonego pieprzu (ewentualnie odrobinę rozmarynu i kminku), wymieszać i odstawić na noc na balkon (do lekkiego przemrożenia – latem to oczywiście nie jest możliwe, więc wtedy zostaje lodówka). Na drugi dzień gotować przez kolejne pół godziny. Pod koniec można dodać 2 sparzone, obrane i pozbawione pestek pomidory ale nie jest to konieczne – wszystko zależy od naszych upodobań. Spróbować i ewentualnie doprawić pieprzem. Soli powinno wystarczyć, bo kapusta kiszona sama w sobie już jest słona.
Bigos im częściej odgrzewany tym smaczniejszy... i przeważnie jest tak, że najlepszy jest wtedy, gdy zostaje go już niewiele. 


poniedziałek, 19 listopada 2012

Paszteciki drożdżowe z mięsem i kapustą kiszoną

W piątek ugotowałam cały gar rosołu drobiowego, a że dałam do niego sporo mięsa to trzeba było je jakoś zagospodarować. No i padło na paszteciki. Przypomniałam sobie, że mam w zamrażarce jeszcze trochę kapusty z grzybami, która została mi po przygotowaniu krokietów. Wymieszałam i wyszedł pyszny farsz.
Przepis na ciasto dostałam już dawno od mojej bratowej, a wykorzystałam już przy okazji pieczonych pierogów. Z tym ciastem bardzo dobrze się pracuje, nie trzeba czekać aż wyrośnie, a przy tym dobrze i łatwo się wyrabia.
Ja paszteciki kroję w poprzek, ale można je zrobić w formie rogalików, prostokącików, rurek – jednym słowem jak kto chce. 
Wcześniej proponowałam Wam paszteciki z kruchego ciasta, na które przepis znajdziecie TUTAJ


Składniki na 20 – 24 dosyć spore paszteciki:

Ciasto:
30 g świeżych drożdży

¼ - ½ szklanki* mleka (ilość mleka zależy od wilgotności mąki)
1 łyżka cukru
500 g mąki pszennej (użyłam tortowej)
100 g miękkiego masła
2 jajka
1 czubata łyżeczka soli
1 łyżka ulubionych suszonych ziół (ja dałam zioła dalmatyńskie Kotanyi)

Farsz:
360 g mięsa z rosołu (waga samego mięsa, bez kości)
300 g warzyw z rosołu (u mnie 1 pietruszka, ½ selera i 3 marchewki)
250 -300 g kapusty kiszonej
garść suszonych grzybów
½ listka laurowego
2 ziarna ziela angielskiego
1 duża cebula
1 łyżka oleju do smażenia
1 łyżka bułki tartej
½ łyżeczki pieprzu
¼ łyżeczki chili (można dać więcej jeśli ma być bardzo ostro)
sól do smaku (ja nie dałam, bo kapusta była dosyć słona)

do posypania: sezam, czarnuszka, siemię lniane, kminek (ja część posypałam czarnuszką, a część zostawiłam bez niczego)

*używam szklanki o pojemności 250 ml


Farsz:
Kapustę włożyć do garnka, dodać suszone grzyby, liść laurowy, ziele angielskie, podlać wodą i gotować 60 minut, woda powinna całkowicie odparować. Ostudzić, wyrzucić liść laurowy i ziarenka ziela, a następnie zemleć przez maszynkę albo w malakserze (ja wykorzystałam robot FP270 Kenwood) - razem z mięsem i warzywami z rosołu.
Cebulę obrać, pokroić w bardzo drobną kostkę, podsmażyć na oleju do lekkiego zrumienienia. Dodać zmieloną kapustę z grzybami i mięso i wszystko razem lekko przesmażyć. Ostudzić. Dodać bułkę tartą, pieprz, chili i ewentualnie sól. Wszystko wymieszać i spróbować, czy farsz nie jest jałowy, ewentualnie doprawić jeszcze niewielką ilością pieprzu czy soli.

