Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bób. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bób. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 lipca 2016

Pasta z bobu podana na grzankach z jajkiem na twardo

O tym, że warzywa są w naszym domu lubiane pisałam wielokrotnie. Jemy ich sporo i pod różną postacią. Dziś chcę Wam zaproponować fajną pastę z bobu, którego ciągle na straganach pod dostatkiem. A warto go jeść, bo jest bogaty w dobre składniki (więcej o bobie pisałam TUTAJ). Przeważnie robię tę pastę z dodatkiem ziaren słonecznika, ale zalegały mi w szafce orzeszki piniowe i chciałam je wykorzystać. W połączeniu z doskonałym olejem słonecznikowym tłoczonym na zimno wyszła fantastycznie. Zawsze dodawałam zwykły olej słonecznikowy, ale jednak jakość oleju potrafi wiele zmienić. Nie da się ukryć, że dobry produkt może naprawdę wiele.
Olej trafił w moje ręce trochę przez przypadek. Podczas wiosennego pobytu w Bieszczadach kilka razy odwiedziliśmy „Chatę Wędrowca”, w której jako starter przed posiłkiem podawali świeże pieczywo, warzywa i mały spodek z olejem. Wszyscy się nim zachwycali, bo smak naprawdę był niezwykły. Zachwyciłam się i ja. Zapytałam co to za oliwa czy olej i gdy mi kelnerka powiedziała, że rzepakowy, to zwyczajnie nie chciało mi się wierzyć. Poprosiłam o pokazanie butelki i zrobiłam sobie zdjęcie, żeby poszukać go w sklepie, bo dawno żaden produkt mnie tak nie zachwycił.
Przy „Chacie Wędrowca” jest sklepik z różnymi produktami, ale niestety oleju nie było, więc zaczęłam szperać w Internecie i znalazłam producenta na Facebooku, zapytałam gdzie mogę kupić olej i dostałam odpowiedz... Niestety na północy Polski nie ma go w sklepach stacjonarnych, ale jest jeszcze sklep internetowy, w którym można robić zakupy bez żadnych obaw, bo oleje są tak zapakowane, że podróż im niestraszna. Do najtańszych nie należą, ale czasem warto podarować sobie odrobinę luksusu. Gdyby ktoś był zainteresowany olejami, to polecam sklep Green Spoon.
Okazało się, że mają w ofercie cztery rodzaje: wspomniany już przeze mnie olej rzepakowy, olej słonecznikowy, olej lniany i olej rydzowy. Wszystkie cztery oleje zawitały do mojej kuchni i wszystkie okazały się doskonałe, choć to w rzepakowym zakochałam się na zabój. Innego rzepakowego już nie chcę.
A wracając do pasty – dodałam do niej trochę oleju słonecznikowego, lekko zaostrzyłam chili i wyszła przepyszna. A podałam na grzankach i w towarzystwie jajka - pomysł zgapiłam od koleżanki, u której jadłam kiedyś tak podaną pastę z czarnej fasoli. 


Składniki na niedużą salaterkę:

500 g młodego bobu (stary robi się mączysty i nie jest już taki smaczny)
2 – 3 łyżki orzeszków pinii albo ziaren słonecznika
30 ml (2 łyżki) oleju słonecznikowego (u mnie tłoczony na zimno)
½ łyżeczki soku z cytryny
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
sól, świeżo mielony pieprz, chili

Do podania: 
grzanki (u mnie z chleba żytniego na zakwasie), jajko ugotowane na twardo albo półtwardo, szczypiorek, natka czy inne zielsko



Pasta z bobu – przygotowanie:

Bób ugotować do miękkości, ostudzić, obrać ze skórek. Orzeszki pinii albo ziarna słonecznika uprażyć na suchej patelni – uważać, żeby nie przypalić, bo pasta nabierze gorzkiego posmaku. Bób, orzeszki (albo ziarna) wrzucić do blendera, dodać posiekaną natkę pietruszki, sok z cytryny, olej, po szczypcie soli, pieprzu i chili i zmiksować na gładką pastę. Spróbować i jeśli trzeba doprawić do smaku – ja dodałam jeszcze trochę pieprzu. Pasta musi być dobrze doprawiona, bo inaczej będzie mdła.
Chleb włożyć do tostera albo na patelnię i opiec na chrupko. Posmarować pastą z bobu, ułożyć na niej plasterki jajek i posypać zieleniną. 



wtorek, 28 lipca 2015

Roladki schabowe z lutenicą, pastą z bobu i suszonymi pomidorami

Schab lubię kupować w sklepie, w którym mają maszynę „do dziurkowania” - tzn. nakłuwania mięsa w taki sposób, że staje się płaskim kotletem, a przy tym jest bardzo kruche. Z takiego mięsa i kotlety i rolady wychodzą wyśmienite.
Tym razem zmieniłam nadzienie do roladek, żeby nie było nudno. No i z tej chęci zabicia nudy powstały naprawę niezłe zawijańce w pysznym, delikatnie cebulowym sosie. 