Ciasto:
Zrobić zaczyn: drożdże rozpuścić w ciepłym mleku z 1 łyżką cukru. Odstawić na 15 minut w ciepłe miejsce, aby „ruszył”.
Mąkę przesiać. Masło posiekać z mąką. Dodać jajka, sól, zioła i wyrośnięty zaczyn. Zagnieść elastyczne ciasto (wystarczy na to 5 minut). Ciasto podzielić na 2 części, każdą rozwałkować na podłużny placek o grubości 0,5 cm. Na każdy placek wyłożyć połowę farszu – mniej więcej 4 cm od brzegu, lekko rozsmarować – warstwa farszu powinna być dosyć gruba. Zwinąć w rulon, lekko spłaszczyć. Każdy rulon pokroić ukośnie na 10 – 12 pasztecików (można zrobić więcej mniejszych pasztecików, rozwałkować na węższe ale dłuższe placki)
Ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia albo posmarowanej masłem (ja użyłam tacy ceramicznej do pieczenia, która nie wymaga smarowania). Zostawić na 10 – 15 minut do lekkiego podrośnięcia. Posmarować rozkłóconym jajkiem i posypać np. czarnuszką, sezamem, kminkiem, siemieniem lnianym.
Piekarnik nagrzać do 175 -190 stopni - (u mnie termoobieg – 175 stopni). Paszteciki wstawić do gorącego piekarnika i piec 15 – 20 minut (kontrolować przypieczenie).
Po upieczeniu przełożyć na kratkę i zostawić do wystygnięcia.

Ja połowę swoich pasztecików zamroziłam i tym samym nie mam już ani odrobiny miejsca w zamrażarce... czas zacząć ją opróżniać :-))


piątek, 24 sierpnia 2012

Zapiekanka mięsno – ziemniaczana

Jednego dnia zrobiłam faszerowaną paprykę, a że rozszalałam się i zostało mi sporo farszu to postanowiłam go twórczo wykorzystać i powstała zapiekanka – banalnie prosta i bardzo smaczna. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, że to może tak fajnie smakować.
Do zapiekanki wykorzystałam pojedyncze naczynia, więc każdy miał swoją porcję... niestety jedno z naczyń mi pękło na pół - tuż po wyciągnięciu z piekarnika (w sumie nie powinno, bo cały czas stało na blasze, na której się piekło) – na szczęście zapiekanka została uratowana i mogła zostać zjedzona... a ja muszę poszukać nowych naczyń do zapiekania pojedynczych porcji.
Farsz jest identyczny jak do papryki faszerowanej... bo to właśnie tego farszu użyłam, ale podaję przepis, aby nie trzeba było szukać. Pikantny farsz i delikatne ziemniaki doskonale się ze sobą łączą tworząc smaczną i sycącą potrawę.


Składniki na 4 porcje:

Warstwa puree:
1 kg ziemniaków
2 łyżki masła
4 łyżki ciepłego mleka
szczypta gałki muszkatołowej (albo ulubiona przyprawa do ziemniaków)

Farsz
500 g mięsa od szynki albo drobiowego (osobiście wolę do farszu mięso od szynki)
3 małe kolorowe papryki (albo po ½ dużych)
2 średnie cebule
1 łyżka klarowanego masła albo oleju
½ szklanki* ryżu (ja daję taki sypany, krótki)
1pełna  łyżeczka soli (albo więcej – ja solę mało)
1 płaska łyżeczka pieprzu
¼ łyżeczki mielonego chili
½ łyżeczki chili jalapeno
2 – 3 papryczki peperoncini
2 czubate łyżki majeranku roztartego w dłoniach
1 łyżeczka ziół dalmatyńskich albo prowansalskich

Dodatkowo:
masło do wysmarowania naczyń żaroodpornych
4 łyżki startego parmezanu
zioła do posypania góry (u mnie dalmatyńskie Kotanyi)