Składniki na 4 porcje:

4 duże kotlety ze schabu środkowego (około 700 g razem)
4 łyżki lutenici (ja użyłam zeszłorocznej domowej, ale można użyć kupionej w sklepie)
4 kawałki suszonych pomidorów
200 g ugotowanego i obranego bobu (waga przed gotowaniem)
2 łyżki sezamu
2 duże cebule
sól, pieprz
słodka czerwona mielona papryka
mielony kardamon
1 łyżka oleju
250 -300 ml dowolnego bulionu (u mnie domowy warzywny) albo wody
1 łyżka klarowanego masła/smalcu bądź inny tłuszcz do smażenia
2 łyżki śmietany do sosów i zup (użyłam słodkiej śmietanki 18%)


Bób ugotować do miękkości, obrać ze skórek. Sezam uprażyć na złoto na suchej patelni. Do blendera wrzucić obrany bób, wlać łyżkę oleju, 2 – 3 łyżki wody, dodać uprażony sezam, szczyptę soli, szczyptę pieprzu i ½ łyżeczki mielonego kardamonu. Zmiksować na gładką pastę – jeśli jest za gęsta można dodać jeszcze łyżkę wody.
Schab rozbić (ja już miałam ten problem z głowy). Każdy płat mięsa oprószyć solą i pieprzem, posmarować lutenicą, włożyć po łyżce pasty z bobu, a na to suszone pomidory. Zwinąć roladki. Można spiąć szpilkami do zrazów albo zawinąć nitką – ja tego nie robię, po prostu ciasno zwijam, dociskam i wstawiam na godzinę do lodówki, wtedy nic się nie rozpada, ani nie rozwija.
W głębokim rondlu rozgrzać tłuszcz do smażenia (u mnie masło klarowane), włożyć roladki, posypać słodką czerwoną papryką i na mocnym ogniu obsmażyć na złoto z wszystkich stron.
Cebulę pokroić w półplasterki. Dodać do podsmażonych roladek, lekko posolić, popieprzyć i podsmażyć ją do mocnego zrumienienia (żeby sobie ułatwić pracę, można roladki na chwilę przełożyć na talerz i po zrumienieniu cebuli włożyć ponownie do rondla). Wlać 250 -300 ml bulionu i dusić na małym ogniu około 60 minut, co jakiś czas uzupełniając płyn.
Gdy rolady będą miękkie, wyciągnąć je na talerz, do sosu wlać 2 łyżki śmietany i całość zmiksować na gładki sos – nie trzeba już zaciągać mąką, bo cebula i śmietana zagęszczą sos wystarczająco. Spróbować i ewentualnie doprawić  jeszcze wg uznania i własnego smaku. Jeśli jednak zależy nam na większej ilości sosu, to do duszenia trzeba wlać więcej bulionu albo wody, dać 4 cebule i ewentualnie lekko zaciągnąć mąką jeśli sos wyda się zbyt rzadki.
Podawać z ulubionymi dodatkami – u nas tym razem młode ziemniaki i mizeria na słodko – kwaśno. 






niedziela, 21 czerwca 2015

Zapiekanka makaronowa z polędwiczką wieprzową, bobem i papryką

Zapiekanki makaronowe to całkiem fajne dania, choć nie powiem, że są bardzo szybkie do zrobienia, bo trochę czasu trzeba im poświęcić. Ale mają tę zaletę, że można przygotować ją wcześniej, a potem tylko wstawić do piekarnika i szybki obiad gotowy. Tak było i u nas. Zapiekankę przygotowałam sobie dzień wcześniej i wstawiłam do lodówki. Planowaliśmy całe sobotnie przedpołudnie poza domem, więc trzeba było wykombinować coś, co będzie można szybko zrobić po powrocie, aby zjeść ciepły posiłek.