*szklanka o pojemności 250 ml


Ryż opłukać, zalać 1 szklanką wody, zagotować, wyłączyć i zostawić pod przykryciem, aż ryż wchłonie wodę. Mięso opłukać i zmielić na średnim sicie.
Cebulę pokroić w drobną kostkę i podsmażyć na złoto na 1 łyżce klarowanego masła.
Kolorowe papryki opłukać, oczyścić z gniazd nasiennych i pokroić w drobną kostkę.
Papryczki peperoncini rozkruszyć (można pomóc sobie moździerzem, albo tłuczkiem do mięsa).
Mięso wymieszać z ryżem, podsmażoną cebulą, pokrojoną papryką i przyprawami.
Ziemniaki obrać, włożyć do garnka, zalać zimną wodą, posolić do smaku i ugotować do miękkości. Odcedzić, ubić na puree (ja użyłam ubijaka mojego ręcznego blendera Triblade HB724 Kenwood), dodać masło, mleko, gałkę muszkatołową (albo przyprawę do ziemniaków) i dobrze wymieszać.
Cztery pojedyncze naczynia (albo jedno duże) posmarować masłem. Farsz podzielić na 4 części i włożyć do naczyń – wyrównać. Na farsz wyłożyć puree (można to zrobić za pomocą rękawa cukierniczego i wyjdą ładne wzorki, ale zwykła łyżka też wystarczy). Posypać starym parmezanem i ziołami.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i zapiekać około 20- 25 minut. Podawać z sałatką ze świeżych warzyw. 






czwartek, 17 maja 2012

Kotlety schabowe z kostką

Kotlety schabowe z kostką to wspomnienie mojego dzieciństwa – takie robiła od czasu do czasu moja mama. Dziś robię je niezwykle rzadko, ale prawda jest taka, że bardzo lubię. Smakują dużo lepiej i są bardziej soczyste niż normalne.  
Gdy się za nie zabieram to wiadomo, że będziemy mieli obiad na dwa dni (albo obiad i kolację), bowiem kotlety tak przygotowane wychodzą ogromne (rozbijam mięso dosyć cienko) i nie jesteśmy w stanie ich zjeść.  
Same kotlety przygotowuje się w sposób klasyczny, można je najpierw oprószyć mąką, ale ja tego nie robię... popełniam większe „przestępstwo”, bo robię podwójną panierkę.
No i jeszcze jedno - te kotlety powinny być smażone na smalcu a nie na oleju czy maśle... Nie lubię zapachu roztopionego smalcu, ale dla tych kotletów robię wyjątek... Są bardzo kaloryczne i pewnie dlatego tak rzadko pojawiają się na naszych talerzach (raz na kilka miesięcy).



Składniki na dwie duże porcje:

2 kotlety schabowe z kostką
bułka tarta
2 małe jajka
2 łyżki mleka
sól, świeżo zmielony pieprz, chili
smalec do smażenia

Kotlety umyć i dobrze rozbić uważając, aby nie przerwać mięsa przy kostce. Posolić, popieprzyć i oprószyć niewielką ilością chili.


Jajka rozbić do głębokiego talerza, dodać 2 łyżki mleka, odrobinę pieprzu i chili (aby panierka też była ostra) i dobrze roztrzepać. Bułkę wysypać na płaski talerz.
Kotlety obtoczyć bułce, potem w jajku i następnie w bułce. Jeśli chcemy mieć podwójną panierkę to jeszcze raz czynności panierowania powtórzyć (jajko, potem bułka).
Tłuszcz rozgrzać na dużej patelni, wkładać kotlety i smażyć na średnim ogniu do ładnego zrumienienia – po kilka minut z każdej strony.
Podawać gorące z ulubionymi dodatkami.


sobota, 10 marca 2012

Sznycle grillowane i zapiekane w cebuli

W ubiegłym tygodniu stałam się posiadaczką kolejnej patelni ceramicznej Delimano – tym razem jest to ceramiczna patelnia do grillowania. Moja stara patelnia teflonowa już wylądowała na śmietniku, a tę nową wypróbowałam już dwukrotnie... Nie dość, że świetnie się sprawdza, nie wymaga użycia dużej ilości tłuszczu, bardzo lekko i przyjemnie się ją myje, to jest jeszcze ładna. Bardzo lubię białe garnki i patelnie. Pewnie jeszcze nie raz podzielę się z Wami moimi wrażeniami z użytkowania tej patelni.
Dziś proste danie, które przygotowałam tydzień temu i które bardzo nam smakowało. W zamyśle miałam karkówkę, ale niestety nie udało mi się kupić takiej jaką bym chciała, więc nabyłam sznycle wieprzowe z szynki, które też się sprawdziły.



Składniki na dwie porcje:

2 sznycle wieprzowe albo dwa plastry karkówki (moje miały po 170 g)
2 duże cebule
1 łyżeczka oleju
pieprz kolorowy
papryka słodka
chili
ulubione zioła (użyłam włoskich z młynka Kotanyi)
sól (ja nie dodawałam, bo w młynkach z mieszanką chili i ziołami jest sól)


Mięso lekko rozbić (ale nie za cienko), posypać pieprzem, papryką, ziołami, chili. Patelnię grillową posmarować olejem, rozgrzać i włożyć mięso. Obsmażyć z każdej strony do ładnego zrumienienia.
W międzyczasie obrać cebule i pokroić je w półplasterki. Mięso przełożyć na ogrzany talerz, a na patelnię wrzucić cebulę, delikatnie ją posolić, dodać zioła i lekko podsmażyć – powinna się lekko zrumienić.
Przygotować dwa kawałki folii aluminiowej, na każdej rozłożyć część cebuli, ułożyć mięso a na nim resztę cebuli. Folię zawinąć tak, aby nic nie wyciekło, przełożyć na blaszkę i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Piec przez 45 - 60 minut. Wyciągnąć z piekarnika i zostawić jeszcze na 10 minut, aby mięso odpoczęło.
Podawać z ulubionymi dodatkami.




wtorek, 17 stycznia 2012

Szaszłyk drobiowy z ananasem

W zamrażalce znalazłam filet z kurczaka, w lodówce kawałki papryki, w szafce puszkę z ananasem... i zrobiłam szaszłyki. To danie szybkie i nad wyraz dietetyczne. Dodatki można dowolnie zmieniać – np. dołożyć cukinię czy pomidory. Osobiście lubię połączenie drobiu, ananasa i papryki.  
Do tego przygotowałam surówkę z kapusty pekińskiej, do której również wykorzystałam część ananasa, ale o surówce będzie w następnym poście.
W lodówce zrobiło się bardzo luźno, choć jeszcze nie świeci pustkami... i o to mi chodziło :-) Niestety w zamrażarce jeszcze zalega sporo owoców, grzybów, warzyw i trochę mięsa. Będę więc działać dalej.


Składniki na 2 porcje:

1 duży filet z kurczaka
4 plastry ananasa (świeży albo z puszki)
1/3 papryki czerwonej
1/3 papryki żółtej
sól, pieprz i przyprawy wg uznania – ja dodałam chili, słodką paprykę, a także odrobinę curry, które się fajnie komponuje z ananasem i kurczakiem

Filet z kurczaka opłukać, osuszyć papierowym ręcznikiem, pokroić na kawałki, zamarynować w przyprawach. Paprykę i cebulę obrać, również pokroić na kawałki.  
Plastry ananasa odsączyć, każdy przeciąć na 4 części. Na patyczki do szaszłyków nadziewać po kolei kawałki zamarynowanego kurczaka, cebuli, papryki i ananasa. Całość oprószyć słodką papryką i pieprzem.
Upiec na grillu, patelni grillowej albo w piekarniku (180 stopni). Czas przygotowania zależy od tego czego używamy do pieczenia. Ja wykorzystałam grill elektryczny, który spryskałam tłuszczem w spray'u Bake Easy (okazuje się, że ten gadżet jest dużo bardziej przydatny niż pierwotnie myślałam – sprawdza się doskonale również przy natłuszczaniu grilla) i zajęło mi to około 20 minut.  


Podawać z surówką, ryżem albo ziemniakami. Jako, że robiłam to danie tylko dla siebie (Zielonooki będzie dopiero w piątek) to zadowoliłam się szaszłykiem i samą surówką.
No i miałam obiad na dwa dni. 