Składniki na 4 porcje:

300 g dowolnego krótkiego makaronu (u mnie kolorowe creste di galli, tzw. grzebienie koguta)
600 g polędwicy wieprzowej
500 g bobu
2 czerwone papryki
2 duże cebule
2 łyżki tartego parmezanu
500 ml passaty
sól, pieprz,
ulubione zioła – u mnie oregano, bazylia i rozmaryn
2 łyżki oleju
około 100 -150 g mozzarelli (tartej albo w plastrach)


Polędwicę oczyścić z białych błonek i pokroić w grubą kostkę. Makaron ugotować al dente w dużej ilości lekko osolonej wody. Bób ugotować w wodzie z dodatkiem soli i cukru (½ łyżeczki soli, ½ łyżeczki cukru), ostudzić i obrać z łupinek (jeśli ktoś lubi może nie obierać). Cebulę pokroić w drobną kostkę, a paprykę na kawałki. Na patelni rozgrzać olej, wrzucić pokrojoną polędwicę i na mocnym ogniu krótko obsmażyć do lekkiego zrumienienia. Przełożyć do miski, posolić i oprószyć pieprzem. Na patelnię po smażeniu polędwiczek wrzucić cebulę, zeszklić ją, dodać paprykę i razem smażyć 2 – 3 minuty. Wlać passatę, całość zagotować, doprawić do smaku solą, pieprzem, ewentualnie odrobiną cukru jeśli trzeba. Dodać zioła i gotować 2 – 3 minuty do lekkiego zgęstnienia.
Makaron, podsmażoną polędwicę, bób i tarty parmezan wymieszać, przełożyć do naczynia żaroodpornego (albo pojedynczych naczyń do zapiekania), wlać sos.
Piekarnik nagrzać do 200 stopni (góra - dół), wstawić naczynie i zapiekać 15 minut, wyciągnąć, posypać tartym serem (mój był w plastrach), górę oprószyć ziołami i wstawić do piekarnika na 5 minut, aby ser się rozpuścił.



niedziela, 20 lipca 2014

Ryż z warzywami

Na naszym stole kasze i ryże pojawiają się dosyć często. Są nie tylko zdrowe, ale i smaczne, więc dlaczego nie urozmaicać sobie posiłków? Taki ryż może być dodatkiem do mięsa, ryby, ale równie dobrze może stanowić samodzielne danie. Często robię taki misz masz, gdy w lodówce zostają resztki różnych warzyw, które są dobre i zdecydowanie powinny znaleźć zastosowanie. Tak było i tym razem, trochę bobu, trochę brokułów, reszta mrożonej papryki, młode marchewki i danie gotowe. Zachęcam do wykorzystywania do takich dań lekkich, domowych bulionów warzywnych, które zdecydowanie wzbogacają smak.
Na blogu jest już jedna wersja ryżu z warzywami po indyjsku i przepyszna kasza jęczmienna z warzywami. Zachęcam do wypróbowania. 


Składniki na 4 porcje (jako dodatek do mięsa, ryby) albo na 2 porcje obiadowe:

200 g  ryżu (użyłam ryżu basmati)
2 i ½ szklanki gorącego bulionu warzywnego/drobiowego albo wody
1 duża albo 2 małe marchewki
2 małe młode cebulki (albo 1 duża)
¼ ugotowanego brokuła
½ papryki czerwonej (ja użyłam kolorowej mrożonej)
½ papryki żółtej
1 szklanka ugotowanego i wyłuskanego bobu
1 czubata łyżeczka klarowanego masła
sól, pieprz do smaku


Bób i brokuły ugotować w lekko osolonej i posłodzonej wodzie (każde warzywo osobno) – mnie zostały z poprzedniego dnia, więc gotowanie miałam z głowy.
Cebulkę, paprykę, marchewkę oczyścić i pokroić w drobną kostkę. W rondlu rozgrzać 1 łyżeczkę masła, wrzucić posiekaną cebulę i delikatnie ją zeszklić, dodać pokrojoną marchewkę, paprykę i smażyć razem 3 – 4 minuty ciągle mieszając. Ryż opłukać, wrzucić do rondla i wymieszać z warzywami, wlać gorący bulion albo wodę. Jeśli będzie to woda, wsypać ¾ łyżeczki soli i ½ łyżeczki pieprzu, w przypadku bulionu sól jest zbyteczna. Gotować na wolnym ogniu przez około 10 – 12 minut – ryż powinien napęcznieć i wciągnąć większość wody. Dodać bób, brokuły i jeszcze razem chwilę razem gotować, aż cała woda zostanie wchłonięta przez ryż. Doprawić świeżo mielonym pieprzem i gotowe. 