poniedziałek, 26 grudnia 2011

Pasztet domowy mojej Mamy


Kilku osobom obiecałam przepis na domowy pasztet, ale jakoś się nie składało, bo choć przepis miałam napisany już dawno to ciągle zapominałam o zdjęciach.
Ale dziś już je mam – zrobiłam na świątecznym stole i mogę się podzielić przepisem. Pewnie teraz nikt pasztetu piec nie będzie, ale może za jakiś czas przepis się przyda.
Wiele jest przepisów na pasztet, ale ile jest naprawdę dobrych? Hmm... to pewnie zależy od tego, co kto lubi. Ja lubię pasztet z przepisu mojej Babci, który robi również moja Mama - dla mnie jest doskonały. Nie smarowny, ale właśnie taki upieczony... najsmaczniejszy z chrzanem albo musztardą.
Kilka lat temu mój szwajcarski kolega poprosił mnie o przepis na pasztet. Przez kilka lat przebywał w Polsce i bardzo mu smakowała polska kuchnia. A że ma smykałkę do gotowania i eksperymentowania to postanowił zmierzyć się z pasztetem. Tylko nie mógł zaleźć przepisu. Moja Mama się nad nim ulitowała i podzieliła swoim, rodzinnym przepisem.
Michael pasztet upiekł i już trakcie pieczenia połowa sąsiadów zastukała z pytaniem co on takiego robi, że tak pachnie... a gdy następnego dnia zabrał do pracy, aby poczęstować swoich współpracowników (dojeżdżał wtedy do pracy z Bazylei do Miluzy we Francji) to usłyszał, że to jeden z najlepszych pieczonych pasztetów jakie jedli.
Ja mogę tylko potwierdzić, bo pasztet jest naprawdę smaczny. Miałam okazję spróbować kilkunastu pasztetów pieczonych przez różne osoby, ale ten smakuje mi najbardziej. Zrobienie dobrego pasztetu zależy od jakości mięsa, jakiego użyjemy. Wbrew pozorom tu nie można wrzucić byle czego. A i trzeba uważać, aby nie przedobrzyć z wątrobą, bo wtedy smak zostanie przez nią zdominowany.
Pasztet pojawia się w naszym domu głównie przy okazji świąt. A że zawsze powstaje go więcej, bo małej ilości nie ma sensu robić, to go zamrażamy i zawsze można wyciągnąć z zamrażarki, gdy przyjdzie ochota.
Od jakiegoś czasu pieczemy pasztet w jednorazowych foremkach aluminiowych – pasztet tak nie wysycha jak w metalowych.



Składniki:( z tej porcji wychodzą 3 - 4 keksowe foremki aluminiowe albo duża tortownica)

1 i ½ kg mięsa wieprzowego (łopatka lub karkówka)
½ kg surowego boczku
½ kg cielęciny lub 2 ćwiartki z kurczaka
½ kg wątroby cielęcej, drobiowej lub wieprzowej
1 średnia cebula
1 duża marchew
1 średnia pietruszka
½ małego selera
2 liście laurowe
5 ziaren ziela angielskiego
10 ziaren czarnego pieprzu
3 czubate łyżeczki soli

Dodatkowo
1 szklanka bułki tartej
5 jaj
1 łyżeczka startej gałki muszkatołowej
1 czubata łyżeczka czarnego mielonego pieprzu
1 płaska łyżeczka soli
3 czubate łyżki majeranku
ok. 2 szklanek wywaru z gotowania mięsa

masło i bułka tarta do wysmarowania formy

Do garnka włożyć wszystkie rodzaje mięs z wyjątkiem wątroby. Dodać warzywa i przyprawy. Zalać zimną wodą – tyle, aby mięso i warzywa były przykryte. Gotować do miękkości mięsa na małym ogniu (około 2 godziny). W trakcie gotowania sprawdzić, czy mięso jest wystarczająco słone – w razie potrzeby dosypać jeszcze trochę soli do smaku..
Po ugotowaniu mięso odcedzić zachowując wywar. Warzywa i przyprawy wyrzucić. Wątrobę pokroić na kawałki, wrzucić do gorącego wywaru i parzyć tak długo, aż nie będzie wyciekała z niej krew – sprawdzić wbijając w wątrobę widelec.
Ugotowane mięso i wątrobę zostawić do wystygnięcia a następnie zemleć dokładnie na gładką masę w malakserze, albo przepuścić trzykrotnie przez maszynkę do mielenia mięsa (drobne sito).
Do zmielonej masy dodać 1 szklankę tartej bułki, wbić 5 jaj, wsypać 1 łyżeczkę startej gałki muszkatołowej, 1 czubatą łyżeczkę zmielonego czarnego pieprzu, 1 płaską łyżeczkę soli, 3 czubate łyżki majeranku (roztartego w dłoniach) i 1,5 szklanki wywaru z gotowania mięsa. Masę dokładnie wyrobić, jeśli będzie za sucha dodać jeszcze trochę wywaru. Masa powinna być wilgotna ale nie luźna.
Foremki jednorazowe wysmarować masłem, wysypać bułką tartą. Przełożyć do nich masę (po trochu) ubijając dłonią. Wierzch posypać bułką tartą i polać 3 łyżkami wywaru.
Wstawić do nagrzanego do 170 stopni piekarnika (u mnie góra - dół) i piec około 60 minut. Pasztet jest upieczony, gdy odchodzi od brzegów foremek.
Można też masę przełożyć do dużej tortownicy i piec około 100 minut.
Pasztet po upieczeniu można zamrozić i przechowywać do 3 miesięcy w zamrażarce.