poniedziałek, 31 marca 2014

Zapiekanka na zielono

W szafce zalegało mi kilka puszek z różnymi warzywami, w zamrażarce woreczek z brokułami i pudełko z bobem, więc postanowiłam to jakoś zagospodarować. I zrobiłam zapiekankę na zielono. Pysznie wyszło.  W zamrażarce robi się coraz więcej przestrzenni i nie powiem, żeby mnie to jakoś szczególnie smuciło, bo z zapasów wychodzą fajne obiady. 
Przepis podaję na 4 porcje, choć ja zrobiłam tylko dwie, a pozostałe warzywa wykorzystałam do przygotowania zupy. 


Składniki na 4 porcje:

200 g makaronu (u mnie penne)
1 mały brokuł
1 puszka zielonej fasolki konserwowej
1 puszka groszku konserwowego
1 szklanka ugotowanego, obranego bobu
3 duże jajka
200 g jogurtu naturalnego (nie typu greckiego) albo śmietany do zup
1 pełna łyżka mąki pszennej (dałam tortową, bo wrocławska mi wyszła)
sól, pieprz
gałka muszkatołowa
ulubione zioła
120 g startej mozzarelli (takiej z bloku) albo miękkiego żółtego sera
masło do wysmarowania naczynia


Makaron ugotować al dente w osolonej wodzie. Odcedzić. Brokuły zblanszować w lekko osolonej i posłodzonej wodzie. Fasolkę i groszek odcedzić z zalewy.
Jajka rozkłócić, dodać jogurt (albo śmietanę), łyżkę mąki, 2 łyżki startego sera, ½ łyżeczki soli i ¼ łyżeczki pieprzu, ½ łyżeczki świeżo tartej gałki muszkatołowej, 1 łyżeczkę ulubionych ziół i wymieszać.
Makaron wymieszać z warzywami, włożyć do naczynia żaroodpornego posmarowanego masłem, zalać sosem i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni (góra – dół). Zapiekać 20 minut, wyciągnąć, posypać resztą startego sera, oprószyć dodatkowo niewielką ilością ziół i wstawić ponownie do piekarnika na 5 minut. Podawać gorące.
Zapiekanka nie daje się zbył ładnie kroić, więc dobrze jest ją przygotować np. w pojedynczych naczyniach do zapiekania, albo pogodzić się z tym, że na talerzu nie będzie wyglądała wzorcowo. 



poniedziałek, 15 lipca 2013

Bób – co w nim jest i jak go ugotować?

Do napisania tego postu skłoniły mnie pytania czytelników. Aby nie odpowiadać na każdego maila osobno postanowiłam napisać post.
O bobie wspominałam już przy okazji risotta z bobem, ale w sumie nie zaszkodzi przypomnieć, że to cudowne, zdrowe, bogate w białko i pyszne warzywo. Bób oprócz tego, że zawiera dużo białka, jest też źródłem błonnika, który daje uczucie sytości i reguluje stężenie glukozy we krwi. Zawiera sporo żelaza, miedzi, magnezu i folianów, a także jest źródłem witaminy K i ryboflawiny.


Miseczka bobu bez żadnych dodatków (250 g) ma zaledwie 165 kcal, więc bez najmniejszych wyrzutów sumienia można się nim zajadać.
Jaki bób kupować, aby był dobry? Niestety, dziś na straganach i w sklepach króluje bób zamknięty w woreczkach foliowych, co wcale nie jest korzystne dla samego warzywa. Gdy zostaje zapakowany do takiego woreczka zbyt wcześnie po wyłuskaniu (nie zdąży odparować) to woreczki parują, a sam bób robi się szary. Ideałem byłoby, gdyby można kupić bób na wagę. Ja staram się kupować bób od pani, która sprzedaje warzywa z własnego ogrodu - nie dość, że warzywa świeże, bez nadmiernej ilości chemii, to jeszcze tańsze niż u straganiarzy. W sobotę, będąc na targu, podeszłam do niej po cebulkę, marchewkę, kapustę, rzodkiewkę, szczypior i właśnie bób. Na bób musiałam poczekać, bo właśnie trwał proces łuskania. Jednak warto było poczekać, bo właśnie taki bób lubię kupować – młody, jasny i bez plam. Muszę pomyśleć o zamrożeniu choć kilograma, aby i zimą cieszyć się tym cudownym warzywem, które lubię od zawsze i chętnie po nie sięgam.
Ja jem młody bób razem ze skórką, bo w niej jest wiele cennych składników, a Zielonooki obiera. Każdy je tak jak lubi. Gotuję bób w sposób, który praktykowała moja babcia i mama, z dodatkiem koperku.  A gdy chcę go wykorzystać do innych dań, takich jak pasta, pierogi, sałatki to gotuję go w parowarze bez soli.
Bób, jak wszystkie zielone warzywa, dobrze jest gotować w dużej ilości wody i bez przykrycia, aby uwolnić kwas szczawianowy, który niszczy chlorofil odpowiedzialny za ładny, intensywny kolor warzyw.


Składniki na 2 porcje:

500 g bobu
1 łyżeczka cukru
1/2 łyżeczki soli
gałązka kopru

opcjonalnie: 2 łyżeczki masła, posiekany koperek, przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku 


Bób opłukać, odcedzić. W dużym garnku zagotować wodę, wrzucić bób, wsypać 1 łyżeczkę cukru i gotować 5 minut. Dodać ½ łyżeczki soli (na każde 500 g bobu daję ½ łyżeczki soli) i gałązkę koperku. Gotować jeszcze 5 - 15 minut. Czas gotowania może być różny, w zależności od tego jaki bób mamy. Młody potrzebuje niewiele czasu. Wyciągnąć jedno ziarno, spróbować i jeśli jest dobry to odcedzić. Jeśli ma zostać użyty np. do sałatki to przelać go zimną wodą, ale jeśli chcemy go po prostu zjeść to przesypać na talerz.

Ja lubię bób bez dodatków, ale można go polać odrobiną topionego masła, posypać koperkiem czy wymieszać z przeciśniętym przez praskę ząbkiem czosnku – wszystko wg uznania.
Bób świetnie się sprawdza jako składnik sałatek, zup, risotta czy dań z makaronem. U mnie rzadko występuje w takiej postaci, bo przeważnie zostaje zjedzony bez dodatków. 



Przepisy z bobem na blogu:


środa, 20 lipca 2011

Tagliatelle z bobem, kurczakiem i papryką


Dzisiaj druga propozycja na wykorzystanie bobu w daniu obiadowym. Trochę obawiałam się, że będzie za suche, ale zupełnie niepotrzebnie. Oczywiście można dodać 2 – 3 łyżki śmietany (przed dodaniem makaronu), ale nie sądzę, aby było to konieczne – przynajmniej w moim przypadku :-)
Genialnym pomysłem okazało się dodanie włoskich ziół Kotanyi z młynka i odrobina chili. Nie dodawałam już soli, bowiem w młynku z włoskimi ziołami jest też gruba sól morska. Oczywiście można wykorzystać inne, ulubione zioła i dodać trochę soli, ale ja szczerze polecam te z młynka Kotanyi, bo są fajnie skomponowane i pięknie pachną.  
A do przygotowania wykorzystałam po raz kolejny mój ceramiczny wok Delimano.
Przygotowanie tego dania zajmuje tyle czasu ile potrzeba na ugotowanie makaronu. Oczywiście przy założeniu, że bób ugotowaliśmy wcześniej :-). I po raz kolejny okazuje się, że można jeść dietetycznie i jednocześnie smacznie.
Więc do dzieła :-)

 
Składniki na 2 porcje obiadowe:

120 g makaronu pełnoziarnistego tagliatelle
200 g fileta z kurczaka
250 g ugotowanego i obranego bobu
½ czerwonej papryki
1 łyżka oliwy
biały pieprz mielony
chili – młynek Kotanyi
włoskie zioła – młynek Kotanyi
1 łyżka posiekanych świeżych listków bazylii

Makaron ugotować al dente w dużej ilości lekko osolonej wody.  W czasie, gdy makaron się gotuje filety z kurczaka pokroić w kostkę wielkości kęsa. Paprykę obrać, pokroić w paseczki.
W woku rozgrzać oliwę, wrzucić kurczaka i paprykę, wsypać szczyptę białego pieprzu i podsmażyć. Dodać odrobinę chili (dwa razy przekręciłam młynkiem) i włoskich ziół. 