sobota, 5 listopada 2011

Sznycle cielęce (albo wieprzowe) w sosie z suszonych borowików

To jedno z tych dań, które w zasadzie robi się samo (poza wstępnym przygotowaniem), jest proste i bardzo smaczne, a przy tym nie wymaga dużego nakładu pracy.  Jeśli uda się nam kupić ładnie wykrojone sznycle to pozostaje je tylko opłukać, osuszyć papierowym ręcznikiem i połowa roboty z głowy. 
Osobiście lubię kupować mięso w jednym ze sklepów, w którym sami rozbierają półtusze i porcjują je na miejscu – wtedy sznycle zawsze są przecudnej urody, a mięso świeże i niezłej jakości. Już się tak przyzwyczaiłam, że nie kupuję mięsa w dużych kawałkach. Nawet jeśli chcę mięso zmielić to kupuję to porcjowane – jest zawsze pozbawione błonek i tłuszczu, co dla mnie jest wielkim plusem. Poza tym jest to fajne rozwiązanie dla osób, które chcą kupić np. jednego sznycla czy jeden stek – zawsze jest w czym wybrać, bo lada jest wypełniana regularnie. A że sprzedaż jest duża to i mięso nie leży w ladzie zbyt długo.


Składniki na 4 porcje:

4 duże sznycle cielęce albo wieprzowe
3 duże cebule
2 garście suszonych borowików
sól
pieprz (użyłam jak zawsze młynka Kotanyi)
chili
słodka papryka
1 łyżeczka cukru
2 łyżki klarowanego masła
1 czubata łyżeczka mazeiny (skrobi kukurydzianej)

Sznycle opłukać, osuszyć papierowym ręcznikiem i przekroić na dwie części. Cebule obrać, pokroić w piórka. Borowiki zalać wrzątkiem, zostawić na 2 minuty i przecedzić przez sito.
Na dużej patelni rozgrzać masło. Włożyć sznycle i obsmażyć na mocnym ogniu do lekkiego zrumienienia. Przełożyć do rondla, posolić, popieprzyć, oprószyć słodką papryką i chili.
Na patelnię wrzucić pokrojoną cebulę, posolić i popieprzyć, podsmażyć ją na złoto. Przełożyć na podsmażone sznycle. Do rondla wrzucić opłukane grzyby i wlać 300 ml wody. Przykryć i dusić na wolnym ogniu około 40 minut. Sprawdzić czy mięso jest miękkie (jeśli jest twarde to dusić jeszcze kilka minut). Wyciągnąć na ogrzany talerz, a sos zmiksować dodając 1 łyżeczkę drobnego cukru – użyłam płaskiej końcówki blendera Triblade HB724 firmy Kenwood. Spróbować i jeśli trzeba doprawić solą i pieprzem do smaku. Mazeinę rozprowadzić w niewielkiej ilości zimnej wody i wlać do sosu. Zagotować, włożyć mięso, całość podgrzać.  