Gdy kurczak będzie usmażony wrzucić bób i ugotowany, odcedzony makaron. Wszystko razem wymieszać i posypać posiekaną bazylią. Na koniec wszystko oprószyć jeszcze odrobiną włoskich ziół.



wtorek, 19 lipca 2011

Risotto z bobem i koperkiem


Bób - cudowne, zdrowe, bogate w białko i pyszne warzywo. Bardzo go lubię i w tym roku mogłabym liczyć w kilogramach ilość bobu, który zjadłam. Od jakiegoś miesiąca, 2 – 3 razy w tygodniu kupuję pół kilograma bobu, gotuję i czaruję... Najchętniej sięgam po taki bób prosto z wody, nie obieram go ze skórek, bo w nich najwięcej witamin i skubię przeważnie na kolację. Miseczka bobu bez żadnych dodatków (250 g) ma zaledwie 165 kcal, więc bez najmniejszych wyrzutów sumienia się nim zajadam.
Bób jest bardzo wdzięcznym tematem kulinarnych szaleństw i można go wkomponować w wiele potraw. U mnie jednak nie jest to zbyt częste zjawisko – już dawno stwierdziłam, że wiele warzyw najbardziej smakuje mi w wersji solo – bez mieszania z czymkolwiek. Wiem, dziwna jestem, ale cóż – tak mam i już :-)
Ale tym razem bób wdał się w romans z ryżem i wyszło z tego bardzo przyzwoite, pożywne i przepyszne danie – idealne na samotny, leniwy niedzielny obiad. Nie przepadam za dodatkiem wina do risotta, więc jak prawie zawsze zrezygnowałam z niego na rzecz własnoręcznie przygotowanego drobiowo – warzywnego bulionu. Risotto jest prościutkie i szybkie – czyli takie jak być powinno.
Stwierdziłam też, że pomyślę nad zamrożeniem choć kilograma bobu, żeby móc się delektować tym risottem również zimą... mam tylko problem z zamrażarką – nijak nie chce się rozciągnąć ;-)
No dobrze... ale czas na przepis na proste, pyszne risotto.


Składniki na 2 porcje

250 -300 g bobu
120 g ryżu arborio (albo innego do risotto)
1 średnia młoda cebula
około 500 ml bulionu
pieprz świeżo mielony
2 – 3 łyżki posiekanego koperku
1 łyżka parmezanu albo innego twardego, drobno startego sera

Bób ugotować w lekko osolonej i osłodzonej wodzie (na ½ kg bobu daję 1 łyżeczkę cukru i 1 łyżeczkę soli, wrzucam do wrzącej wody). Ostudzić i obrać ze skórek.
Cebulkę pokroić w bardzo drobną kostkę. W rondlu, albo woku rozgrzać ghee, wrzucić cebulkę i na bardzo małym ogniu zeszklić (nie przypalić!). Wrzucić ryż i ciągle mieszając chwilę podsmażać, aż zrobi się szklisty. Wlać mniej więcej połowę (200 ml) gorącego bulionu, wymieszać i wolno gotować mieszając od czasu do czasu.


Po kilku minutach, gdy płyn zostanie wchłonięty przez ryż, dolać pozostały bulion i dalej gotować. Gdy większość bulionu zostanie wchłonięta przez ryż dodać bób, wymieszać, przykryć i zostawić jeszcze przez chwilę na niewielkim ogniu, aby ryż wchłonął resztę bulionu a bób się zagrzał.


Spróbować – jeśli ryż będzie się wydawał zbyt twardy to wlać jeszcze trochę gorącej wody.
Na końcu dodać starty parmezan, doprawić świeżo zmielonym pieprzem, wsypać koperek. Wymieszać i podawać.

Ps. Gdy przeczytałam komentarz Pauliny pomyślałam, że warto jeszcze coś dopisać. Ja do mojego risotto bulion wlewam w dwóch porcjach, ale głównie dlatego, że robię risotto z niewielkiej ilości składników i nie mam potrzeby robić tego inaczej. Gdy chcemy zrobić większą porcję risotta to warto wlewać bulion partiami - po chochli, i dopiero, gdy ryż bulion wchłonie wlać kolejną porcję.
Zawsze zastanawiałam się czy dodawać gorący czy zimny bulion.Ja dodawałam zawsze gorący. Zasięgnęłam języka u znawcy kuchni włoskiej i okazuje się, że to właściwe postępowanie, choć pewnie znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że jest inaczej ;-)))



Ps. Małe paczuszki z herbatą wędrują do Polly i Ali. Alu, proszę o adres na maila :-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...