Podawać z ziemniakami albo kaszą w towarzystwie buraczków.

niedziela, 9 października 2011

Szynka po staropolsku

Na rynku pojawiły się przyprawy Kotanyi w nowych opakowaniach... znaczy się „pojawiły się” to chyba za dużo powiedziane, bo znalezienie ich w sklepach graniczy z cudem. Na półkach można znaleźć jeszcze zapasy, a w nowych paczuszkach jest tylko to po co ludzie najczęściej sięgają: pieprz, papryka, bazylia (tyle znalazłam)... Ale te nowe ładne opakowania to nie jedyna zaleta, bowiem nowe mieszanki nie zawierają już soli, glutaminianu sodu i są w 100% naturalne, a nowe paczuszki z ziołami są bardziej napakowane. Mnie się udało otrzymać do testowania po paczuszce różnych przypraw i postaram się moimi wrażeniami z Wami podzielić.


Na pierwszy rzut idzie marynata staropolska. W ubiegłym tygodniu przygotowałam szynkę (tzw. orzech, kulka) z użyciem tej marynaty. Rzadko stosuję gotowe mieszanki, bowiem zawierają czosnek, który zdecydowanie nie jest tym co lubię. Ale skusiłam się na wypróbowanie tej marynaty i nie żałuję. Czosnek jest wyczuwalny, ale jakoś to przeżyłam :-) Jeśli komuś czosnek nie przeszkadza to szczerze polecam, bo aromat mięsa był wspaniały. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie dodała czegoś od siebie.


Piekłam szynkę w woreczku foliowym, dzięki czemu nie była sucha, a soczysta i aromatyczna. Z płynu, który powstał w trakcie pieczenia przygotowałam delikatny sos (przecedziłam go przez sitko). Niestety w trakcie pieczenia mięsa nie mamy szans na dużą ilość aromatycznego sosu (tak jak w przypadku duszonego mięsa), więc tym razem wspomogłam się soserem Winiary, który zagęścił mój płyn i nadał mu wyrazistego smaku. Może nie jest to najzdrowsze rozwiązanie, ale raz na jakiś czas można sobie na to pozwolić. Oczywiście można zrobić sos chrzanowy czy grzybowy – wszystko zależy od tego co kto lubi.
Tak upieczona szynkę jedliśmy i na ciepło i na zimno... i mnie na zimno (z dodatkiem chrzanu) smakowała jeszcze bardziej niż na ciepło. Z pewnością jest to doskonały sposób na domową wędlinę.

Składniki
1 -1,2 kg surowej szynki wieprzowej (najlepiej orzech)
1 łyżeczka soli (można dać więcej, ale dla mnie to aż nadto)
1 łyżeczka czarnego pieprzu
2 łyżeczki marynaty staropolskiej
1 łyżeczka majeranku
1 łyżeczka tymianku
szczypta chili 
1 łyżeczka ostrego chrzanu
1 łyżka dobrej oliwy
2 – 3 łyżki wody
1 liść laurowy

Mięso opłukać, oczyścić i osuszyć (np. papierowym ręcznikiem). Wszystkie przyprawy wsypać do miseczki, wlać oliwę, wodę, dodać chrzan i wymieszać na gładką pastę. Mięso wysmarować dokładnie marynatą, włożyć do miski, przykryć folią, odstawić na kilka godzin do lodówki (najlepiej na całą noc).


Zamarynowane mięso przełożyć do woreczka foliowego przeznaczonego do pieczenia, dodać pokruszony listek laurowy, zamknąć klipsem, zrobić kilka małych dziurek i ułożyć na blaszce albo w naczyniu żaroodpornym. Można użyć szklanego naczynia żaroodpornego, ceramicznego albo brytfanki – ale polecam woreczki – wydatek niewielki, a korzyść ogromna, bo mięso zostaje soczyste i nie trzeba potem szorować naczynia.
Piekarnik nagrzać do 200 stopni. Włożyć mięso i po 15 minutach zmniejszyć temperaturę do 160 stopni. Piec około 80 minut.
Wyciągnąć mięso z piekarnika, rozciąć woreczek, mięso przełożyć na deskę i zostawić na około 20 minut, aby „odpoczęło” - wtedy soki nie wyciekną.


Płyn z woreczka można wykorzystać do przygotowania sosu do mięsa - jeśli będziemy je jedli na ciepło albo po prostu wylać.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...